"To pokolenie, które za szybko odchodzi" - podkreśla Jonny Daniels, obywatel Izraela, założyciel i dyrektor organizacji non-profit „From the Depths”, działającej na rzecz upamiętnienia Holokaustu i „łączenia przeszłości Żydów z ich przyszłością". W rozmowie z Bogdanem Zalewskim tłumaczy ideę niezwykłego spotkania w Polsce z okazji obchodów wyzwolenia niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau w 1945 roku. Rocznica zbiega się z Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu. 27 stycznia na terenie oświęcimskiego muzeum pojawi się potężna delegacja Knesetu. Każdemu izraelskiemu parlamentarzyście będzie towarzyszyć jeden ocalony z Zagłady.

Posłuchaj całej rozmowy Bogdana Zalewskiego

Bogdan Zalewski: Moim gościem jest Jonny Daniels - inicjator i współorganizator wielkiego wydarzenia związanego z sześćdziesiątą dziewiątą rocznicą wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i obozu zagłady Auschwitz-Birkenau. Proszę opowiedzieć naszym słuchaczom o tym niezwykłym spotkaniu.

Jonny Daniels: Dobry wieczór wszystkim słuchaczom. Przede wszystkim bardzo dziękuję za zaproszenie. To jest naprawdę fenomenalne, cudowne, historyczne wydarzenie. Pierwszy raz w historii większość Knesetu, izraelskiego parlamentu, opuści kraj i zbierze się poza Izraelem, w Polsce, z okazji upamiętnienia straszliwej rocznicy. W składzie delegacji znajdzie się przewodniczący Knesetu, ośmiu ministrów, szef Banku Izraela, sędziowie sądu najwyższego, celebryci i liderzy z całego świata.

Pan urodził się w Londynie w tradycyjnej żydowskiej rodzinie, jest pan młody, ma pan 27 lat. Wychowywał się pan pośród ocalonych z okupowanej przez Niemców Polski. Co to znaczy dla pana? To jest duma, czy także duchowy ciężar, poważny obowiązek?

Naprawdę czuję, że spoczywa na nas obowiązek. To honor stanąć tutaj, głosić chwałę ocalonych, którzy wciąż są z nami. Wie pan, w Izraelu mamy straszliwą statystykę. Co godzinę umiera jeden z ocalałych z Holocaustu. To jest pokolenie, które opuszcza nas za szybko. To jest jedna z ostatnich okazji. Musimy stanąć z tymi ludźmi, aby razem z nimi uczcić pamięć, tych których straciliśmy.      

Nasz narodowy bohater rotmistrz Witold Pilecki, który jako ochotnik dał się uwięzić w Auschwitz, opisał w swoim raporcie, jak pracował jako niewolnik w domu SS-mana. Był zaszokowany podwójnym życiem, jakie ten Niemiec prowadził. W domu SS-man budował swoje gniazdko. W obozie był "rzeźnikiem". Jak to było możliwe?  

To pytanie należałoby zadawać przyszłym pokoleniom. Na pytanie o czyste zło nie ma prawdziwej odpowiedzi. Ludzie często konfrontując się z takimi sytuacjami, powtarzają w kółko, że to nie do uwierzenia, że to nieprawda, a jednak tak się dzieje. Osoby, wydawałoby się normalne, które mają rodziny w swoich domach, jak pan powiedział, wychodzą rano i całują swoje dzieci na pożegnanie, a potem idą do obozu koncentracyjnego, aby mordować setki tysięcy niewinnych Żydów. Niestety, znów się tak zdarzyło i nie ma prawdziwej odpowiedzi na tę kwestię.

Primo Levi, żydowsko-włoski pisarz, ocalony z Auschwitz napisał w swojej słynnej książce "Czy to jest człowiek" o swoich snach w obozie koncentracyjnym zwanym Buna: "Poza ledwie zamkniętymi powiekami wytryskają gwałtowne sny, ale i one są naszymi zwykłymi snami: że jesteśmy w domu, w cudownie ciepłej kąpieli (...); że u siebie w domu opowiadamy o naszej beznadziejnej pracy, o nigdy  niekończącym się głodzie".  Czy nie myśli pan czasami, że nasze zwyczajne życie, życie zwykłych ludzi jest darem. Czy nie jest to rodzaj raju na ziemi?

My naprawdę żyjemy w raju. Zwłaszcza Żydzi w państwie Izrael, nareszcie - po tych wszystkich tysiącach lat tułaczki - mieszkamy w prawdziwym raju. W końcu jesteśmy mieszkańcami żydowskiego, demokratycznego kraju. Żyjemy w nim pokojowo obok naszych sąsiadów. Dla nas to dzisiaj prawdziwy kawałek rajskiego ogrodu. To jeden z powodów, dlaczego przykładamy taką wagę do tej podróży. To jedna z przyczyn, dlaczego chcemy skłonić polityków, celebrytów i popularne osoby z całego świata, aby przybyły tu, do Polski; aby przystanęły przez minutę, żeby przez jedną sekundę mogły poczuć to, co czuli ci ludzie przed nimi. Tak, aby poszerzyć perspektywy naszego życia, żebyśmy poczuli jak prawdziwie błogosławieni jesteśmy - jako ludzie żyjący w obecnych czasach.