"Anita wyprzedza rywalki o jedną albo i dwie epoki" - ocenia były mistrz olimpijski w rzucie młotem Szymon Ziółkowski. I dodaje, że nie ma nic piękniejszego niż możliwość obserwowania młodszych następców, których stać na tak znakomite rezultaty.

Anita Włodarczyk /DIEGO AZUBEL /PAP/EPA

Patryk Serwański: Kilkanaście lat temu rozpoczął pan wspaniałą młociarską serię naszych sukcesów. Z czego wynika ta nasza świetna passa w tej konkurencji? Dwa lata temu na mistrzostwach w Moskwie srebro Włodarczyk i złoto Fajdka. Teraz dwa złote medale i to wywalczone w wielkim stylu.

Szymon Ziółkowski: Na pewno sukcesy Kamili Skolimowskiej i moje z początku wieku z Igrzysk Olimpijskich Sydney czy mistrzostw świata przyczyniły się do popularyzacji tej konkurencji. Mamy bardzo dużo dziewczyn, które chcą tym młotem rzucać. Generalnie mamy predyspozycje do konkurencji rzutowych - wystarczy spojrzeć na Tomka Majewskiego czy Piotrka Małachowskiego.

Łezka w oku się kręci, kiedy patrzy pan na młodszych kolegów i koleżanki?

Fantastycznie, że są następcy. Nie ma nic gorszego niż cisza w obozie. Bardzo dobrze, że po mnie i świętej pamięci Kamili są następcy rzucający zdecydowanie dalej, zdobywający medali. Mieliśmy dwie wielkie tyczkarki - Anię Rogowską i Monikę Pyrek. W ich konkurencji jak na razie godnych następczyń nie widać.

W przypadku Anity Włodarczyk widać jeszcze jakieś rezerwy w technice rzutu? Jakiś niuans może dać jej szanse na jeszcze dalsze rzuty?

Młot kobiet to zupełnie inna konkurencja niż młot mężczyzn. To jest zupełnie inna waga sprzętu. U kobiet bazuje się na dużej obszerności ruchów i na szybkości. Jeżeli można szukać gdzieś rezerw to w szybkości. Ale już teraz Anita wyprzedza rywalki o jedną albo i dwie epoki. Jest bezkonkurencyjna. Jedyne, czego dziś zabrakło, to wisienki na torcie w postaci rekordu świata.

W męskiej rywalizacji mieliśmy aż dwa medale. Oprócz złota Pawła Fajdka także brąz Wojtka Nowickiego. To pokazuje, że rosną kolejni utalentowani zawodnicy.

Oczywiście. Bardzo dobrze, że jest kontynuacja. Na moich barkach wyrósł niejako Fajdek, teraz w debiucie na mistrzostwach medal zdobył Nowicki. Fakt, że złożyło się na to kilka czynników, trochę niższy poziom tej konkurencji w Pekinie, ale zdobywców medali się nie rozlicza. Każdy ma swoje pięć minut i musi je wykorzystać. Z optymizmem patrzę na kolejne dni mistrzostw. Liczę, że z Pekinu przywieziemy łącznie dziewięć medali.

(abs)