Stany Zjednoczone naciskają na NATO, by zakończyć misje zagraniczne w Iraku i Kosowie. Przedstawiciele Sojuszu z niepokojem odnoszą się do planów USA, których realizacja może pociągnąć za sobą szereg trudnych do przewidzenia konsekwencji dla wielu niestabilnych regionów świata.
- USA chcą wycofać misje NATO w Iraku i Kosowie.
- Europa uważa, że takie decyzje mogą zdestabilizować sytuację w wielu regionach świata.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Jak informuje Politico, Stany Zjednoczone naciskają na sojuszników, by zakończyć misję NATO w Iraku już we wrześniu 2026 roku.
Równocześnie Waszyngton lobbuje za ograniczeniem operacji pokojowej KFOR w Kosowie oraz za nieformalnym wykluczeniem Ukrainy i partnerów z regionu Indo-Pacyfiku z oficjalnych obrad szczytu NATO w Ankarze.
Działania te określane są jako "powrót do ustawień fabrycznych" i mają na celu skupienie się wyłącznie na obronie terytorium państw członkowskich, zamiast angażowania się w globalne konflikty.
Waszyngton domaga się, by działania NATO nie wykraczały poza podstawowe zadania skupione na obronie i odstraszaniu.
Niedawno Elbridge Colby, zastępca sekretarza obrony USA, podczas spotkania ministrów obrony NATO w Brukseli zaapelował o stworzenie "NATO 3.0" - nowej wersji Sojuszu, w której europejscy sojusznicy ponoszą większą odpowiedzialność finansową i militarną za bezpieczeństwo kontynentu.
Colby, architekt obecnej strategii obronnej USA i znany zwolennik twardego kursu wobec Europy, podkreślił, że Stany Zjednoczone pozostaną gwarantem odstraszania nuklearnego, ale oczekują od sojuszników "partnerstwa, a nie zależności". USA mają nadal dostarczać kluczowe zdolności wojskowe, jednak w "bardziej ograniczonym i skoncentrowanym zakresie".
W swoim wystąpieniu Colby zaznaczył, że administracja Donalda Trumpa zamierza skoncentrować się na obronie własnego terytorium, interesach w zachodniej hemisferze oraz wzmacnianiu odstraszania wobec Chin w regionie Pacyfiku. Oznacza to, że Europa musi przejąć większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Colby położył nacisk na zdolności europejskich sojuszników w kontekście obrony własnego terytorium, a nie angażowania się w misje poza obszarem Traktatu Północnoatlantyckiego.
Przemówienie zastępcy szefa Pentagonu zostało w Europie odebrane umiarkowanie pozytywnie. Przed spotkaniem wielu przedstawicieli europejskiej części NATO obawiało się, że Colby (na wzór poprzednich wystąpień amerykańskich urzędników w ostatnim roku) skrytykuje Europę. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte pochwalił Colby’ego za "doskonałe przemówienie" i podkreślił, że Europa i Kanada muszą "naprawdę zwiększyć wydatki na obronność".
Wśród zebranych w Brukseli nadal panowała niepewność w związku z żądaniami USA wobec Grenlandii. Rutte bagatelizował sprawę, twierdząc, że dyskusje w łonie NATO są czymś normalnym i że bez nich "byłoby bardzo nudno".
Misja NATO w Iraku, rozpoczęta w 2018 roku, miała na celu wzmacnianie irackich instytucji bezpieczeństwa i przeciwdziałanie powrotowi tzw. Państwa Islamskiego.
USA już wcześniej zapowiedziały wycofanie ok. 2,5 tys. żołnierzy z Iraku, co jest elementem trumpowskiej polityki "kończenia wiecznych wojen". Część ekspertów ostrzega jednak, że likwidacja misji NATO może osłabić stabilność regionu, zwłaszcza w irackim Kurdystanie.
Waszyngton sygnalizuje również chęć ograniczenia obecności sił KFOR w Kosowie, co budzi poważne obawy wśród europejskich sojuszników. Eksperci podkreślają, że misja ta jest kluczowa dla bezpieczeństwa Bałkanów, a jej zakończenie mogłoby ośmielić separatystów serbskich i doprowadzić do eskalacji napięć w regionie.
Zaprzestanie zagranicznych inicjatyw sojuszu "nie jest właściwym podejściem" - powiedział Politico jeden z europejskich urzędników. "Partnerstwa są kluczowe dla odstraszania i obrony".
"Jesteśmy bardzo zaniepokojeni" próbami zakończenia misji, powiedział inny wysoki rangą urzędnik NATO, ponieważ "sytuacja na Bałkanach Zachodnich może szybko eskalować".
NATO oficjalnie podkreśla, że nie podjęto jeszcze decyzji o zakończeniu misji w Iraku czy Kosowie, a wszelkie zmiany wymagają zgody wszystkich 32 państw członkowskich. Jednak presja ze strony USA wywołuje coraz większe napięcia wśród sojuszników, którzy obawiają się osłabienia roli NATO na arenie międzynarodowej.
Osobną kwestią pozostaje domaganie się braku przedstawicieli Kijowa i partnerów z Indo-Pacyfiku (Australii, Nowej Zelandii, Japonii i Korei Południowej) na lipcowym szczycie NATO. Dodatkowo, zrezygnowano z organizacji publicznego forum podczas szczytu, co - według części dyplomatów - jest efektem presji USA na ograniczenie wydatków i widoczności Sojuszu. Jest to wydarzenie towarzyszące, w którym biorą udział przywódcy państw, eksperci ds. obronności i urzędnicy rządowi w różnych panelach dyskusyjnych, które zwykle zwiększają rozpoznawalność corocznego szczytu.
Ta decyzja również oceniana jest przez część środowiska natowskiego negatywnie, bo Sojusz w sytuacji, w której zwiększa wydatki na obronność i próbuje przekonywać opinię publiczną do swoich działań, potrzebuje jak największej transparentności. Działanie, jeden z rozmówców Politico ocenił jako "bardzo szkodliwe".