Decyzją Donalda Trumpa z Minnesoty wycofanych zostanie 700 federalnych agentów ICE odpowiedzialnych za egzekwowanie prawa imigracyjnego - donosi Reuters. Na miejscu pozostanie jednak około 2000 funkcjonariuszy, którzy nadal będą prowadzić działania związane z zatrzymywaniem i deportacją migrantów. Informację tę przekazał Tom Homan, pełniący funkcję „cara ds. granic” w administracji Trumpa, podczas środowej konferencji prasowej.

REKLAMA

  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Jak podkreślił Homan, decyzja o częściowym wycofaniu agentów nie oznacza złagodzenia kursu wobec migrantów. Wręcz przeciwnie - prezydent Trump i jego najbliżsi współpracownicy nie kryją, że ich celem pozostają masowe deportacje.

Prezydent Trump w pełni zamierza zrealizować obietnicę dotyczącą masowych deportacji podczas tej kadencji. Działania wykonawcze będą kontynuowane każdego dnia w całym kraju - zapewnił Homan, nie pozostawiając złudzeń co do dalszego kierunku polityki migracyjnej.

Tło decyzji

Co wpłynęło na decyzję o zmniejszeniu liczby agentów w Minnesocie? Jak wyjaśnił Homan, jednym z kluczowych czynników była "bezprecedensowa" współpraca z wybranymi szeryfami hrabstw, którzy zarządzają lokalnymi aresztami.

To właśnie w tych miejscach federalni agenci mogą przejmować zatrzymanych migrantów, co znacząco usprawnia proces deportacji. Jednak nie wszystkie placówki są równie otwarte na współpracę - główne więzienie w Minneapolis oraz kilka innych ośrodków odmawia przekazywania migrantów federalnym służbom.

Minneapolis oraz inne większe miasta w Minnesocie od lat prowadzą politykę tzw. "miast sanktuariów". Oznacza to, że lokalni urzędnicy, w tym policjanci, nie mają prawa pytać mieszkańców o status imigracyjny ani współpracować z federalnymi służbami imigracyjnymi. Zwolennicy tej polityki argumentują, że zapewnia ona większe bezpieczeństwo publiczne - migranci, którzy padli ofiarą przestępstw lub byli ich świadkami, nie boją się zgłaszać spraw organom ścigania.

Protesty, pozwy i tragiczne skutki

Decyzje administracji Trumpa spotkały się z gwałtownym sprzeciwem władz stanowych. Minnesota, rządzona przez demokratów, pozwała rząd federalny za nagły wzrost liczby agentów i agresywne działania wobec migrantów. W ciągu ostatnich tygodni przez stan przetoczyła się fala protestów, które niestety zakończyły się tragicznie - w wyniku interwencji federalnych agentów zginęło dwóch obywateli USA. Te dramatyczne wydarzenia tylko zaostrzyły napięcia na linii władze stanowe - administracja federalna.

Donald Trump, niezmiennie od początku swojej prezydentury, stawia na twardą politykę imigracyjną. Zarówno on, jak i jego najbliżsi doradcy, wielokrotnie obarczali migrantów winą za przestępczość i nadużycia finansowe, często posługując się uogólnieniami i budząc kontrowersje wśród opinii publicznej. Krytycy zarzucają prezydentowi, że jego działania prowadzą do eskalacji napięć społecznych i naruszają prawa człowieka.