Izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Saar zdecydowanie zaprzeczył oskarżeniom Ukrainy, jakoby Izrael importował zboże pochodzące z okupowanych przez Rosję terenów ukraińskich. Sprawa budzi coraz większe napięcia dyplomatyczne, a władze w Jerozolimie domagają się od Kijowa przedstawienia konkretnych dowodów.
- Minister spraw zagranicznych Izraela Gideon Saar odrzucił oskarżenia Ukrainy o import skradzionego zboża.
- Izrael twierdzi, że nie otrzymał żadnych formalnych dowodów ani wniosków prawnych od strony ukraińskiej.
- Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
W ostatnich dniach na linii Kijów-Jerozolima narastają napięcia dyplomatyczne. Wszystko za sprawą oskarżeń, jakie pod adresem Izraela wystosował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Według ukraińskich władz Izrael miał dopuścić do rozładunku w swoim porcie statków przewożących zboże z terenów Ukrainy okupowanych przez Rosję. Zełenski podkreślił, że taki proceder nie może być uznany za legalny i uczciwy biznes, a izraelskie władze powinny być świadome, jakie ładunki trafiają do ich portów.
Do zarzutów odniósł się we wtorek izraelski minister spraw zagranicznych Gideon Saar. Podczas konferencji prasowej w Jerozolimie stanowczo odrzucił oskarżenia Kijowa, podkreślając, że Izrael nie kupuje zboża pochodzącego z okupowanych terenów Ukrainy. Saar zaznaczył, że do tej pory nie wpłynęły żadne formalne wnioski prawne ani dowody potwierdzające te zarzuty.
Rząd Ukrainy nie przedstawił dowodów na poparcie swoich twierdzeń. Powtarzamy naszym ukraińskim przyjaciołom: jeśli macie jakiekolwiek dowody kradzieży, przekażcie je właściwymi kanałami - powiedział Saar.
Oliwy do ognia dolały doniesienia izraelskiego dziennika "Haarec", według których statek Panormitis, przewożący zboże z okupowanych terenów Ukrainy, oczekuje na rozładunek w porcie w Hajfie. Informacje te potwierdziły również ukraińskie media.
Saar poinformował, że rozmawiał w tej sprawie z izraelskim urzędem podatkowym, jednak jak dotąd statek nie wpłynął do portu i nie złożył wymaganych dokumentów, co uniemożliwia weryfikację pochodzenia ładunku.
Ambasada Ukrainy złożyła formalny protest w izraelskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, domagając się wyjaśnień w sprawie dopuszczenia do rozładunku statku ze zbożem. W odpowiedzi izraelskie władze podkreślają, że nie zamierzają ulegać presji wywieranej za pośrednictwem mediów społecznościowych i oczekują przekazania dowodów oficjalnymi kanałami dyplomatycznymi.
Według ustaleń dziennika "Haarec", w bieżącym roku do Izraela miały trafić już cztery transporty zboża z terenów Ukrainy okupowanych przez Rosję. Śledztwo ukraińskiego portalu Suspilne sugeruje, że Rosja po cichu dostarcza Izraelowi skradzioną pszenicę. W związku z tym szef ukraińskiego MSZ Andrij Sybiha wezwał ambasadora Izraela w Kijowie, wyrażając niezadowolenie z braku reakcji władz izraelskich na powtarzające się dostawy zboża z terenów okupowanych.