"Nie bardzo potrafimy z internetu korzystać. Trochę działamy jak małpki i traktujemy internet jak zabawkę, nie myśląc o tym, że on służy nauce i edukacji" – mówi gość „Dania do Myślenia” w RMF Classic, socjolog z UW zajmujący się innowacyjnymi technologiami, dr Tomasz Sobierajski. "W tej chwili to zabawka, którą nie za bardzo ogarniamy" – uważa socjolog. Sobierajski dodaje, że początkowo internet został stworzony w zupełnie innych, "zdrożnych wojskowych celach". "Jest takie powiedzenie, wydaje mi się, że pierwszym był Stanisław Lem, który powiedział, że nie wiedział, że jest tylu głupich ludzie na świecie, dopóki nie zajrzał do internetu” – mówi gość RMF Classic.

Dr Tomasz Sobierajski /Kamil Młodawski /RMF FM

Tomasz Skory: Każdy się czasem zastanawia, jak będzie wyglądał świat za parę lat. Pan jest po lekturze książki, wydanej przez Bell Labs - "Przyszłość sieci", "The future X network", która zapowiada na najbliższe pięć lat nie tyle ewolucje, jak to nazywają technicy, ale rewolucję. Tak mówią ludzie od nauk społecznych. Mówiąc pokrótce, ta książka zapowiada jedną sieć, która będzie bezprzewodowa i przewodowa jednocześnie, lokalna i globalna, na dodatek tania i ekologiczna. Pan wierzy w te wizje, że za pięć lat tak to będzie wyglądało?

Dr Tomasz Sobierajski: Wierzę. Myślę, że gdyby jeszcze ktoś dziesięć lat temu mnie o to zapytał, to raczej bym myślał w perspektywie piętnastu, dwudziestu lat, a nawet pięćdziesięciu. Natomiast biorąc pod uwagę to, co się dzieje, jak bardzo to się szybko zmienia, to wierzę w to, że za pięć lat. Przy czym warto pamiętać o tym, że nie wszędzie będzie wprowadzane równomiernie. W tej chwili również nie jest tak równomiernie, że wszyscy mają dostęp do internetu, wszyscy mają te same możliwości. Poza tym, najważniejszą sprawą są możliwości, ponieważ nawet u nas mamy możliwości, żeby z wielu rzeczy korzystać, ale albo tego nie wiemy, albo po prostu to nie jest nam potrzebne.

Ta książka opisuje rozwój sieci w kilku etapach. Do 2000 roku była era odkrywania, do 2005 era dzielenia się, potem era komercji. Do 2015 druga era dzielenia się, w bardzo osobistym kontekście - chodzi o "selfie", o Instagram, Twittera, zwierzenia osobiste. Od 2015 roku wykres, który wykazuje, może nieudolnie, zawiera tylko jedno słowo -"everything", wszystko. Tam będzie komercja, dzielenie się i odkrywanie. Co to znaczy, czego się spodziewać? Zabawmy się w futurologa.

To będzie sytuacja w której, z jednej strony Kim Kardashian nie zrezygnuje, żeby robić "selfie". Będą docierały do coraz większej liczby osób. Też możliwość - dzięki określonym nakładkom i określonym filtrom na swój telefon -  "selfie" są coraz lepsze. Czyli Kim będzie się dzieliła tak jak kiedyś, ale dzięki wcześniejszym dokonaniom, nowym technologiom, będą jeszcze lepsze, lepiej docierać i jeszcze więcej ludzi będzie ją znało. Rzeczywiście będzie wszystko dla wszystkich.

Wszystko dla wszystkich, wszyscy będą połączeni ze wszystkimi. Wydaje się, że to już chyba mamy za sobą, w takim podstawowym wymiarze. To znaczy, internet już wymyślono, to można go ulepszyć?

Można sprawić, żeby mądrze można by było z niego korzystać. Jest takie powiedzenie, w tej chwili różni ludzie się tym posługują jako swoim, ale wydaje mi się, że jako pierwszy był Stanisław Lem, który powiedział, że "nie wiedział, że jest tylu głupich ludzi na świecie, dopóki nie zajrzał do internetu". To wynika z tego, że nie za bardzo umiemy z tego internetu korzystać. Trochę działamy jak małpki, traktujemy internet jako zabawkę, nie myśląc o tym, że internet i to, że rządy skupiają się na tym, by ludzie mieli dostęp do internetu, służy nauce, poszerzaniu wiedzy i edukacji. Oczywiście on został na początku wymyślony w zupełnie innych, zdrożnych, wojskowych celach, natomiast w tej chwili powinien służyć ludziom do tego, żeby poszerzali swój światopogląd.

Czy służy? Mam wrażenie, że rozwój internetu w takim "hardware'owym" sensie pojemności, w dużym, gigantycznym stopniu po prostu zaspokaja potrzeby pornograficzne społeczeństwa, a wcale nienaukowe.

To wynika z braku edukacji. Sam jestem wykładowcą na najlepszej polskiej uczelni i możliwości korzystania z nowych technologii, zarówno po stronie studentów jak i wykładowców, pozostawia wiele do życzenia. To mogłoby się zmienić, gdyby oni byli tego nauczeni, wiedzieli, jak z tego korzystać. W tej chwili to jest zabawka, której nie za bardzo "ogarniamy" i nie wiemy właściwie, do czego internet służy.

Gdyby się zastanowić nad prawdziwą istotą tego, co przewidujemy, to można by było postawić pytanie, czy aby te technologie, które się zbliżają - nowe usługi, innowacje w naszym otoczeniu i w pracy - być może podważają sens jakiejkolwiek edukacji poza uczeniem się naciskania klawiszy.

Nie...

Proszę wybaczyć, ale już dziś można nie mieć pojęcia o świecie, ale jeśli trzeba paroma klikami dotrzeć do tej wiedzy, która jest nam potrzebna, to "klik" i już. Można nie umieć liczyć, ale wystarczy znać się na Excelu.

I wspaniale, dlaczego sobie nie ułatwiać życia. Internet niesamowicie nam ułatwia życie, dostarcza mnóstwa informacji...

...a edukację utrudnia.

Nie. Edukacja powinna być inna, ponieważ w tej chwili ciągle jesteśmy przyzwyczajeni do tego, żeby na przykład wymagać od uczniów albo studentów, czy od kogokolwiek innego, by uczyli się czegoś na pamięć, potem to pamiętali. Od studentów farmakologii, medycyny żąda się, by znali wszystkie leki - po co? Jest doktor Google i można sobie "wygooglać", sprawdzić. Nie trzeba sobie zaśmiecać głowy, można się zająć innymi, przyjemniejszymi rzeczami.

Czy wszechobecny Internet spowoduje poczucie wyobcowania? Przeczytaj całą rozmowę na www.rmfclassic.pl.