Pogłoski o związku Ukrainy z wysadzeniem nitek gazociągu Nord Stream mogą odpowiadać tym, którzy byli przeciwni wprowadzeniu sankcji przeciw Rosji – stwierdził prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. W ten sposób odniósł się do doniesień "New York Times". Dziennik podał, że za wysadzeniem trzech rur gazociągów stała proukraińska grupa sabotażystów.

REKLAMA

My nie mamy z tym żadnego związku. Ukraińcy na pewno tego nie zrobili - zapewniał prezydent Zełenski w Kijowie po rozmowie z premier Finlandii Sanną Marin.

Prezydent ocenił, że to "bardzo niebezpieczne", gdy niektóre niezależne media, do jakich on sam odnosi się zawsze z szacunkiem, rozpowszechniają takie pogłoski.

Pytany, komu takie pogłoski mogą odpowiadać, odparł, że są one "na rękę Federacji Rosyjskiej albo grupom biznesowym, które chcą, by nie wprowadzano silnych sankcji, bo traci na nich ich biznes".

Dodał, że Ukraina walczy nie tylko ze swoim wrogiem Rosją, ale też z "tymi, którzy nie widzą niczego prócz pieniędzy".

"The Times": Służby ustaliły sponsora

Dziennik "New York Times", powołując się na amerykańskich urzędników, podał we wtorek, że nowo zdobyte informacje wskazują, iż za wysadzeniem trzech rur gazociągów Nord Stream 1 i 2 (Nord Stream 1 i 2 to dwie nitki po dwie rury - red.) we wrześniu zeszłego roku stała proukraińska grupa sabotażystów. Jak dodano, nie ma dowodów wskazujących na to, by grupa działała na zlecenie ukraińskich władz.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Wyciek z Nord Stream na filmie szwedzkiej straży przybrzeżnej

"The Times" podaje, że znane jest nazwisko sponsora całej akcji - to Ukrainiec niepowiązany z administracją Wołodymyra Zełenskiego. Gazeta nazywa go "wpływową postacią", która całą operację finansowała z własnej kieszeni - mowa o jachcie, "elitarnych nurkach", fałszywych paszportach i kosztownych ładunkach wybuchowych "dostępnych tylko dla branży gazowej i naftowej z konkretnymi licencjami".

Jeszcze dalej poszły niemieckie media. Dziennikarze ARD, SWR i "Die Zeit" mieli zidentyfikować łódź, która rzekomo posłużyła do przeprowadzenia operacji. Według ich informacji, był to jacht wynajęty od firmy z siedzibą w Polsce, prawdopodobnie należącej do dwóch Ukraińców.

Zgodnie ze śledztwem, operację na morzu przeprowadził sześcioosobowy zespół - pięciu mężczyzn (kapitan, dwóch nurków, dwóch asystentów) oraz lekarka. Narodowość sprawców jest nieznana, zwłaszcza, że do wynajmu łodzi używali najprawdopodobniej podrobionych paszportów.

Łódź miała wypłynąć z Rostocku 6 września 2022 roku. Następnego dnia zlokalizowano ją w gminie Wieck auf dem Darß, a następnie na duńskiej wyspie Christiansø, na północny wschód od Bornholmu. Jacht następnie został zwrócony właścicielowi.

Według dziennikarzy, śledczy znaleźli ślady materiałów wybuchowych w kabinie. Jesienią zachodnie służby wysłały zawiadomienie, że za sabotażem może stać ukraińskie komando. Potem pojawiły się poszlaki wskazujące na grupę "proukraińską". Śledczy badający tę sprawę nie wykluczają, że może to być "fałszywa flaga", by celowo przekierować podejrzenia na Kijów, choć na razie nie ma dowodów potwierdzających taki scenariusz.