Patentu na ortograficzną poprawność nie daje ani sprawowanie władzy, ani twierdzenie, że jest się lepszym niż ci, którzy ją sprawują. Politycy koalicji rządzącej popełniają błędy językowe tak, jak wszyscy inni.

Tym razem porcja dyktand podsuniętych do napisania politykom koalicji. Andrzej Halicki, przewodniczący sejmowej komisji spraw zagranicznych, nie ukrywajmy – nie bez powodu zmierzył się z tekstem, nawiązującym do słynnych prezydenckich „BULU i NADZIEJI”, jak w kompromitujący dość sposób napisał w księdze kondolencyjnej Prezydent Bronisław Komorowski:

Dyktando Andrzeja Halickiego

Prezydencki ból kłuł drżący od nabrzmiałych emocji wzrok. Wył ów ból, jak poharatany byk, rozjątrzony sączącą się z grzbietu juchą. Ferajna pachołków pospieszyła ochoczo z usłużną pomocą zwierzchnikowi, lecz było za późno. Żadna z tachanych w drżących kułakach gumek, nie mogła wymazać postawionego wiecznym piórem byka.

Według posła Halickiego, tekst należało napisać tak:

 

Żadna z tachanych w drżących kułakach gumek nie wymaże plamy, jaką dał poseł, pisząc JUHA. Choćby dlatego, że w języku polskim takiego słowa nie ma. Jest jedynie poprawna JUCHA (krew, posoka). Podobieństwo do określanego mianem „juhas” pomocnika bacy, czy osłuchanie się z fińskim imieniem Juha (najbardziej chyba znani „nosiciele” to panowie Mieto i Kankkunen) świadczy może o rozległych zainteresowaniach, ale… pomijających ortografię języka ojczystego.

 

Kolejny z poddanych egzaminowi to minister rolnictwa Marek Sawicki. Dla tych, którzy rozpoznają ludzi po sposobie mówienia – to ten z polityków, który zamiast „tą ustawą” mówi „to ustawo”. Przygotowany dla niego wierszyk także odnosi się do dość głośnych wydarzeń:

Gdzie jest krzyż?

Strzeżona usilnie przed zakusami straży

harcerska pamiątka kiedyś zniknęła.

Nikt nie zauważył.

Jak go strzegliście, uważni żałobnicy?

Nim spojrzeliście, krzyż znikł w kaplicy

I jak to możliwe, że przez nieuwagę,

daliście sobie wyrządzić

tę haniebną zniewagę?

 

Oto powyższy tekst w wykonaniu ministra Sawickiego:

Jak to

I… nic! Ogromny zawód dla spodziewających się, że mówiący z charakterystyczną manierą polityk PSL, popełni masę błędów. Nic podobnego. Minister Sawicki sporo czyta i pisze, także ręcznie, to widać. Nie licząc niezbyt udanego rozplanowania wiersza na kartce (co jest bardzo trudne, kiedy się zapisuje tekst dyktowany) - wszystko poprawnie!

A na koniec szef sztabu Platformy Obywatelskiej Jacek Protasiewicz. Tekst dyktanda to opis domniemanych, choć zbliżonych do rzeczywistości wydarzeń z posiedzenia pewnej komisji śledczej:

Chrząknąwszy znacząco przewodniczący kłapnął niedopasowaną szczęką i zażądał sformułowania zastrzeżeń. Dostrzeżenie jego poirytowania nie nastręczało kłopotów. Wspomniawszy więc z lekka jego zabrzańską porażkę i ogólne roztrzepanie oponenci obnażyli jego niekompetencję i bezdusznie a zwięźle zrekapitulowali: nie dość, że pan zanadto manipuluje, to jeszcze komputer się panu wykrzaczył!

Dyktando Jacka Protasiewicza:

Komputer się...

I… też nie ma zastrzeżeń. Wręcz żadnych.

Nawet mnie zdziwiło odkrycie pierwszego wśród poddawanych naszemu sprawdzianowi polityka, który nie popełnił w dyktandzie żadnego błędu. Chwilę potem uświadomiłem sobie jednak, że Jacek Protasiewicz ani nie jest, ani nie zamierza być posłem w Sejmie. Szefuje sztabowi PO, ale pracuje w Parlamencie Europejskim…

W kolejnym odcinku zobaczycie, na co stać szefa SLD Grzegorza Napieralskiego, Andrzeja Derę z PiS i Joannę Muchę z PO. Ostrzegam – jedno z nich poległo w sposób wręcz habniebny!