Piłkarz Realu Madryt Cristiano Ronaldo postawił na łamach włoskiej gazety "La Gazzetta dello Sport" ultimatum prezesowi klubu Florentino Perezowi. "Albo Rafael Benitez, albo ja" - miał powiedzieć Portugalczyk, domagając się zwolnienia trenera "Królewskich". Tak silna reakcja, nie jedyna skierowana przeciwko hiszpańskiemu szkoleniowcowi, to efekt klęski Realu w sobotnim El Clasico. Stołeczni ulegli u siebie Barcelonie 0:4, ponosząc jedną z najwyższych porażek w historii z tym rywalem przed własną publicznością. Jak komentowano później w mediach, "Królewscy" zagrali słabo i mogli stracić jeszcze więcej bramek.

Ronaldo we włoskich mediach: albo Benitez, albo ja /JAVIER LIZON /PAP/EPA

"Benitez skazany. To więcej niż pewne. Pytanie tylko, czy odejdzie teraz, czy w czerwcu" - oceniono na stronie internetowej hiszpańskiego dziennika "Marca".

Za swoją wypowiedź Ronaldo spotkał się jednak z krytyką byłego trenera Realu Włocha Fabio Capello.

Nie wiem, czy faktycznie tak powiedział, czy nie. Ale jeśli tak, to jest to bardzo poważna sprawa. Żaden piłkarz, nawet sam Ronaldo, nie może sobie pozwolić na takie ultimatum, każąc klubowi wybierać między nim a trenerem. Ja bym czegoś takiego nie tolerował - zapewnił.

Portugalczykowi od pierwszych treningów było "nie po drodze" z Benitezem. Hiszpańskie media odnotowały jego komentarze, gdy na koniec jednej z sesji szkoleniowiec kazał piłkarzom trafić w poprzeczkę z ok. 25 metrów.

Przecież celem tego wszystkiego jest żeby strzelać pod poprzeczkę, a nie to g...! - miał mówić kolegom z drużyny. Już wtedy zniecierpliwienie gwiazdora "Królewskich" było wyraźnie widoczne.

Benitez nie cieszy się też dobrą opinią kibiców. Wielu fanów Realu było niezadowolonych z samej decyzji o zatrudnieniu go na początku czerwca tego roku. Później krytykowano go przede wszystkim za zbyt defensywną grę, ale Hiszpan bronił się wynikami. Przed sobotnim El Clasico "Królewscy" ponieśli tylko jedną porażkę, wliczając wszystkie rozgrywki. Zajmowali drugie miejsce w ekstraklasie i już po czterech kolejkach wywalczyli awans do fazy pucharowej Ligi Mistrzów. Klęska w Gran Derbi rozwiała jednak wątpliwości fanów, którzy zastanawiali się, czy dać Hiszpanowi kredyt zaufania.

On ma obsesję na punkcie swojego CV. Często o nim mówi. Tak naprawdę, mógłby w nim mieć dwa tytuły mistrza świata, a i tak nie miałby nic wspólnego z przygotowaniem tych zespołów. Benitez ma po prostu fart - powiedział kiedyś o rywalu były trener Manchesteru United Szkot Alex Ferguson.

Hiszpan ma w dorobku m.in. dwa tytuły mistrza kraju z Valencią oraz triumf w Lidze Mistrzów z Liverpoolem, a także klubowe mistrzostwo świata z Interem Mediolan. Zdaniem Fergusona, wszystko to zawdzięcza jednak nie sobie, a poprzednikom.

Gdy Benitez pracował w Chelsea w sezonie 2012/13, również nie był lubiany przez kibiców. Nazywano go m.in. "grubym hiszpańskim kelnerem" (z tego powodu na początku pracy w Realu poproszono go o... schudnięcie) oraz "the interim one" (ten tymczasowy), aby oddzielić go grubą kreską od Portugalczyka Jose Mourinho, który sam powiedział o sobie "the special one", obejmując klub w 2004 roku. W latach 2005 i 2006 wywalczył z nim mistrzostwo Anglii.

"Rada nadzorcza Realu nie ma już zaufania do trenera, który stracił kontrolę w szatni w ciągu mniej niż trzech miesięcy - o ile kiedykolwiek ją miał. Nie nadał zespołowi żadnej tożsamości, jakkolwiek korzystne były jego statystyki. Teraz, gdy liczby nie przemawiają już za jego projektem, panuje przekonanie, że z meczu na mecz jest coraz gorzej" - napisała "Marca".

Gdy piłkarze Realu schodzili z murawy po ostatnim gwizdku w sobotę, kibice pożegnali ich gwizdami. Dało się też słyszeć okrzyki nawołujące do zwolnienia Beniteza.

(j.)