"Myślenie jest dla mnie wartością nadrzędną. Niczego innego, cennego, nie mam. To jest coś, co zbudowałam przez lata: czytania, zastanawiania się, rozmów, relacji. Nie chcę tego oddawać" - mówi aktorka, scenarzystka i reżyserka, Katarzyna Warnke w rozmowie z Kingą Nygą - Chwalińską.

REKLAMA

Artystka, gościni 19. edycji Festiwalu Kina Niezależnego Mastercard OFF Camera w Krakowie, w rozmowie dla RMF24 opowiedziała o pracy nad spektaklem w jej reżyserii dla Teatru 6. piętro pt. "Antropologia". Zdradziła, jakie obawy budzi w niej sztuczna inteligencja i dlaczego, w nowym projekcie chce walczyć o miłość romantyczną.

Kinga Nyga-Chwalińska, RMF: Przygotowując się do naszego wywiadu dopisałam sobie - emocjonalna wojowniczka. To byłoby ok?

Katarzyna Warnke: Tak, tak, dziękuję. To komplement.

Pracujesz w tej chwili nad spektaklem teatralnym dla Teatru 6. piętro. Co możesz nam powiedzieć o tym projekcie?

To spektakl "Antropologia", na podstawie tekstu Lauren Gunderson. Opowiada o AI w kontekście relacji międzyludzkich. Myślę, że to przedstawienie może być zaskoczeniem. Tekst jest świetnie napisany, bardzo dramatyczny. Pracuję z fantastyczną ekipą twórców. Na scenie zobaczymy: Katarzynę Figurę, Helenę Sujecką, Polę Gonciarz i Adrianę Kalską.

Jest przygotowywana przepiękna scenografia, za którą odpowiada Natalia Kitamikado. Muzykę stworzy Baasch, kostiumy robi Marek Adamski. Nie mogę się doczekać!

Nie chciałabym tu za dużo zdradzać, jakie są perypetie naszych bohaterek. Natomiast zachęcam do śledzenia wszystkich wydarzeń towarzyszących i do przyjścia do Teatru 6. Piętro. Premiera 19 września.

Wspomniałaś, że to jest spektakl, który mówi o relacjach. Co dla Ciebie jest istotą relacji? Czego TY szukasz?

Bliskości. To dzisiaj towar deficytowy, którego zaczynamy szukać w dziwnych relacjach ze sztuczną inteligencją. Tworzą się jakieś rodzaje awatarów relacyjnych z przytakującą maszyną. Tymczasem bez drugiego człowieka, bez jego "nie", bez tego tarcia - trudno odnaleźć siebie.

Bliskość z Al jest fejkowa, jest zaprzeczeniem bliskości.

W "Antropologii" bierzesz na warsztat temat człowieczeństwa. Jaki jest twój punkt wyjścia w myśleniu nad naturą człowieka?

Wydaje mi się, że człowiek nie zmienia się prawie w ogóle, jeżeli chodzi o wewnętrzne potrzeby. Jako ludzkość nadal mamy też podobne skłonności. Natomiast narzędzia, z których aktualnie możemy korzystać są dla nas coraz bardziej niebezpieczne.

Zabierają nam zupełnie podstawowe umiejętności, jak np. ręczne pisanie. Dla mnie rzeczywistość człowieka wciąż jest i będzie analogowa.

Co myślisz o wirtualnej rzeczywistości i rozwoju sztucznej inteligencji?

Może to będzie szokujące, ale nie użyłam chataGPT i nie chcę go użyć. Budzi we mnie wstręt. Moje myślenie jest dla mnie wartością nadrzędną. Niczego innego cennego nie mam.

To jest coś, co zbudowałam przez lata czytania, zastanawiania się, rozmów, relacji: społecznych czy intymnych. I nie chcę tego oddawać. Nie chcę, żeby coś mnie sczytywało albo za mnie myślało, dlatego nawet nie szukam narzędzi w tych przestrzeniach.

Wchodzisz np. w online`owe relacje?

Z powodu mojej analogowości używanie aplikacji randkowych nie weszło mi w krew.

Miałam przez moment konto na jednej z nich, pojawiali się nawet ciekawi mężczyźni, jednak formuła swipe'owania nie jest dla mnie.

Zresztą: nie dotyczy to tylko mnie, mówi się obecnie o swipe fatigue, czyli stanie psychicznego zmęczenia używaniem aplikacji randkowych. To może zachwycać przez moment, ale jednak romantyczność nie polega na przesuwaniu palcem w prawo albo w lewo, a ja wierzę w miłość romantyczną.

Czego szukasz w miłości?

Atencji, bliskości, zrozumienia, zaciekawienia. Tego, że ktoś nie tylko mówi o sobie, ale zadaje pytania, jest wymiana, jakiś rodzaj rozpoznania tego, co jest w drugim człowieku. Wzajemnego zachwytu.

W ogóle wydaje mi się, że tego zachwytu jest w nas ostatnio bardzo mało: rzeczywistością, naturą. Wiadomo: wiele złych rzeczy dzieje się dookoła, ale człowiek, żeby przetrwać, musi mieć nadzieję. Jest taki film...

"Życie jest piękne"?

"Życie jest piękne" w reżyserii Roberto Benigniego. Bardzo kocham tę historię, bo pokazuje, że naprawdę możemy dla siebie nawzajem wiele zrobić, żeby się uratować.

Rozumiem sprzeciw jednostki wobec wirtualnej rzeczywistości, ale całego świata nie zatrzymamy. Sztuczna inteligencja wkracza do naszej codzienności na wielu poziomach: również do świata filmowego. Budzi to Twoje obawy?

Budzi. Myślę, że to ogromne niebezpieczeństwo. Spodziewam się, że film będzie mocno naznaczony sztuczną inteligencją, ale cieszę się, że zajmuję się teatrem, bo wydaje mi się, że ta przestrzeń sztuki jest bezpieczna.

Musimy jednak budować instytucje i prawo, bo bez tego jesteśmy i będziemy wykorzystywani przez ludzi, którzy budują narzędzia AI.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Rozmowa z Katarzyną Warnke

Jako aktorka jesteś zawsze świetnie przygotowana, skupiona, zaangażowana. A jaką jesteś reżyserką? Czy wypracowałaś już swój styl pracy?

Cennym doświadczeniem była na pewno dla mnie praca nad spektaklem "Men`s Talk", który realizowałam ze studentami w Akademii Teatralnej w Warszawie.

To był mój drugi spektakl, pierwszy zrobiłam w Teatrze Nowym Krzysztofa Warlikowskiego. Nazywał się "Uwodziciel". Zagraliśmy tylko 6 przedstawień, bo remont teatru wymusił przerwę, a później nie chciałam już wznowienia.

Nie byłaś zadowolona z finalnego efektu?

Byłam, ale nie w pełni. Chyba też nie byłam jeszcze gotowa na pełną reżyserską drogę. Dzisiaj jestem. Zawsze myślałam, że jeżeli wejdę za wcześnie w reżyserię, to będzie się to kłóciło z moimi ambicjami aktorskimi. Dzisiaj ze spokojem mogę powiedzieć, że chcę podążać tą drogą.

A styl pracy?

Lubię pracować w komforcie i dawać ten komfort aktorom i aktorkom, by mogli wejść w trudniejsze rejony. Nie lubię ataku. Nie lubię przemocy w pracy nad przedstawieniem, bo wyłącza w człowieku myślenie, a dla mnie myślenie jest najcenniejsze.

Przypomniała mi się moja rozmowa z Gabrielą Muskałą o przemocy w świecie artystycznym. Ona również podkreślała, że przemoc nie uwalnia tego, co najlepsze, a na jakimś etapie blokuje i coś zabiera.

Tak, choć trzeba pamiętać, że historia teatru i kina stoi przemocą. Była codziennym narzędziem pracy i nie obrzucałabym błotem wszystkich, którzy się nią posługiwali, bo wtedy innych narzędzi po prostu nie mieliśmy, a trzeba pamiętać, że praca aktorska polega na przekroczeniach.

Wielu aktorów zgadzało się na przemoc, bo to była łatwiejsza formuła: jeżeli ktoś Cię wepchnie w przepaść, to już nie masz wyjścia. To się dzieje automatycznie. Natomiast doprowadzić siebie świadomie nad przepaść i skoczyć - to trudne.

Ta zmiana nie jest więc zawsze łatwa, ale na pewno bardzo wartościowa.

Nie tylko reżyserujesz, ale również piszesz. Jesteś m.in. współautorką scenariusza do filmu "Rzeczy niezbędne". Czy to oznacza, że aktorstwo nie jest już dla Ciebie wystarczające?

Nie. Natomiast od zawsze myślałam o tym, co chcę przekazać i chyba zawsze czułam się przede wszystkim artystką, a nie wyłącznie aktorką.

Te ścieżki istnieją we mnie równorzędnie.

"Rzeczy niezbędne" opowiadające o traumie - to wyjątkowy dla Ciebie projekt. Co wzięłaś dla siebie z tej historii?

Na pewno został we mnie jakiś ciężar. Zagrałam dobrze swoją rolę, ale rozpad tożsamości w ludziach, których dotknęło takie nieszczęście jest jeszcze głębszy. Bardzo kibicuję wszystkim, którzy walczą o siebie albo wciąż noszą w sobie traumę wykorzystania seksualnego i nie mają odwagi jej rozpakować.

Macierzyństwo Cię zmieniło?

Na pewno nauczyło mnie cierpliwości i odpowiedzialności.

W reżyserii to istotne, żeby być oparciem dla innych twórców i nie myślę tylko o aktorach, ale np. o ekipie technicznej, bez której w ogóle nie ma teatru. Wszyscy współpracownicy muszą dostać: atencję, miłość, przestrzeń do tego, żeby się wypowiedzieć. Macierzyństwo bardzo te skillsy rozwija.

Zastanawiam się czy w CV aktorki, doświadczenie reżyserskie, nie będzie odstraszać.

Możliwe. Z drugiej strony na planie jestem tylko aktorką. Tylko i aż. Całkowicie oddaję się tworzeniu postaci. Bardzo głęboko w nie wchodzę. Potrzebuję opieki reżysera czy reżyserki, bo kocham precyzyjnie współpracować.

Wiem, że jestem częścią układanki i że to reżyser wie jaką myśl chce przekazać i zawsze to szanuję.

Czy wraz z doświadczeniem i mijającym czasem - uwolniłaś się od jakiś blokujących Cię w przeszłości myśli, emocji?

Nie noszę już w sobie tyle frustracji związanej z oczekiwaniami wobec rzeczywistości. Zresztą, my aktorzy, w ogóle mamy tendencję do niespełnienia. Niezależnie od tego, w jakim miejscu jesteśmy.

Oczywiście to nienasycenie popycha do przodu, ale też niszczy. Dzisiaj już nie dramatyzuję z tego powodu, że nie przyszły do mnie jakieś oczekiwane role czy, że nie dotarłam na międzynarodowe festiwale.

Z drugiej strony, teraz już wiem, że mam wpływ na to, co chcę robić. Film "Rzeczy niezbędne" pokazał, że mogę tworzyć rzeczywistość, w której będę grała. I idę tym tropem. Dzisiaj na pewno więcej wymagam od siebie.

Pracujesz nad kolejnym projektem, również w tandemie, podobnie jak z Kamilą Taraburą przy "Rzeczach niezbędnych", tylko tym razem z mężczyzną.

Tak. To reżyser młodego pokolenia. Jesteśmy na bardzo wczesnym etapie, ale interesuje nas miłość romantyczna. Bardzo trudno uchwycić dzisiaj ten temat, ponieważ żyjemy w czasach cynicznych.

Przy czym: osobiście mam poczucie, że miłość jest we wszystkim, co robimy. Po prostu. Bez miłości nie potrafimy unieść szklanki, bez tej wiary, bez pragnienia współtworzenia tego świata, bez zachwytu, bez nadziei, która w nas pulsuje.

Z wiarą na dobre rozwiązania, na następny poranek, na wieczór, na spełnienie marzeń.

Chciałabym w tym projekcie zastanowić się co się z nami stało i poszukać drogi, która pozwoli nam się wybudzić z tego cynizmu.

Chcielibyśmy, by widzowie, którzy przyjdą do kina, wyszli z nadzieją i przekonaniem, że warto kochać, choć bywa to trudne i bolesne.

Jak się czujesz w tym miejscu, w którym teraz jesteś i jakie masz pragnienia na dziś?

Czuję w sobie odwagę, by wejść w nowy etap. To jest też ten czas, kiedy chcę się dzielić swoją wiedzą, wnieść coś do świata, nie tylko oczekiwać od niego. Mam też nadzieję, że starczy mi sił na realizację tych oczekiwań, przede wszystkim wobec mnie samej.

Chciałabym, żeby projekty, które będę tworzyła, były na miarę moich marzeń i by rezonowały z odbiorcą, bo on jest dla mnie kluczowy.

Dziękuję za spotkanie i rozmowę.

Dziękuję. To była przyjemność.

Katarzyna Warnke: ur. 2 sierpnia 1977 w Grudziądzu. Aktorka teatralna i filmowa, reżyserka, scenarzystka. Związana m.in. z Teatrem Starym w Krakowie i Teatrem Rozmaitości w Warszawie. Szeroką rozpoznawalność przyniosły jej role w produkcjach Patryka Vegi "Botoks", "Kobiety mafii". Współautorka scenariusza do filmu "Rzeczy niezbędne".