Wielka ława przysięgłych postawiła zarzuty byłemu dyrektorowi FBI Jamesowi Comeyowi, oskarżając go o groźby zabicia prezydenta Donalda Trumpa poprzez zamieszczenie zdjęcia na Instagramie. Wobec Comeya wystawiono nakaz aresztowania. To już drugie zarzuty przeciwko krytykowi prezydenta.
- Po więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl
Jak wynika z dwustronicowego aktu oskarżenia, Comey otrzymał dwa zarzuty dotyczące groźby zabicia prezydenta. Ławnicy na wniosek prokuratury uznali, że zamieszczenie przez byłego szefa FBI zdjęcia muszelek ułożonych w liczby 86 i 47 zostałoby zinterpretowane przez rozsądnego odbiorcę jako "poważny wyraz zamiaru wyrządzenia krzywdy Prezydentowi Stanów Zjednoczonych".
Drugi zarzut mówi wprost o groźbie zabicia prezydenta. W dokumencie nie podano żadnych dodatkowych dowodów na poparcie tych zarzutów. Pełniący obowiązki prokuratora generalnego USA Todd Blanche poinformował też, że ławnicy zdecydowali się wystawić nakaz aresztowania dla Comeya, choć nie potrafił powiedzieć, czy Comey zostanie aresztowany przez służby, czy będzie mógł stawić się sam do sądu.
W tej sprawie chodzi o post Comeya na Instagramie z 15 maja 2025 r., w którym zamieścił zdjęcie muszli na piasku układających się w liczby 86 i 47. Liczba 47 miała oznaczyć Trumpa, który jest 47. prezydentem USA. Zaś "86" w żargonie używanym m.in. w restauracjach może oznaczać zakaz, czy usunięcie czegoś lub kogoś, a w potocznym rozumieniu - zabicie człowieka.
"Fajny układ muszelek podczas mojego spaceru po plaży" - napisał Comey w poście, który szybko został usunięty po komentarzach, że zawiera groźbę zabójstwa. W kolejnej wiadomości były szef FBI napisał, że muszelki, które widział "były przesłaniem politycznym", ale zaprzeczył jakoby namawiał do przemocy, tłumacząc, że nie wiedział, że może to być interpretowane jako wezwanie do zabójstwa.
Blanche powiedział, że zarzuty wobec Comeya nie są wyjątkowe, bo za podobne groźby odpowiada przed sądem szereg innych osób wysyłających pogróżki pod adresem nie tylko Trumpa, lecz również jego doradcy ds. imigracji Toma Homana oraz byłego prezydenta Joe Bidena. Tymczasowy szef prokuratury odmawiał też odpowiedzi na pytanie, jakie dowody posiadają śledczy na dowiedzenie zamiaru byłego szefa Biura. Zapewniał jednak, że sprawy nie wniesiono nagle z powodu niedawnego udaremnionego zamachu na Trumpa.
Do ścigania Comeya od dawna otwarcie nawoływał prezydent Donald Trump. Trump zwolnił ówczesnego szefa FBI w pierwszych miesiącach swojej pierwszej kadencji ze względu na prowadzone przez niego śledztwo w sprawie rosyjskich powiązań Trumpa i jego zespołu.
Życzenie Trumpa co do ścigania Comeya zostało spełnione już we wrześniu ub.r., kiedy postawiono mu zarzuty o rzekome kłamstwo w zeznaniach w Kongresie. Sąd federalny zdecydował jednak później o oddaleniu zarzutów, orzekając, że Lindsey Halligan, wyznaczona przez Trumpa do postawienia zarzutów Comeyowi, nie była uprawniona do objęcia stanowiska.
Halligan, była prawniczka w zespole Trumpa, została powołana kilka dni po tym, gdy Trump zwolnił prokuratora federalnego w Wirginii, który sprzeciwiał się oskarżeniu byłego szefa FBI z powodu braku dowodów. W ten sam sposób oddalono wówczas zarzuty przeciwko Letitii James, prokurator generalnej stanu Nowy Jork, której ukarania również domagał się wcześniej Trump.