"Czekam na decyzję Zarządu Krajowego PO. (…) Czekam bez emocji" - tak Jarosław Wałęsa odpowiedział w Porannej rozmowie w RMF FM na pytanie Roberta Mazurka o to, czy będzie kandydował na prezydenta Gdańska. Pytany o swój spot "Mój Gdańsk, moja Europa", który sfinansowany został przez Europejską Partię Ludową, podkreślił, że "to nie jest kampania wyborcza". "W tej chwili każde moje słowo może być traktowane jako kampania wyborcza. W pewnym momencie musimy powiedzieć ‘nie’: nie posuwajmy się do absurdu" - apelował europoseł Platformy Obywatelskiej. Przy okazji podkreślił: "Państwowa Komisja Wyborcza ustosunkowała się do tego, bo ktoś na mnie doniósł - i nie dopatrzyła się tam elementów przedwczesnej kampanii wyborczej". Komentując sprawę reparacji wojennych od Niemiec, Jarosław Wałęsa stwierdził: "Powiedzmy sobie szczerze: to, co PiS robi w tej chwili ws. reparacji, jest tylko i wyłącznie na potrzeby naszej wewnętrznej polityki. Gdyby podchodzili do tego poważnie, to przedstawiliby konkretne analizy prawne, wystosowaliby odpowiednie noty dyplomatyczne do Berlina i wszędzie tam, gdzie jest to konieczne. Tymczasem nic takiego nie miało miejsca". Dopytywany przez Roberta Mazurka, jakie jest jego zdanie ws. reparacji, Wałęsa odparł: "Generalnie uważam, że w tej chwili nie ma sensu rozpoczynanie tej debaty. Jeżeli mówimy o reparacjach, to za chwilę będziemy się zastanawiać nad trwałością naszej zachodniej granicy. Wtedy możemy się zastanawiać, gdzie powinna być nasza wschodnia granica. Otwieramy puszkę Pandory".

Robert Mazurek, RMF FM: Czy będzie pan kandydował na prezydenta Gdańska?

Jarosław Wałęsa: Panie redaktorze, ja składałem swoją deklarację już jakiś czas temu, zna pan ją bardzo dobrze i w tej chwili czekam na decyzję zarządu krajowego Platformy Obywatelskiej. To oni będą decydowali o naszych kandydatach.

Posłuchaj rozmowy Roberta Mazurka z Jarosławem Wałęsą:

Nie czeka pan z założonymi rękoma, bo wypuścił pan spot "Mój Gdańsk, moja Europa", można go zobaczyć na wideo. To jest taka reklamówka z pana udziałem.

Takich spotów na profilu służbowym na Facebooku mam kilka, także do tego nie przykładam takiej wartości, bo spot mówi o czymś innym, nie o moim kandydowaniu, tylko o tym jak zmienił się Gdańsk, m.in. dzięki wykorzystaniu środków z Unii Europejskiej.

A może jednak dzięki prezydenturze Pawła Adamowicza? Może pan po prostu robi niechcący kampanię reklamową Pawłowi Adamowiczowi, a nie sobie?

Paweł Adamowicz jest zasłużonym prezydentem Gdańska, wieloletnim zasłużonym samorządowcem i na pewno to, jak zmienił się Gdańsk, to też jego zasługa.

A jeśli on będzie kandydował, to co, wystartuje pan przeciwko niemu?

Takie gdybanie w tej chwili nie ma sensu, bo po pierwsze ja muszę czekać na decyzję od zarządu krajowego. Czekam bez emocji, przyjmę każdą decyzję, postaram się profesjonalnie. Jeśli chodzi o Pawła Adamowicza, to żyjemy w wolnym kraju i każdy może wystartować w wyborach samorządowych z własnego komitetu i jeżeli Paweł Adamowicz tak zdecyduje, to ma do tego wszelkie prawo.

Panie pośle, wróćmy na chwilę do tego spotu. Politycy Platformy mówią teraz, że te bilbordy, które się pojawiły dotyczące sądów to tak naprawdę kampania Prawa i Sprawiedliwości i że jest to finansowanie polityki z nielegalnego źródła. A czymże innym niż promowaniem pana jest spot, który sfinansowała Europejska Partia Ludowa za pieniądze z Brukseli?

Różnica jest taka, że PiS promuje się dzięki fundacji, którą założyli i to finansowanie, te przepływy są co najmniej niejasne, bo finansowanie powinno być bezpośrednio z funduszy danej partii politycznej.  

Ale Europejska Partia Ludowa nie finansuje kampanii samorządowych.

Te spoty były rzeczywiście finansowane z funduszy Europejskiej Partii Ludowej, ale każdy europoseł ma jakiś budżet na promocję i może wykorzystywać to na różnoraki sposób...

Ale nie na swoją kampanię wyborczą.

Ale panie redaktorze, to nie jest kampania wyborcza. Czy ja tam jednym słowem powiedziałem cokolwiek o wyborach samorządowych i o moich planach...

A jak przechadza się Jarosław Wałęsa i pokazuje, jaki fajny jest Gdańsk...

Pewnie, kocham Gdańsk. To jest moje miejsce na ziemi.

...to co to jest, jak pan myśli? Mówimy o Jarosławie Wałęsie, który chce być prezydentem miasta. To co to jest, jak nie kampania wyborcza? Przewodnik turystyczny? 

Ale panie redaktorze, w tej chwili każde słowo, które mówię u pana czy na codzień, może być traktowane jako kampania wyborcza. W pewnym momencie musimy powiedzieć: Nie cofajmy się do absurdu. Jeżeli tam były jakieś zastrzeżenia, to Państwowa Komisja Wyborcza mogłaby się do tego ustosunkować. Rzeczywiście się ustosunkowali, bo ktoś doniósł na mnie i Państwowa Komisja Wyborcza nie dopatrzyła się tam elementów kampanii wyborczej czy przedwczesnej kampanii wyborczej. I powtórzę jeszcze raz...

Paweł Adamowicz, obecny prezydent Gdańska, który startował z poparciem Platformy, ale już w niej nie jest, bo ma CBA na karku i zarzuty prokuratorskie, pochwalił się tym, że ma 36 kont. Z siedmiu mieszkań zostały mu dwa, bo resztę rozdał. Czy to wszystko nie kładzie się cieniem na Platformie? Czy nie przeszkodzi również panu, jeśli by pan zdecydował się kandydować?

Tu mówimy o Pawle Adamowiczu i w tej chwili to pozostawiam jemu obronę swojego dobrego imienia. No rzeczywiście ta sprawa skończy się w sądzie i to sąd będzie decydował, czy tam doszło do jakichś nieprawidłowości i na tym powstrzymam swój komentarz, bo na szczęście jeszcze żyjemy w państwie prawa i miejmy nadzieję, że sądy potrafią jeszcze orzekać właśnie w ramach naszego obecnie obowiązującego prawa.

Pańskim rywalem mógłby być Kacper Płażyński, czyli syn byłego założyciela Platformy i byłego marszałka Sejmu. Czy to byłby kandydat, z którym łatwiej czy trudniej byłoby panu walczyć?

Panie redaktorze, ja naprawdę chyba nie chcę kontynuować tego wątku, bo my w tej chwili trochę gdybamy. Już za miesiąc Platforma Obywatelska przygotuje program samorządowy i do końca roku będziemy znali swoich kandydatów w wyborach na prezydentów różnych miast.

I puentując - pan chciałby wystartować na prezydenta Gdańska, tak?

Tak, panie redaktorze, ale to powtarzam już od dobrych pięciu lat, tu się naprawdę nic nie zmieniło. Deklarowałem to naprawdę dawno temu - z jednym zastrzeżeniem. Ja powiedziałem, że chciałbym wrócić do Gdańska, chciałbym pracować w samorządzie, ale nie deklarowałem, że to muszą być akurat wybory już w przyszłym roku. Mówiłem, że to może być w kolejnych latach. Jestem członkiem Platformy Obywatelskiej i chcę pracować zespołowo, jestem członkiem drużyny. Jako taki też przestrzegam zasad, które...

Panie pośle, jest pan członkiem drużyny. Jest pan również synem swego słynnego ojca. Takie pytanie, które chyba nie tylko mnie się nasuwa, to jest: czy pan rozmawia czasami z ojcem i mówi "tato, uspokój się, nie przesadzaj, trochę szkodzisz sobie takimi wypowiedziami jak te, że Kaczyńscy są gorsi od Hitlera"?

Ja prawdopodobnie znam mojego ojca lepiej niż większość ludzi, którzy myślą, że znają mojego ojca i powiem tak: mój ojciec jest bardzo wybuchowym politykiem. Ja nie będę go nigdy temperował. Wiadomo, że jak spotykam go raz na kilka miesięcy, to staram się nie rozmawiać o polityce, tylko o czymś przyjemniejszym.

Czyli nie tłumaczy mu pan, że szkodzi sobie?

Tłumaczę mojemu ojcu, żeby się troszeczkę odcinał od niektórych rzeczy, żeby troszeczkę dystansował się od bieżącej polityki, żeby się tak przede wszystkim nie emocjonował. Ma już swoje lata. Najważniejsze dla mnie jest jego zdrowie i to, żeby z nami był jak najdłużej.

Bieżąca polityka to także tematy reparacji, który co chwilę jest podnoszony przez polityków Prawa i Sprawiedliwości. Proste pytanie - czy pan opowiada się za tym, żeby Polska wystąpiła o reparacje, czyli odszkodowania wojenne od Niemiec za II wojnę światową?

Powiedzmy sobie szczerze - to, co w tej chwili robi PiS w sprawie tych reparacji, to jest tylko i wyłącznie na potrzeby naszej wewnętrznej polityki. Jeżeli podchodziliby do tego poważnie, to by przestawili już konkretne analizy prawne, już wystosowaliby odpowiednie noty dyplomatyczne do Berlina i wszędzie tam, gdzie to jest konieczne. Tymczasem nic takiego nie miało miejsca. 

Ale analizy prawne już powstają, a być może nota zaraz popłynie. Mówił o tym minister spraw zagranicznych. Pytanie nie jest w tej chwili takie, czy pan popiera jakiś konkretny projekt uchwały czy stanowisko polskiego rządu, tylko czy pan popiera generalnie ideę, by Polska występowała o reparacje wojenne.

Generalnie uważam, że w tej chwili to nie ma sensu, żeby rozpoczynać tę debatę. Dlaczego? No bo...

Jarosław Wałęsa nie popiera. Proste.

...jeżeli mówimy o reparacjach, no to zastanowimy się za chwilę trwałością naszej zewnętrznej, nasze zachodniej granicy. No to wtedy możemy się zastanawiać nad tym, gdzie powinna być nasza wschodnia granica. Otwieramy taką puszkę Pandory, że ktoś naprawdę nieprzemyślanie próbuje nas tutaj ciągnąć. 

Zostawmy puszkę Pandory i porozmawiajmy o czymś, co naprawdę interesuje wszystkich. Lechia Gdańsk po dziewięciu meczach jest dwunasta w tabeli Ekstraklasy, a Arka Gdynia jest na miejscu 10. Przecież w Trójmieście jakaś wojna.

W ogóle nie mogę w to uwierzyć, że po raz pierwszy od wielu lat Arka jest nad naszą kochaną Lechijką. Ale ja powiem tak - to jest taka miłość naprawdę nieodwzajemniona, bo kochamy naszych biało-zielonych, a oni tak co sezon nas zawodzą. Także jeśli mogę coś oglądać, to może włączę sobie czasami sumo bardziej niż mecze naszej drużyny. 

Jarosław Wałęsa woli sumo niż piłkę nożną. I to jest deklaracja dnia.