"Prezydent ma prawo zaprosić ministra i minister powinien na to zaproszenie odpowiedzieć pozytywnie" - mówi gość programu "Danie do myślenia" w RMF Classic, ekspert w dziedzinie protokołu dyplomatycznego Jan Wojciech Piekarski. "Dobrze się stało, że pani premier podjęła decyzję, że minister powinna złożyć informację prezydentowi co do przebiegu negocjacji" - ocenia Piekarski. Zaznacza, że nie zdziwiłby się, gdyby w najbliższym czasie z Kancelarii Prezydenta wyszło zaproszenie dla pani premier, bo "niedobrze, że Andrzej Duda jeszcze nie spotkał się z Ewą Kopacz". "Czasami międzyludzkie stosunki psują efekt stosunków instytucjonalnych" - uważa Jan Wojciech Piekarski.

Andrzej Duda /Sebastian Kahnert /PAP/EPA

Tomasz Skory: Mamy za sobą kilkudniowy, krępujący spektakl, w którym prezydent życzył sobie spotkać się z szefową MSW. Ta odmawiała, wskazując, że więcej na temat przyjęcia uchodźców mogłaby prezydentowi powiedzieć pani premier. Potem były kolejne zwroty akcji. Zapytam wprost, czy prezydent ma prawo, może wezwać ministra?

Jan Wojciech Piekarski: Prezydent ma prawo zaprosić ministra i minister powinien na to zaproszenie odpowiedzieć pozytywnie. Z tym że minister ma jeszcze swojego przełożonego, którym jest Prezes Rady Ministrów. I tutaj była konsultacja - iść, czy nie iść na to spotkanie. Dobrze się stało, że pani premier podjęła ostateczną decyzję, że pani minister powinna złożyć informację prezydentowi, co do przebiegu negocjacji w Brukseli.

Ale jednak była to decyzja nie pani minister, tylko pani premier, ostatecznie...

Trzeba pamiętać o tym, że w polityce mamy do czynienia z państwowymi instytucjami. Jest instytucja prezydenta Rzeczypospolitej i instytucja premiera. Oczywiście to są funkcję sprawowane przez ludzi. I czasami międzyludzkie stosunki psują nam ten efekt stosunków instytucjonalnych między dwoma, w gruncie rzeczy, najważniejszymi instytucjami w państwie.

Ale partnerem dla prezydenta, według konstytucji, skoro pan już o tym wspomina, jest szef rządu i dopiero to jemu podlegają ministrowie, więc kiedy zapytam, czy prezydent przełamując te zależności, pomijając premiera, tak w zasadzie wykazuje chęć współpracy, czy właśnie przeciwnie, to co pan powie?

W mojej ocenie, która nie jest oceną już z dziedziny savoir-vivre, czy dyplomacji, tylko, w gruncie rzeczy, jest oceną polityczną - nie dobrze jest, że prezydent nie spotkał się jeszcze z panią Prezes Rady Ministrów. Trudno mi powiedzieć, jak bezpośrednio działała pani premier, żeby do takiego spotkania doszło i jak kancelarie poszczególne ze sobą w tej sprawie się kontaktowały, bo na pewno nie powinny się te osoby i te instytucje, o których mówię, kontaktować ze sobą poprzez media.

Właśnie z takimi kontaktami mamy do czynienia. Wszyscy wiemy, że członkowie obozu rządzącego chcą się wprosić do prezydenta i tak to też jest nazywane przez ludzi bliskich prezydentowi, że się wpraszają. Do tego spotkania ciągle jeszcze nie dochodzi a gdzieś tam po drodze są połajanki rzecznika rządu, pouczenia ministra Trzaskowskiego. Tak po staroświecku opisując "słuchać hadko tego wszystkiego"...

Niezręczna była propozycja rzucona przez panią premier, żeby prezydent zwołał Radę Gabinetową, bo to jest kompetencja prezydenta i prezydent powinien decydować o tym, kiedy i w jakich sprawach tę Radę Gabinetową zwołuje. Natomiast na pewno normalną rzeczą by było, gdyby pani premier osobiście lub też szef jej kancelarii zwrócił się z oficjalną prośbą, nie przez media, o spotkanie w konkretnej sprawie lub też o spotkanie w celu zapoznania się, przedstawienia najbliższych planów rządu i omówienia z prezydentem tych spraw, które premier uważa za najważniejsze.

Nie przez media, nie przez media...

Nie przez media, tak. Powinno się unikać tego, dlatego że wtedy odnosi się wrażenie, że to jest gra wyborcza a nie troska o załatwienie ważnych, państwowych spraw.

Ale tak z ręką na sercu, wyczuwa pan chyba, że niespecjalnie można tutaj mówić o odpowiedzialności za państwo, skoro to wszystko odbywa się przez media. Czyli to już tylko gorączka politycznej rywalizacji...

Jest to element tej koabitacji, o której się mówi, pomiędzy dwoma różnymi ugrupowaniami, z których każde odpowiada za jakiś odcinek władzy, w gruncie rzeczy wykonawczej.

Jest jeszcze parę aspektów tej sprawy. Na przykład podczas uroczystości na Westerplatte, pani premier z panem prezydentem się nie przywitali. Komentatorzy gubili się nam w dociekaniach kto do kogo powinien podejść, wyciągnąć rękę. Pan jest specjalistą, zatem głowa państwa do premiera, bo to kobieta, czy pani premier do prezydenta, bo to pierwsza osoba w państwie? Jak to powinno być?

Inicjatywę powinien wykazać pan prezydent, dlatego, że to on jest najważniejszą osobą w państwie i on decyduje o tym kiedy i z kim się wita. Nie wiem, jaka była sytuacja, kiedy rozpoczynała się uroczystość, telewizja obszernie pokazywała zakończenie uroczystości...

Bo to było malownicze odwrócenie się...

...w czasie której zabrakło tej pewności siebie pana prezydenta, żeby podejść do pani premier i pożegnać się i dopiero odejść. Bardzo elegancko zachował się i w czasie Święta Wojska Polskiego, kiedy przywitał się z panią premier i potem w czasie kolejnego spotkania, które mieliśmy ostatnio przy okazji otwarcia Muzeum Katyńskiego, kiedy było eleganckie przywitanie się z panią premier.

Ale właśnie, czy nie nazbyt eleganckie? W Muzeum Katyńskim pan prezydent do pani premier podszedł, wyciągnął dłoń, pocałował w rękę. Czy to aby nie narusza etykiety? Ja gdzieś przeczytałem, że nie robi się tego podczas oficjalnych uroczystości a już na pewno nie pod gołym niebem. Czyli przeholował  prezydent tym razem w drugą stronę?   

Nie, nie byłbym tutaj taki krytyczny, dlatego że pokazuję czasami na szkoleniach zdjęcia prezydenta Chiraca, prezydenta Sarkozy'ego, kiedy obcałowują po rękach panią kanclerz Merkel w najróżniejszych okolicznościach, najczęściej właśnie na zewnątrz, czasami nawet w palcie pod parasolem, czego, tak jak pan mówi, tradycyjne podręczniki etykiety zabraniają.

Raczej nie zalecają...

Mówi się o tym, że wita się z kobietą przez pocałowanie ręki w salonie.

Panie ambasadorze, kiedy pan, doświadczony dyplomata, patrzy na ten dość osobliwy sposób toczenia sporu politycznego w Polsce, tuż obok albo już za granicami nakreślonymi przez konwenanse savoir-vivre, te wszystkie zasady etykiety - myśli pan sobie "no, tacy jesteśmy postępowi", czy myśli pan "ale wstyd"?

Ja na to patrzę z punktu widzenia funkcjonowania instytucji. Jako szef protokołu zawsze dbałem o to, żeby łagodzić pewne napięcia, żeby doprowadzać do tego, żeby realizować rzeczy, które wydawałyby się niemożliwe. W swojej karierze realizowałem na przykład wizytę do Katynia, gdzie w czasie jednej wizyty miałem prezydenta, premiera, marszałków sejmu, senatu, prymasa Glempa, ministrów obrony, spraw zagranicznych, spraw wewnętrznych, generalicję i okazuje się, że można było, choć była to również koabitacja, bo premierem był Oleksy, prezydentem był Lech Wałęsa...


Którzy ministrowie nie antagonizują stosunków na linii rząd-prezydent? Przeczytaj całą rozmowę na www.rmfclassic.pl.