Nie ma żadnego konfliktu, bo nie ma o co - tak wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski, tłumaczy w rozmowie z RMF FM, fakt, że marszałek Ludwik Dorn nie pozwolił mu na zwołanie Prezydium Sejmu podczas swojej nieobecności.

Konrad Piasecki: Fortel godny Zagłoby się nie powiódł, Ludwik Dorn okazał się czujniejszy niż pan podejrzewał.

Marszałek Sejmu Ludwik Dorn jest w Afganistanie, ale trzyma rękę na pulsie. Zabronił m. in. wicemarszałkowi Bronisławowi Komorowskiemu zwoływania Prezydium Sejmu, które miało się odbyć o godzinie 16. czytaj więcej

Bronisław Komorowski: Nie. Nic nie podejrzewałem i żadnego fortelu nie stosowałem.

Konrad Piasecki: Bo to zaproszenie Gosiewskiego pachnie trochę takim pieczeniem politycznej pieczeni przy ogniu protestu pielęgniarek? Że oto politycy wkraczają do akcji, żeby rząd z pielęgniarkami rozmawiał i wygrywają sprawę politycznie.

Bronisław Komorowski: Wie pan jak ktoś ma przeczulony organ powonienia to wszystko wywęszy, nawet to czego nie ma. W mojej intencji zwołanie Prezydium Sejmu miało służyć zaznaczeniu, że jednak parlament polski istnieje i że się interesuje biegiem spraw. Mamy fakty użycia jednak pewnej presji i siły do strajkujących pielęgniarek i nie mamy informacji, co z tego może wyniknąć, czy rząd siądzie do rozmów. Proszę wybaczyć, ale ja tutaj pieczeni politycznej nie widzę i jej nie szykowałem.

Konrad Piasecki: Kiedy Ludwik Dorn do pana zadzwonił nie mógł mu pan tego wytłumaczyć? Czy on nie chciał panu uwierzyć?

Bronisław Komorowski: Ja tutaj nie widzę żadnego wielkiego problemu. Pan marszałek Ludwik Dorn uznał, że nie chce zwoływać posiedzenia prezydium i że o ten aspekt sprawy pomniejszył moje uprawnienia jako osoby go zastępującej. To jest jego prawo. Prawo należy szanować, nawet wtedy jeżeli się uważa, że to nie służy sprawie.

Konrad Piasecki: Kiedy marszałek dzisiaj zadzwonił padały mocne, męskie słowa? Czy to była spokojna rozmowa?

Bronisław Komorowski: Nie. Tutaj nie ma żadnego konfliktu, bo nie ma o co. Konflikt jest pod Urzędem Rady Ministrów.

Konrad Piasecki: Myślałem, że to trochę przypominało starcie Marka Jurka z Markiem Kotlinowskim, kiedyś na sali sądowej, kiedy Markowie sobie nawzajem wyrywali laskę marszałkowską.

Bronisław Komorowski: No właśnie nie. To nie jest w moim stylu zupełnie. Według mnie należy w takich sytuacjach trudnych szukać możliwości współdziałania, ale także szukać pola do aktywności parlamentu, jeśli może to być aktywność sprzyjająca rozwiązaniu sprawy.

Konrad Piasecki: Ale naprawdę pan, panie marszałku uważa, że wezwanie na dywanik Przemysława Gosiewskiego mogłoby coś pomóc w proteście pielęgniarek i w jego rozwiązaniu.

Bronisław Komorowski: Pan używa takich określeń, których ja nie używam. Pan Przemysław Gosiewski odnoszę wrażenie nie czuł się wzywany na dywanik, tylko czuł się zaproszony do złożenia informacji.

Konrad Piasecki: Czyli szkoda, że się nie spotkaliście?

Bronisław Komorowski: Ja uważam, że szkoda.

Konrad Piasecki: A swoją drogą nie zdziwił się pan, że to właśnie panu Dorn powierzył piastowanie tego stanowiska podczas jego nieobecności, a nie żadnemu z wicemarszałków koalicyjnych?

Bronisław Komorowski: Ja nie wnikam w to, dlaczego tak się stało. To nie jest żadna wielka przyjemność, tylko obowiązek siedzenia na miejscu w Warszawie i podpisywania setek, czy tysięcy dokumentów.

Konrad Piasecki: Ale to nie jest jakiś zwiastun zbliżania na linii PO-PiS?

Bronisław Komorowski: Absolutnie nie. Mówiąc prosto – ja mieszkam w Warszawie.

Konrad Piasecki: Dziękuję bardzo za rozmowę.