Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zapewnił we wtorek, że wolałby uregulować stosunki z Iranem drogą dyplomatyczną. W corocznym orędziu o stanie państwa zaznaczył jednak, że nigdy nie pozwoli temu krajowi na posiadanie broni jądrowej. Nie zabrakło odniesień do ostatnich wydarzeń w Iranie. "Powstrzymaliśmy ich przed powieszeniem wielu innych, grożąc poważnymi konsekwencjami. To naprawdę okropni ludzie" - powiedział amerykański przywódca.
- Po więcej aktualnych informacji z kraju i ze świata zapraszamy na stronę główną RMF24.pl.
- Donald Trump w orędziu o stanie państwa ogłosił, że Ameryka "wróciła" i przeżywa swój złoty wiek po roku jego prezydentury.
- Prezydent ponownie ostrzegł Iran, zapowiadając, że nie pozwoli mu na zdobycie broni jądrowej ani rakiet zagrażających USA.
- Trump skrytykował decyzję Sądu Najwyższego o unieważnieniu części ceł, sugerując, że wpływy z ceł mogą zastąpić podatek dochodowy.
Trump ogłosił we wtorek w orędziu o stanie państwa, że Ameryka "wróciła" i przeżywa swój złoty wiek rok po objęciu przez niego prezydentury. Po raz kolejny Trump ostrzegł też Iran, zaznaczając, że nie pozwoli mu na pozyskanie broni jądrowej i rakiet sięgających Ameryki.
Dziś wieczorem, po zaledwie roku, mogę z godnością i dumą powiedzieć, że dokonaliśmy transformacji, jakiej nikt wcześniej nie widział, i dokonaliśmy przełomu na wieki. Nigdy nie wrócimy do tego, co było jeszcze niedawno - ogłosił Trump, rozpoczynając przemowę przed połączonymi izbami Kongresu.
Nawiązując do swojej mowy inauguracyjnej, kiedy zapowiedział nadejście "złotego wieku" Ameryki, prezydent ogłosił, że wiek ten już nadszedł.
Prezydent USA powiedział też w wygłoszonym orędziu do narodu, że w Iranie zabito w ostatnich miesiącach - zastrzelono albo powieszono - 32 tysiące uczestników protestów. Powstrzymaliśmy ich przed powieszeniem wielu innych, grożąc poważnymi konsekwencjami. To naprawdę okropni ludzie - kontynuował.
Opracowali już rakiety, które mogą zagrozić Europie i naszym bazom za granicą, i pracują nad budową rakiet, które wkrótce dotrą do Stanów Zjednoczonych Ameryki - dodał, kontynuując wywód na temat Iranu.
Amerykański przywódca jednocześnie podkreślił, że USA i Iran prowadzą negocjacje na temat irańskiego programu jądrowego, lecz - jak mówił - Amerykanie "nie usłyszeli tych czarodziejskich słów: nigdy nie będziemy mieć broni jądrowej".
Zapewnił, że wolałby rozwiązać ten problem drogą dyplomatyczną. Ale jedno jest pewne. Nigdy nie pozwolę głównemu światowemu sponsorowi terroru (...) na posiadanie broni jądrowej - oświadczył.
Dodał, że jako prezydent USA będzie "zabiegał o pokój wszędzie tam, gdzie to możliwe". Ale nigdy nie zawaham się stawić czoła zagrożeniom dla Ameryki, tam gdzie będzie to konieczne - podkreślił.
Mierzący się z podupadającymi notowaniami i gniewem wyborców z powodu wysokich kosztów życia, amerykański przywódca poświęcił większość przemówienia podkreślaniu świetnej jego zdaniem kondycji gospodarki. Wielokrotnie w charakterystycznym dla siebie stylu wyolbrzymiał statystyki i liczby. Wbrew faktom twierdził, że inflacja "pikuje" i - zgodnie z prawdą - że ceny benzyny są niższe niż za jego poprzednika. Ponownie twierdził też, że za jego rządów zagraniczne firmy zadeklarowały inwestycje w wysokości 18 bln dolarów, choć kwota ta obejmuje również obietnice złożone jeszcze za jego poprzednika. Obwiniał też demokratów za rosnące koszty życia.
Wy spowodowaliście ten problem - mówił, zwracając się do opozycji. O wyższe koszty oskarżał też imigrantów, którzy - jak twierdził - przywożą do USA "przekupstwo, korupcję i bezprawie" oraz powodują wyższe koszty życia. Zajmiemy się tym problemem - zapewnił Trump.
W późniejszej części przemówienia prezydent poprosił wszystkich na sali, by wstali, jeśli uważają, że pierwszą powinnością państwa jest dbanie o obywateli USA, a nie nielegalnych imigrantów. Kiedy demokraci pozostali na swoich miejscach, rzucił w ich stronę, że "powinni się wstydzić".
Prezydent oskarżał też opozycję o fałszowanie wyborów, twierdząc, że właśnie dlatego sprzeciwiają się reformom zobowiązującym wyborców do wylegitymowania się dowodami tożsamości. Trump podkreślał też radykalne ograniczenie imigracji i najniższe od stu lat statystyki dotyczące przestępczości. Obiecał również radykalne obniżenie kosztów opieki zdrowotnej oraz ogłosił porozumienie z firmami technologicznymi, zgodnie z którym mają one równoważyć wzrost kosztów energii tam, gdzie powstają centra danych na potrzeby sztucznej inteligencji.
Odnosząc się do niedawnej decyzji Sądu Najwyższego o unieważnieniu części nałożonych przez niego ceł, określił ją mianem "godnej pożałowania" i "rozczarowującą", patrząc na zgromadzonych na sali sędziów. Ale dobrą wiadomością jest to, że niemal wszystkie kraje i korporacje chcą utrzymać umowę, którą już zawarły - oznajmił. Sugerował - wbrew opiniom wielu ekonomistów - że wpływy z ceł zastąpią podatek dochodowy.
W części poświęconej polityce zagranicznej, Trump najwięcej miejsca poświęcił zagrożeniom ze strony Iranu oraz "przywracaniu amerykańskiej dominacji" na zachodniej półkuli, zwłaszcza operacji pojmania Nicolasa Maduro w Wenezueli. Zupełnie nie wspomniał natomiast o Chinach i Azji, a o wojnie w Ukrainie wyraził się tylko zdawkowo.
Trump przypomniał, że uzyskał od sojuszników z NATO zobowiązanie do przeznaczania 5 proc. PKB na obronność oraz podkreślił że sprzedaje im broń przeznaczoną na Ukrainę. Powtórzył przy tym, że dąży do zakończenia swojej "dziewiątej wojny", tj. wojny w Ukrainie i była to jedyna wzmianka na ten temat w czwartą rocznicę rosyjskiej inwazji.
Mówiąc o Wenezueli, opisał po raz pierwszy historię pilota śmigłowca Erika Slovera, który odniósł rany podczas operacji. Żołnierz, którego zaproszono na galerię, otrzymał Medal Honoru, najwyższe odznaczenie wojskowe.
To samo odznaczenie otrzymał również inny pilot, 100-letni weteran II wojny światowej, Royce Williams.
Przemówienie Trumpa trwało 1 godzinę i 48 minut i było najdłuższym w historii. Prezydent pobił w ten sposób własny rekord z poprzedniego roku, kiedy to przemawiał przez godzinę i 39 minut.
Zgodnie z tradycją dorocznych orędzi, prezydent zaprosił swoich gości, do których odnosił się w trakcie przemówienia. W tym roku byli to mistrzowie w hokeju na lodzie z zakończonych w niedzielę zimowych igrzysk, a także rodziny młodych kobiet zamordowanych przez nielegalnych imigrantów oraz rodzice ukraińskiej uchodźczyni Iryny Zaruckiej, zamordowanej w metrze w Charlotte. Olimpijczycy posłużyli Trumpowi za przykład tego, jak pod jego rządami "Ameryka wygrywa aż za dużo".
Nasz kraj znów wygrywa. Właściwie, wygrywamy tak wiele, że naprawdę nie wiemy, co z tym zrobić. Ludzie proszą mnie: proszę, proszę, proszę, panie prezydencie, wygrywamy za dużo. Nie możemy tego dłużej znieść - żartował Trump.
Zapowiedział też wręczenie bohaterowi olimpijskiego finału hokeistów, bramkarzowi Connorowi Hellebuyckowi, najwyższego cywilnego odznaczenia państwowego, Prezydenckiego Medalu Wolności.
Własnych gości zaprosili też politycy demokratów, w tym m.in. ofiary Jeffreya Epsteina i ich rodziny. W tym roku w proteście przeciwko Trumpowi orędzie zbojkotowało kilkudziesięciu polityków demokratów z obu izb. Znaczna część z nich opuściła salę tuż po rozpoczęciu przemówienia.
Jak co roku na sali nieobecny był jeden członek gabinetu prezydenta, który przebywał w tym czasie w nieujawnionym miejscu, by - w razie śmierci pozostałych członków gabinetu - zapewnić trwałość rządów. Tym razem rola "designated survivor", podobnie jak rok wcześniej, przypadła ministrowi ds. weteranów Dougowi Collinsowi.
Konstytucja USA nakłada na prezydenta składanie Kongresowi corocznych sprawozdań o stanie republiki, lecz tradycję osobistego wygłaszania przemówień zapoczątkował dopiero prezydent Woodrow Wilson w 1913 r. Wcześniej prezydenci zwykle wysyłali Kongresowi swoje sprawozdania listownie.