"Przed nami co najmniej pół roku, gdy jedzenie będzie coraz droższe" - tak przewidują w RMF FM producenci żywności. W ten sposób komentują dzisiejsze zapowiedzi premiera Mateusza Morawieckiego, który obiecał, że tak długo, jak będzie to możliwe, utrzymane zostaną zerowe stawki VAT na żywność. Nasz dziennikarz Michał Dobrołowicz rozmawiał z dyrektorem Polskiej Federacji Producentów Żywności. Sprawdzamy, podwyżki których produktów będą w najbliższych tygodniach najbardziej odczuwalne dla naszych portfeli.

REKLAMA

Chwali się premierowi to, że utrzymuje tarczę, ale to nie powstrzyma inflacji. Tak jak uruchomienie tej tarczy nie powstrzymało inflacji, która urosła od tamtego czasu, jeśli chodzi o żywność: z pięciu procent do praktycznie dwudziestu dwóch - mówi w RMF FM Andrzej Gantner, dyrektor Polskiej Federacji Producentów Żywności. Jednocześnie dodaje, że realna inflacja, jeśli chodzi o ceny jedzenia, jest dużo wyższa, przy niektórych produktach czasami to 30, 40 czy nawet 50 procent rok do roku.

Decyzja szefa rządu oznacza tylko tyle, że nie zapłacimy więcej o VAT - podkreśla Andrzej Gantner.

Co powinno się wydarzyć, by ceny żywności nie rosły tak mocno?

Nie mamy ucieczki od rosnących cen żywności, bo nie ma żadnych sygnałów, żeby koszty energii, koszty gazu, koszty surowców w jakikolwiek sposób miały zostać zahamowane - prognozuje ekspert w rozmowie z reporterem RMF FM.

Jeżeli nagle się okaże, że duże firmy, które nie są objęte zamrożeniem cen, czyli będą musiały zderzyć się ze ścianą dwu-, trzy-, czterokrotny wzrost cen energii, to nie ma takiego magika w biznesie, który byłby w stanie nie podnieść cen. Nie widać działań, które miałyby ograniczyć koszty produkcji. Rząd zapomniał o tym, że duże firmy to 60 procent całego rynku żywności, więc jeżeli nie daje się osłony energetycznej, to tak naprawdę właściwie można powiedzieć, że zapomina się o większości rynku i o tym, że ceny trzeba próbować wyhamować. Wiele wskazuje na to, że w najbliższych tygodniach drożeć będą wszystkie produkty - przewiduje ekspert.

Zdaniem producentów żywności, naszą bronią w obliczu rosnących cen żywności może być robienie wszystkiego, by nie marnować jedzenia. Planujmy zakupy, jeżeli zostanie nam pieczywo, wkładajmy je do zamrażarki i korzystajmy z niego później. Patrzmy na terminy przydatności. Najdroższą żywnością na świecie jest ta, którą wyrzucimy do kosza - podkreśla prezes Federacji Producentów Żywności.

Ile zapłacimy w tym roku za karpia na Boże Narodzenie?

Niektórzy producenci karpia prognozują, że kilogram zwykłego karpia, nie mówimy tu o filecie, może w grudniu kosztować 30 złotych. To wskazywałoby, że za koszyk świąteczny możemy zapłacić o 25 proc. więcej niż przed rokiem - przewiduje Andrzej Gantner.

Zdaniem eksperta, za pół roku bochenek chleba będzie droższy niż obecnie. Już obserwujemy zmniejszenie gramatury bochenków - zaznacza i dodaje, że gdy zaczynamy to przeliczać na kilogramy, to dziesięć złotych za bochenek jest przekroczone.

Wiosna raczej nie będzie momentem, w którym będzie taniej, bo w okresie przednówkowym ceny wielu produktów rosną. Podobne tendencje podwyżkowe dotyczą cen masła i to raczej się nie zmieni aż do lata 2023 roku - zaznacza w rozmowie z naszym dziennikarzem. Andrzej Gantner.

Na pytanie naszego reportera, czy obserwujemy początek końca podwyżek cen żywności, czy raczej koniec początku, stwierdził: Jeszcze przynajmniej przez pół roku będziemy mieć do czynienia z rosnącą inflacją. Później spadek popytu, może spowodować, że możemy mieć do czynienia z upadkiem wielu firm i wyższym bezrobociem. Powinniśmy patrzeć uważnie na nasze zakupy i nie gromadzić nie wiadomo jakich zapasów - dodaje ekspert.