Europa nie uniknie rozmów z Rosją - nawet jeśli chciałaby postawić Władimira Putina przed międzynarodowym trybunałem. Taką tezę stawia Jacques Schuster, redaktor naczelny prestiżowego niemieckiego dziennika "Welt am Sonntag" ("WamS"). "Państwa europejskie mogą powoływać do życia tyle trybunałów, ile tylko zapragną, a i tak pozostaną skazane na rozmowy z europejskim mocarstwem, jakim jest Rosja" - pisze w swoim komentarzu.

REKLAMA

Komentator odnosi się do niedawnego spotkania ministrów spraw zagranicznych krajów Unii Europejskiej, które odbyło się w związku z czwartą rocznicą masakry w ukraińskiej Buczy. Podczas tego spotkania politycy potwierdzili wolę postawienia prezydenta Rosji przed międzynarodowym trybunałem. Jednak, jak zauważa Schuster, ta "płynąca z serca" deklaracja jest "sympatyczna, ale z politycznego punktu widzenia nierozsądna".

Według niemieckiego dziennikarza, nic nie wskazuje na to, by Putin miał w najbliższym czasie stracić władzę w Rosji. Należy raczej przypuszczać, że dzięki partnerstwu z USA pozostanie na stanowisku tak długo, jak długo będzie miał na to ochotę - ocenia Schuster.

Jego zdaniem, obstawanie przy "moralnym absolucie" może sprawić, że Europa zostanie wykluczona z kluczowych negocjacji dotyczących powojennego porządku w regionie.

Dlaczego Putin miałby rozmawiać z szefami rządów, którzy chcą wsadzić go do więzienia? Ani Warszawa, ani Berlin, Paryż czy Londyn nie wchodzą w rachubę jako miejsce negocjacji - zaznacza Schuster. W jego opinii, Europa - niezależnie od liczby powołanych trybunałów - i tak będzie musiała rozmawiać z Rosją, nawet jeśli nie zgadza się z jej polityką.

Oparte na moralności wzmożenia uczuć są w polityce zagranicznej szlachetne, lecz absurdalne - brzmi, zdaniem komentatora, wniosek, który należy wyciągnąć z tej sytuacji.