Monachijska Konferencja Bezpieczeństwa przyniosła nie tylko gorące dyskusje o wojnie w Ukrainie, ale także zderzenie dwóch światów – europejskiego i amerykańskiego podejścia do wolności słowa oraz wzajemnych relacji politycznych. W centrum uwagi znalazł się szef polskiej dyplomacji i wicepremier Radosław Sikorski, który podczas sobotniego panelu nie szczędził ostrych słów pod adresem Stanów Zjednoczonych.
- Radosław Sikorski podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa stwierdził, że wspólnota transatlantycka nadal istnieje, choć między Europą a USA są wyraźne różnice.
- Sikorski mocno sprzeciwił się narzucaniu amerykańskich standardów Europie.
- Krytykował ingerencję USA, szczególnie administracji Trumpa, w polską politykę.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Radosław Sikorski, odpowiadając na pytanie o kondycję Zachodu, nie miał wątpliwości, że wspólnota transatlantycka wciąż istnieje. Jednak, jak podkreślił, "między obiema stronami Atlantyku zawsze istniały różnice". Najbardziej widoczne są one w podejściu do wolności słowa. Sikorski nie krył swojego zaskoczenia, gdy po pierwszych wizytach w Waszyngtonie odkrył, że jego poglądy - uznawane w Europie za konserwatywne - w Stanach Zjednoczonych postrzegane były jako skrajnie lewicowe. Jak wspominał, jego pojęcie prawa do opieki zdrowotnej czy posiadania broni czyniły go w Ameryce "komuchem".
Jednak to nie różnice światopoglądowe, a próby narzucania amerykańskich standardów Europie wzbudziły największe emocje. Sikorski stanowczo sprzeciwił się amerykańskiej krytyce europejskiego modelu wolności słowa.
W Europie, z ważnych powodów historycznych, na przykład w Polsce, opowiadanie się za faszyzmem i komunizmem jest zabronione z bardzo ważnych powodów historycznych. Wierzymy w wolność słowa z odpowiedzialnością. A to, co wydarzyło się tutaj rok temu, polegało na tym, że wiceprezydent Stanów Zjednoczonych powiedział nam, że nasza koncepcja wolności słowa to cenzura, a ja po prostu tego nie akceptuję - podkreślił Sikorski. Jedna strona Atlantyku próbuje narzucić swoje wartości drugiej stronie i to jest niedopuszczalne - dodał.
Szef polskiej dyplomacji nie ograniczył się jedynie do kwestii wolności słowa. W ostrych słowach skrytykował także ingerencję amerykańskiej administracji - zwłaszcza tej związanej z Donaldem Trumpem - w wewnętrzne sprawy polskiej polityki. Jako przykład podał poparcie dla Karola Nawrockiego w wyborach prezydenckich. Dawniej nie ingerowaliśmy (w sprawy sojuszników), ale ingerowaliśmy w imię demokracji w politykę autokracji, a teraz jest odwrotnie. To całkowicie oburzające. I w Polsce, na przykład, jest to irracjonalne - mówił Sikorski.
Przypomniał, że przez lata Polska była najbardziej proamerykańskim krajem w Europie, a "Stany Zjednoczone miały wspaniałą sytuację, w której rząd i opozycja, rywalizowały o to, kto będzie bardziej proamerykański". Jednak, jak ostrzegł, "kiedy zaczniesz wybierać strony, zaczyna się inna dynamika".
Panel, w którym uczestniczył Sikorski, zgromadził także takie osobistości jak była sekretarz stanu USA Hillary Clinton oraz szef czeskiej dyplomacji Petr Macinka. Dyskusja przeniosła się na temat wojny w Ukrainie i różnic w podejściu do tego konfliktu po obu stronach Atlantyku. Clinton nie kryła swojego oburzenia wobec polityki Donalda Trumpa. Uważam, że stanowisko administracji Trumpa wobec Ukrainy jest haniebne. Uważam, że próba zmuszenia Ukrainy do kapitulacji z Putinem jest haniebna. Uważam, że wysiłki Putina i Trumpa, by czerpać zyski z nieszczęścia i śmierci narodu ukraińskiego, są historycznym błędem i korupcją do entej potęgi - grzmiała była szefowa dyplomacji USA.
Do debaty włączył się także Gladden Pappin, prawicowy amerykański politolog, który przestrzegał przed "przyklejaniem Trumpowi łatki apologety Putina". Sikorski nie omieszkał wtrącić w tym momencie, że "amerykański prezydent powiesił w Białym Domu zdjęcie z Putinem". Ja nie mam portretu Putina w moim domu - zaznaczył.
Dyskusja nie ominęła również tematu wykluczania skrajnych partii politycznych w Europie. Petr Macinka z Czech krytykował przyklejanie łatki faszystów przeciwnikom politycznym. Tak, wykluczamy faszystów - powiedział stanowczo. Podkreślił, że problem ekstremizmów nie jest zamkniętym rozdziałem historii, a Europa - ze względu na własne doświadczenia - nie zamierza tolerować powrotu ideologii totalitarnych.