Jest pozytywne zakończenie historii 11-latka z regionu Veneto we Włoszech, gdzie za dwa dni ruszają zimowe igrzyska olimpijskie. W ubiegłym tygodniu chłopiec w drodze powrotnej ze szkoły nie został wpuszczony do autobusu, bo nie miał "biletu olimpijskiego". Po fali oburzenia, jaka przelała się przez kraj, organizatorzy wynagrodzili Riccardo niedogodności – relacjonuje ANSA, a kierowca autobusu spotkał się z rodziną.
- 11-letni Riccardo musiał wracać ze szkoły pieszo w mrozie.
- Sprawę nagłośniła rodzina, która martwiła się o chłopca, bo nie wracał do domu o ustalonej porze.
- Po spotkaniu rodziny z kierowcą i interwencji organizatorów igrzysk, władze regionu zdecydowały się na ważną zmianę. Przeczytaj cały artykuł, aby dowiedzieć się jaką.
- Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.
On w to nie może uwierzyć. Igrzyska to dla niego spełnienie marzeń. Powiedział mi: Mamo, to niemożliwe, jaki to wspaniały prezent - powiedziała agencji ANSA mama Riccardo. W ten sposób relacjonowała reakcję syna na otrzymanie zaproszenia na otwarcie zimowych igrzysk, które odbędą się w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo. Zaproszenie w ramach przeprosin za to, co musiał przejść w ostatnich dniach chłopiec, wystosował Giovanni Malago - szef komitetu organizującego nadchodzące igrzyska.
Chłopiec z prowincji Belluno w ubiegłym tygodniu był na ustach całych Włoch ze względu na sytuację z 26 stycznia. Riccardo, korzystający na co dzień z komunikacji zbiorowej, jak zwykle chciał wrócić ze szkoły do domu autobusem. Jak opisuje "Il Gazzettino", napotkał jednak problem. Wszystko ze względu na igrzyska i wprowadzone w związku z imprezą specjalne, droższe bilety.
11-latek nie posiadał specjalnego "olimpijskiego biletu" na połączenie na linii Calalzo di Cadore - Cortina d’Ampezzo, który kosztuje 10 euro. Miał zwyczajny bilet za 2,50 euro. Widząc to, kierowca postanowił nie wpuścić go do autobusu. Chłopiec musiał więc dojść do oddalonego o 6 kilometrów domu, przy minusowej temperaturze, na piechotę.
Rodzice chłopca zaniepokoili się, gdy mimo coraz późniejszej pory 11-latka wciąż nie było w domu. Sprawę komplikował fakt, że Riccardo nie wziął ze sobą telefonu. Kiedy w końcu po zmroku dotarł do domu w miejscowości Vodo di Cadore, był przemarznięty. Miał sine usta, ubranie było mokre, a dżinsy przemoczone aż po uda - opowiadała matka.
Nie czułem już nóg, nie mogłem iść dalej - opowiadał chłopiec. Rodzicom powiedział też, że już nigdy nie wsiądzie do tego autobusu. Rodzice i babcia chłopca, która jest prawniczką, opisali historię w mediach społecznościowych.
Sprawę wyjaśnia firma, która obsługuje linię autobusową. Kierowca, który nie wpuścił chłopca do autobusu, został zawieszony. Trwa przetwarzanie nagrań z kamer monitoringu wewnątrz pojazdu w celu ustalenia, co się stało - podaje portal tg.la7.it.
Początkowo Salvatore Russotto twierdził, że chłopiec sam wyszedł z autobusu. Rodzina - że usłyszał, iż albo zapłaci 10 euro, albo będzie musiał wracać na piechotę. Trudno uwierzyć, że dziecko wymyśliłoby taką historię - mówiła babcia chłopca, Chiara Balbinot.
Kierowca podkreślał jednak, że jest gotowy przeprosić chłopca. Zaznaczył też, że dzień, w którym doszło do zdarzenia, był wyjątkowo trudny - ze względu na korki, opady śniegu i pasażerów, którzy go obrażali.
Rodzice złożyli do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa polegającego na porzuceniu osoby małoletniej.
Matka Riccardo deklarowała, że rodzina jest gotowa przyjąć przeprosiny kierowcy. Jeśli kierowca autobusu jest gotowy wziąć na siebie odpowiedzialność, to absolutnie przyjmuję przeprosiny. Ale musi być szczery - zaznaczyła Maria Sole Vatalaro.
Ostatecznie w poniedziałek doszło do spotkania obu stron i wycofania się ze skargi do prokuratury. Rodzice Riccarda przyjęli przeprosiny 61-latka. Informacja została ogłoszona na antenie Rai 1.
Mogłem uścisnąć jej dłoń i to było coś pięknego - zaznaczył mężczyzna.
Syn jest spokojny i szczęśliwy - oznajmiła po spotkaniu matka chłopca. Ojciec uznał, że sprawa jest zamknięta, a rodzina nie będzie domagała się pociągnięcia kierowcy do odpowiedzialności. Firma, w której 61-latek jest zatrudniony, będzie jednak dalej wyjaśniać sytuację.
Jest też pozytywne rozwiązanie całej sprawy dla lokalnej społeczności. Władze prowincji Belluno zdecydowały, że mieszkańcy będą mogli korzystać z biletów w standardowej "nieolimpijskiej" cenie.