“Czuję się już absolutnie spełnioną zawodniczką, dlatego teraz mogę bez presji cieszyć się tym, co robię i mieć wielką radość ze startów, absolutnie bez żadnego ciśnienia na wynik” – powiedziała PAP Maja Włoszczowska, dwukrotna srebrna medalistka olimpijska i była mistrzyni świata w kolarstwie górskim. Pytana o najważniejsze cele na ten sezon, odparła: “Przede wszystkim mistrzostwa świata. Aczkolwiek dobrze zaczęłam też cykl Pucharu Świata – od piątego miejsca w inauguracyjnych zawodach w RPA, więc mam nadzieję, że teraz będzie jeszcze lepiej”. “Czuję się dobrze, więc patrzę z optymizmem na zbliżające się kolejne starty” – podkreśliła.

Maja Włoszczowska / Grzegorz Momot /PAP

Pytana o to, którego ze swoich dotychczasowych trenerów uważa za najlepszego, Włoszczowska odparła: "Nie chciałabym porównywać". Każdy trener jest inny. Natomiast Marek Galiński bez dwóch zdań nauczył mnie najwięcej, był największym autorytetem. Natomiast bardzo dobrze pracuje mi się też w tej chwili z byłym partnerem mojej mamy Krzysztofem Zalewskim, który też ma wielką wiedzę. Świetnie mi się też współpracowało z Michałem Krawczykiem, z którym przygotowywałam się do igrzysk w Rio - wyliczała. Długo pracowałam z panem Andrzejem Piątkiem i też mamy na koncie wspólne sukcesy, więc jasne, że czegoś mnie nauczył - dodała. 

Włoszczowska była też pytana o przygotowanie sprzętu do startów. Cały czas chcemy mieć rower jak najlżejszy, ale teraz bardziej niż jego waga liczy się komfort jazdy, przyczepność, prawidłowe działanie - zauważyła. Od zeszłego roku doszła w rowerze sztyca regulowana, co zwiększyło jego wagę o ponad 200 gramów, ale daje mi tak duży komfort zjazdu, że czuję, iż bardziej się na tych zjazdach regeneruję. Dzięki temu mam potem więcej sił na podjazdach. Podobnie jest w przypadku opon. Można zyskać bardzo dużo, jeśli chodzi o wagę, ale wtedy tracimy na przyczepności i ryzykujemy przebicie gumy. Tak więc w tej chwili bardziej stawia się na komfort jazdy, czasem kosztem wagi - tłumaczyła. 

Jak Włoszczowska nagradza się za dobre występy? Kiedyś tradycją było, że niemalże po każdym wyścigu obowiązkowo szłam do pewnej dużej "sieciówki" na lody z polewą czekoladową i drobnymi dodatkami, które były właśnie taką nagrodą za wysiłek fizyczny w trakcie zawodów - zdradziła. Z biegiem lat mój gust się zmieniły. Teraz jest to wieczorem mały kufel dobrego piwa bezalkoholowego. Oczywiście, jeżeli mam ochotę na ciastko, to jak najbardziej - przed zawodami czy po zawodach mogę sobie na nie pozwolić. Chociaż jeśli jestem naprawdę w reżimie, gdyż chcę zgubić trochę gramów, to potrafię sobie tego odmówić - dodała. 

(mn)