Po zapowiedziach Miedwiediewa, że nie wyobraża sobie dwóch wersji raportu, miałem nadzieję, że raport MAK będzie obiektywny - mówi w Kontrwywiadzie RMF FM Edmund Klich. Wiedząc, co działo się na wieży smoleńskiej, uznaję raport za niepełny, trzeba wyjaśnić też działania drugiej strony. Najlepiej gdyby Rosja uwzględniła nasze uwagi i uzupełniła raport. Ale to bardziej poziom polityczny niż specjalistyczny - dodaje.

Posłuchaj Kontrwywiadu RMF FM

Konrad Piasecki: Czy Rosjanie próbują ukryć przed światem prawdę o tragedii 10 kwietnia?

Edmund Klich: Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Rosjanie napisali raport według własnego wzoru, według własnych dotychczasowych badań. My z tym raportem się nie zgadzamy, bo tam wiele rzeczy jest nieuzupełnionych. Ja wielokrotnie, będąc w Moskwie, wnioskowałem i o dokumenty, i o zapisy. Nie znałem wcześniej tego projektu raportu oczywiście, ale po zapoznaniu się też zostałem zaskoczony jego niepełnością, dużymi brakami.

Konrad Piasecki: Ale to, co Rosjanie napisali to jest wersja dla nich wygodna i kłamliwa, czy to jest wersja, którą można przyjąć za prawdziwą, jeśli się spojrzy z rosyjskiego punktu widzenia?

Edmund Klich: Proszę pana, jeśli spojrzeć właśnie z rosyjskiego punktu widzenia, tak, jak oni cały czas wnioskowali, że to był lot cywilny, że kontrolerzy nie mają tutaj jak gdyby nic do czynienia, bo całość odpowiedzialności za decyzje, za całość odpowiada załoga samolotu, to wtedy można powiedzieć, że jest to raport w tym zakresie prawdziwy. Natomiast ja osobiście, będąc w Moskwie, widząc i znając rozmowy na stanowisku kierowania, rozmowy telefoniczne i rozmowy radiowe oraz to tło, nie zgadzam się, dlatego, że to jest raport niepełny, dlatego że on tylko mówi o działaniach z jednej strony, a trzeba wyjaśnić także działania z drugiej strony, bardzo szczegółowo.

Konrad Piasecki: Premier Tusk mówi: rosyjski raport jest nie do przyjęcia. Czy pan się pod tak ostrym sformułowaniem też podpisuje?

Edmund Klich: Tak.

Konrad Piasecki: Uważa pan, że należy go odrzucić, złożyć polski raport i obstawać przy tym, że tylko ten polski raport jest właściwy i prawdziwy?

Edmund Klich: Proszę pana, odrzucić... Najlepiej, gdyby Rosjanie, mając nasze uwagi, uwzględnili te uwagi i uzupełnili raport. To praca na kilka tygodni co najmniej. To byłoby najlepsze rozwiązanie.

Konrad Piasecki: Tylko że prawdopodobnie tak się nie stanie.

Edmund Klich: Trudno powiedzieć. Tu już bardziej w tej chwili chyba jest poziom polityczny niż poziom specjalistyczny.

Konrad Piasecki: A może być tak, że będzie raport rosyjski i raport polski i one się będą różniły od siebie jak niebo i ziemia, jak czerń i biel?

Edmund Klich: One na pewno w niektórych punktach będą zbieżne, bo to jest to samo zdarzenie, więc my wiemy, gdzie były niektóre problemy i te problemy będą zawarte w raporcie polskim i raporcie rosyjskim. Rosjanie przecież część problemów, część przyczyn zawarli. Natomiast różnice będą zasadnicze w jakimś tam obszarze. Świat zna takie przypadki, że raporty były pisane dwa, albo państwo prowadzące zdarzenia nie uzyskało akceptacji raportu swojego przez załóżmy państwo użytkownika czy państwo producenta. Taka sytuacja była m.in. w czasie tego najtragiczniejszego dotychczas na świecie wypadku, na Teneryfie.

Konrad Piasecki: Nie będzie tak, że takie rozbieżności i takie dwa de facto raporty to będzie skandal, nie tylko w świecie lotniczym, ale też politycznym i dyplomatycznym?

Edmund Klich: Nie mnie oceniać skutki takich dwóch różnych raportów. Jak słuchałem prezydenta Miedwiediewa, który powiedział, że nie wyobraża sobie, żeby były dwa różne raporty, to miałem nadzieję, że ten raport MAK-u będzie obiektywny i będzie przedstawiał całość sytuacji. Nie musimy tutaj mówić o winie w każdym zakresie, ale wszystko musi być wyjaśnione. Dlaczego były takie decyzje, dlaczego tak działali kontrolerzy. Przecież nie można mówić, że to jest lot cywilny, jeśli tam byli wojskowi kontrolerzy, którzy przepisów cywilnych nie znali. I wiemy to na sto procent, że nie znali tych przepisów.

Konrad Piasecki: To, co my zarzucamy Rosjanom, to jest to, że ukrywają dokumenty czy raczej to, że zrzucają odpowiedzialność z siebie i przerzucają ją wyłącznie na stronę polską?

Edmund Klich: Nie chciałbym mówić o szczegółach. Ja wielokrotnie wnioskowałem o dokumenty więc fakt braku dokumentów jest jednym z problemów, bo nie mając dokumentów, nie mając procedur, które obowiązują na danym lotnisku, trudno ocenić czy kontrolerzy, czy inni pracownicy lotniska działali zgodnie z tymi procedurami. Jeśli nie działali, to znaczy, że naruszali jakieś obszary działania, co mogło powodować większe zagrożenie.

Konrad Piasecki: Pan rozmawiał z kontrolerami po tym, co się wydarzyło? Dlaczego oni nie alarmowali? Dlaczego nie zakazali Polakom lądować? Czy dlatego, że bali się skandalu politycznego, że byli naciskani politycznie?

Edmund Klich: Ja mam swoje zdanie na ten temat, natomiast to nie jest czas i miejsce, żeby o tym mówić. To właśnie powinno być w raporcie.

Konrad Piasecki: Komisja Prawa i Sprawiedliwości twierdzi, że samolot nie obrócił się w powietrzu, że nie upadł na ziemię do góry kołami. Czy to jest możliwe?

Edmund Klich: To jest absolutnie kłamstwo. Ja wielokrotnie byłem na miejscu. Zresztą wystarczy poczytać ślady, które są na drzewach i tam ewidentnie wynika z tego jak ten samolot się obracał, w jakim momencie, w jakiej był pozycji i na pewno zderzenie było na plecach. Dlatego też, ponieważ jeszcze pewien kąt pochylenia był, kabina była bardzo mocno zniszczona.

Konrad Piasecki: Czyli mówienie takich rzeczy przez Antoniego Macierewicza oznacza mówienie bzdur?

Edmund Klich: Oczywiście, ja często spotykam ludzi, nawet tutaj w Iwoniczu, którzy wierzą w teorie zamachowe, a właśnie to wynika z takich nieodpowiedzialnych wypowiedzi, gdzie tworzy się jakieś historie, mówi się o czymś, że mieli szanse przeżyć przy przeciążeniu 100 G. Nawet jakieś opracowania teoretyczne przez naukowców są... To jest po prostu niemożliwe, to jest nieprawda, ale stąd tworzą się różne teorie, a ludzie wierzą w to, w co chcą wierzyć często.