Nigdy się nie skarżą. Nie dzwonią w ostatniej chwili, że nie przyjdą do pracy. Nie biorą urlopów. Pracują za jedzenie i opiekę. Pałac Kultury i Nauki w Warszawie zatrudnia koty, sokoły pracują na lotniskach, konie zatrudnia straż miejska, a ryby są na usługach krakowskich wodociągów. Jak wygląda życie zwierzaka na państwowej posadzie? "To trudna i wymagająca praca" - przyznają zgodnie opiekunowie zwierząt.

Jeździ do pracy służbowym samochodem. Może liczyć na zabiegi pielęgnacyjne i opiekę weterynaryjną. Jest ulubieńcem dzieci. Pies Vigor od 10 lat pracuje w straży miejskiej w Gdańsku. Najpierw szukał narkotyków, teraz razem z opiekunem jeździ do szkół, gdzie uczy najmłodszych. Jest w tak dobrej formie fizycznej, że dla niego karą byłoby pozbawienie go kontaktu z dziećmi. Przez 10 lat realizował programy w szkole, postępowanie ze zwierzętami oraz program "Narkotyki. Ze mną nie wygrasz". W szkołach podstawowych realizuje razem z przewodnikiem program "Postępowanie ze zwierzętami". Chodzi o to, żeby dzieci wiedziały jak mają uniknąć pewnych zagrożeń ze strony zwierząt, jak z nimi postępować, jak uniknąć ataku psa - opowiada w rozmowie z RMF FM Agnieszka Solecka kierownik referatu profilaktyki straży miejskiej w Gdańsku, gdzie pracuje Vigor.

W pracy służbowym samochodem

Co należy do obowiązków Vigora? Posłuchaj rozmowy z Agnieszką Solecką

Pies przychodzi do pracy na godzinę siódmą. Razem z przewodnikiem pojawia się na odprawie. Nie chodzi na patrol, jest dowożony służbowym autem. Siedzi zawsze z przodu, obok przewodnika. Potem siedzenia trzeba czyścić, ale dajemy radę - dodaje Solecka.

Vigor w maju obchodził 10-lecie pracy w straży miejskiej. Zwierzak dostał sporo prezentów: nową smycz, obrożę, nowe posłanie. Dzieci, z którymi pies miał lekcje, przyniosły karmę, specjalnie dla niego napisały też wierszyki. Jak zapadnie decyzja, że skończy u nas służbę, zrobimy mu uroczyste pożegnanie - mówią strażnicy miejscy. Jakbyśmy przeliczyli dziesięć lat psiej służby na lata ludzi, to wyszłoby, że zwierzak przepracował u nas więcej niż 67 lat, czyli wiek emerytalny proponowany przez rząd. To wychodzi jakieś 70 lat u człowieka. Rok psi to średnio siedem lat u ludzi. Chcemy go jeszcze na pół etatu wykorzystać. To wszystko zasługa przewodnika, który o niego dba i karmi go. Zwierzak ma wspaniałą opiekę medyczną. Jest w fantastycznej formie - podkreśla Agnieszka Solecka ze straży miejskiej.

Pracownik, który nigdy nie narzeka

Vigor jest bardzo zapracowanym psem. Jednak jego pracodawcy skrupulatnie liczą jego godziny. Staramy się, żeby nie robił nadgodzin, bo nie jest już młody. Staramy się, żeby miał czas na odpoczynek. Nawet, jeżeli spotka się z dziećmi z dwóch, trzech klas to jest już zmęczony. Musi mieć czas na regenerację sił. Nigdy się nie skarży i zawsze wygląda na zadowolonego- zapewniają strażnicy. Teraz Vigor pracuje na pół etatu. Może liczyć na opiekę weterynaryjną i zabiegi pielęgnacyjne.

Po zmroku to on króluje na Wawelu

Od kilku lat Wzgórze Wawelskie zatrudnia sokoła. Ptak zagnieździł się na Wieży Zegarowej. Polubił to miejsce i chroni zabytek przede wszystkim przed gołębiami, które opanowały zakamarki katedralnych wież i zanieczyszczają je. Gołębie mają się kogo bać i czują dość duży strach przed naszym sokołem - opowiada proboszcz Katedry Wawelskiej, ksiądz Zdzisław Sochacki. Kiedy zamykane są bramy, cały zabytek należy do niego. Ptak pracuje od rana do nocy. Jego odgłosy słychać już około 5.30 rano. Do pracy nigdy jeszcze nie zaspał. Jest bardzo sumiennym pracownikiem, odpoczywa najczęściej w upalne dni. Na Wawelu może liczyć na luksusy. Od zmroku do rana ma idealną ciszę i spokój. Dla zwierząt, które tutaj są to idealna sytuacja. Mamy też jeże, które spokojnie wędrują po zmierzchu. Mamy kuny, które również tutaj urzędują, czyszczą i są taką służbą sanitarną na wzgórzu. Bardzo się boimy, żeby się od nas nie wyprowadziły - mówi ksiądz Sochacki.

Wawelski sokół nie jest samotnikiem

Na Wawelu pracuje nie tylko sokół. Posłuchaj rozmowy z proboszczem katedry

Ptak ma partnerkę, z którą poluje na Wzgórzu Wawelskim. Ma też potomstwo. Trudno jednak powiedzieć jak liczne. Ostatnio byliśmy zaniepokojeni doniesieniami, że podobno samiec był poszkodowany. Miał uderzyć w jakiś budynek. Ornitolodzy martwili się, czy matka wykarmi potomstwo, które było wtedy w gnieździe. Ale słyszałem, że jego stan jest lepszy i że matka sobie radziła z wychowaniem dzieci - tłumaczy proboszcz katedry. Pytany przez reportera RMF FM, czy ptak przeszedł specjalne szkolenie, żeby mógł pracować na Wawelu, ksiądz Sochacki odpowiada: Sam sobie wybrał to miejsce, jako wyjątkowe. Poluje na ptactwo, żeby zaspokoić głód i wykarmić młode. Przy okazji oczyszcza też teren.

Mają imiona, obrączki i hektary do patrolowania

Do patrolowania mają 600 hektarów na ziemi i w powietrzu, gdzie wstęp jest wzbroniony wronom, szpakom, wróblom, czy mewom. To wszystko na głowie trzech sokołów i jastrzębia zatrudnionych na warszawskim lotnisku Okęcie. Praca Laski, Gosi, Harolda i Jasi, bo tak mają na imię sprawiła, że dzikie ptaki zmieniły swoje naturalne trasy przelotów i szerokim łukiem omijają teren portu lotniczego.

Ptaki są wdzięczne, nie uciekają. A swoje zadania spełniają doskonale. Przeganiają gawrony, mewy i wrony z terenu lotniska. Ptaki są na etacie lotniska. Mają specjalne przywileje: dostają jeść, mają też zagwarantowaną solidną opiekę. Życie mają mało stresowe. Mieszkają w specjalnych budkach na Okęciu. Wykąpią się, najedzą i to nie jest dla nich żadna praca. To jest frajda, zabawa - mówi Wojciech Wiaderny opiekun ptaków.

Kandydatami do pracy są również dwa młode sokoły, które przyszły na świat tydzień temu. Jeszcze nie nadano im imion. Chrzcin nie urządzamy, bo jesteśmy w pracy - dodaje Wiaderny.

Kocia armia pilnuje Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie

Piętnaście kotów pracuje na państwowej posadzie w warszawskim Pałacu Kultury i Nauki. Codziennie walczą z plagą myszy i szczurów w piwnicach i najniższych kondygnacjach tego potężnego gmachu. Wszystkie doskonale znam, sama nadaję im imiona - mówi Elżbieta Michalska, opiekunka zwierząt. Jeden z nich to Boniek - dostojny kocur, który świetnie bawi się piłeczką. Oprócz niego jest Ozi - czarna księżniczka - ulubienica pracowników PKiN. Poza tym Chimera - wyjątkowo kapryśna kotka. Z kolei Furia jest bardzo agresywna w stosunku do innych kotów.

Kocia ekipa zaczyna pracę około godziny 11.00. Wtedy zaczyna się karmienie zwierzaków. Po obfitym posiłku, żeby miały siłę walczyć z gryzoniami i przemierzać potężne dystanse, opuszczają "kociland", czyli miejsce gdzie śpią, i udają się do swoich rewirów. Pod Pałacem płyną kanały. Część kotów zabezpiecza poziom minus dwa, inne minus jeden, a część żyje jeszcze pod teatrami - tłumaczy Michalska. Dzięki pracy kotów w budynku nie ma praktycznie gryzoni, więc ta wielka instytucja może funkcjonować.

Jesteśmy im za to wdzięczni. Tyle kilometrów światłowodów, rur i kabli. Gdyby weszły szczury i pogryzły mielibyśmy naprawdę olbrzymi problem - dodaje opiekunka kotów. Poza wdzięcznością koty mają zapewnione pożywienie i kuwety, a w nich zawsze świeży żwirek - to zabezpieczenie socjalne. Jest tylko jeden problem: kocia praca jest dożywotnia. Nie przewidziano przejścia na emeryturę.

Awarię wody mogą przepłacić życiem

Ryby pracują ciężko i na luksusy nie mają co liczyć

Kilkanaście pstrągów zatrudniają na etacie krakowskie Zakłady Wodociągowe. Ryby w pracy mogą stracić życie. "Wybrały" bardzo niebezpieczny i ryzykowny zawód. To nasza pierwsza linia obrony przed zanieczyszczeniem wody - mówią pracownicy krakowskich zakładów. Jeżeli ryby wyglądają na chore, natychmiast zamykane jest ujęcie wody.

Ryby pływają w specjalnym zbiorniku. Monitorują wodę, która potem trafia do mieszkańców. Żyją w optymalnym środowisku. Są cały czas obserwowane on-line. Patrzymy jak się zachowują. Jeżeli zaczynają być śnięte, natychmiast ujęcie jest zamykane - opowiada Piotr Ziętara z krakowskich wodociągów. Jak podkreśla, praca jest bardzo ryzykowna.

To nasza pierwsza linia obrony, jeżeli chodzi o zanieczyszczenie wody surowej, która jest dostarczana do procesów uzdatniania. Dla mieszkańców Krakowa to jest taka służba, która zapewnia nam wysoki poziom bezpieczeństwa. Ryby nie są drogie w utrzymaniu. Pstrągi są specjalnie wyselekcjonowane. Muszą być zdrowe. Ryby muszą być dobierane tak, żeby nie dawały błędnych odczytów. Odżywiają się tym samym co na wolności - podkreśla Ziętara, Pstrągi pracują do kilkunastu dni. Potem wypuszczane na wolność i zastępowane innymi rybami.

Jeżeli święcą w pracy, to dobry znak

Krakowskie wodociągi zatrudniają też "świecące bakterie". Jeżeli świecą i wydzielają światło, to bardzo dobry znak. "Pracują" w zbiorniku wodnym. Pozyskujemy informację, że z wodą jest wszystko dobrze. Jeżeli bakterie przestałyby świecić, to musielibyśmy zacząć szukać przyczyny, co się stało. Są to specjalnie dobrane szczepy, które świecą tylko wtedy, kiedy środowisko w którym przebywają jest dla nich korzystne. W tym przypadku mówimy o czystej wodzie - tłumaczy Piotr Ziętara. To metoda pierwszego ostrzeżenia, zamykamy ujęcie wody i szukamy przyczyny co się stało - dodaje.

Burek zawodowiec na etacie w TOPR

Jest ich pięciu, a właściwie pięcioro, bo jedna to dziewczyna. Chodzi o psich, zawodowych ratowników Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, którzy specjalizują się w ratowaniu ludzi zasypanych przez lawiny. Ich imiona to: Elgos, Laki, Lufa, Reko i Tofik. Są wśród nich owczarki niemieckie, belgijskie i labrador. Wszystkie należą do TOPR, mają odpowiednie umowy, wynagrodzenie, przywileje, ale oczywiście także obowiązki. Nie są członkami stowarzyszenia, bo to zarezerwowane jest dla ludzi, ale są zatrudnione w TOPR, jak księgowy czy specjalista od łączności radiowej - mówi szef wyszkolenia Marcin Józefowicz.

Do obowiązków psów ratowników należy gotowość do podjęcia akcji w każdej chwili, ciągłe podnoszenie swoich kwalifikacji i utrzymywanie dobrej kondycji. Jak każdy ratownik przechodzą odpowiednie szkolenie i zdają egzaminy. W przeciwieństwie do zwykłych ratowników - nazwijmy ich "ludzkimi" - one cały czas są na dyżurze, bo są własnością TOPR-u. Pogotowie ma wpływ na ich dobór i na przykład wybór hodowli, z której pochodzą. A co w zamian? Karma i dożywotnia opieka. Karma nie byle jaka. Najlepsza, jaką używają służby ratunkowe na całym świecie. To wysokokaloryczna karma o wartości kalorycznej aż 4800. Dzięki temu wystarczy jej niewielka ilość, by pies-ratownik miał dużo energii i ochoty do pracy i ćwiczeń. Mają także stałą opiekę weterynaryjną. Nie tylko w czasie służby, ale także na emeryturze. Bo emerytura także się należy.

Nie ma jednak stałego wieku przechodzenia na zasłużony odpoczynek. Najstarszy toprowski pies emeryt Vero miał 11 lat. Jeśli przyjąć, że każdy rok to psie siedem lat życia, to przeszedł na emeryturę w wieku 77 lat. Na luksusy raczej nie mogą liczyć. Ocieplona buda i kojec, to musi im wystarczyć. Nie ma mowy o mieszkaniu w domu i wylegiwaniu się na kanapie. W ciężkich warunkach tatrzańskiej zimy nie poradziłyby sobie. Mieszkanie służbowe? Tak, o ile można tak nazwać plastikowe transportery, w których psy przewożone są na akcje ratunkowe, albo służbowa przyczepa, w której jeżdżą na szkolenia. Nie mogą jednak liczyć na więcej, niż 0,5 metra kwadratowego powierzchni.

Co jeszcze? Mają pracę, która jest dla nich zabawą, bo tylko tak prowadzone są szkolenia. Dlatego nie skarżą się i nie myślą o założeniu związków zawodowych. Wystarczy im ciągły kontakt z opiekunem i wspólne ćwiczenia. No i maja jeszcze coś, na co inne psy nie mogą sobie pozwolić: najpiękniejszy wybieg w Polsce - całe Tatry. Tylko one mogą poruszać się po nich bez żadnych ograniczeń. Innym psom na teren Tatrzańskiego Parku Narodowego wstęp jest wzbroniony.

Dyżur 365 dni w roku

11 ptaków patroluje teren lotniska w podkrakowskich Balicach. To w sumie około czterystu hektarów ziemi. Lotnisko zatrudnia dwóch sokolników, którzy razem z ptakami pełnią dyżur cały rok. Terenu pilnują głównie sokoły oraz jastrzębie. Szkolenie ptaków trwa pół roku. Patrolujemy samochodem teren lotniska. W porozumieniu z wieżą ptak jest puszczany na wolność. Nie ma w tym żadnego przypadku. Im ptak starszy tym bardziej doświadczony - opowiada opiekun sokołów. Ptasi pracownicy mają również zamontowane nadajniki radiowe. W przypadku gdyby się zgubiły można je bardzo szybko namierzyć.

Jeżeli spełnią swoją rolę, trafiają pod nóż

Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego Wilanów-Obory zatrudnia w swoim gospodarstwie doświadczalne stado krów. Niestety ciężka praca na wyższej uczelni nie gwarantuje, że ich los będzie lżejszy niż zwykłych krasul.

Spełniają typową rolę produkcyjną. Dają mleko, rodzą cielaki. Można powiedzieć, że pracują na dwóch etatach. Służą też jako pomoc naukowa i badawcza. Przyjeżdżają studenci, którzy uczą się nie tylko w jaki sposób się zajmować tymi krowami, ale prowadzone są tez badania naukowe na tych zwierzętach - opowiada Krzysztof Szwejk ze szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

Kiedy zwierzęta spełnią swoją rolę, są zabijane. Ale bywa i tak, że niektóre służą w naszym gospodarstwie do końca swoich dni - zapewnia Szwejk.

Pracownik idealny

Posłuchaj rozmowy z dowódcą szwadronu konnego Straży Miejskiej we Wrocławiu

Pracuje za dziesięciu. Budzi respekt, a czasami nawet strach. Rzadko, żeby nie powiedzieć bardzo rzadko, odpoczywa. Takich idealnych pracowników znaleźliśmy we Wrocławiu. Chodzi o konie zatrudnione w straży miejskiej. Jest ich sześć - każdy z nich wykonuje pracę 10 strażników - którzy np. zabezpieczają jakąś manifestację. Jedyne czego nie potrafi, to założyć blokady na koło źle zaparkowanego samochodu i wypisać mandatu.

Na zwolnienia chodzi, ale niezbyt często. Urlop? Najwyżej na jeden dzień, żeby zregenerować siły. Nigdy nie narzeka. Często podnosi swoje kwalifikacje - regularnie chodzi na szkolenia. Czego potrzebuje? Dobrego jedzenia i trochę miłości - mówi Zbigniew Golonka. Często wysyłany jest na niebezpieczne misje. Tam, gdzie inni trochę boja się zajrzeć. Pomaga mu w tym jego wyjątkowa tężyzna i siła fizyczna. Jeżeli zdrowie mu nie pozwala, wtedy przechodzi na emeryturę. Ale nie ma górnej granicy.

Praca dla mięczaków w Jaworznie

W wodociągach w Jaworznie od kilku dni pracują małże słodkowodne. Ośmiu nowych pracowników przez 24 godziny na dobę kontroluje wodę w ujęciu "Dobra". Nowy system kontroli bazuje na naturalnej reakcji małży na zanieczyszczenie wody. Kiedy pojawiają się w niej toksyczne substancje mięczaki zamykają swoje muszle. Jest to dla nas sygnał, że w wodzie coś się stało. Nie wiemy oczywiście, jakie parametry uległy zmianie, ale przyspieszona jest reakcja, jeśli chodzi o pobór próbki skierowania jej do laboratorium - wyjaśnia Sławomir Grucel z zakładów wodociągowych.

Jak podkreśla, małże pracują w spokoju i skupieniu. Są zamknięte w specjalnym akwarium metalowym, które zapewnia im zaciemnienie i zabezpiecza przed niepotrzebnymi drganiami - opowiada. Po trzech miesiącach pracy małże mogą liczyć na urlop. Trafiają do otwartego zbiornika, po to żeby nie stracić swojej wrażliwości i czujności.