Sobotnie odcinki specjalne na poligonie wojskowym w Drawsku Pomorskim to wyjątkowo długie i trudne trasy. Rajdowe załogi miały do dwukrotnego pokonania oes liczący 216 kilometrów. Pogoda podczas całego dnia zmieniała się jak w kalejdoskopie – deszcz przeplatany ze słońcem sprawił, że warunki na trasie były naprawdę różnorodne. Podobnie było z układem sił w klasyfikacji generalnej.

RMF 4RACING Team na trasie /fot. Sandra Biegun /

Wiele załóg nie poradziło sobie z trudami rajdu. Z walki o zwycięstwo w Baja Poland odpadł m.in. faworyzowany Krzysztof Hołowczyc. Podobny los spotkał Aleksandra "Faziego" Szandrowskiego i Rafała Płuciennika, których los leży w rękach mechaników. W walce o cenne punkty pozostała jednak druga załoga RMF 4RACING Team - duet tworzony przez Krzysztofa Bieguna i Tomasza Dołhana.

Pierwsi kierowcy ruszyli na trasę rajdu już o 8 rano. Po ulewnym deszczu na odcinkach specjalnych było bardzo mokro. Niektórzy uznali to za sprzyjające warunki, dla innych było to nie do przejścia.

W połowie pierwszego odcinka, który miał prawie 216 km byliśmy na pierwszym miejscu w grupie TH. Niestety od połowy trasy mieliśmy problem z zaworami turbin i musieliśmy się zatrzymać na jakieś 7-8 minut. "Fazi" próbował usunąć awarię. Udało się, jednak po 20 kolejnych kilometrach usterka znów się pojawiła. Dlatego końcówkę trasy pokonaliśmy już bardzo spokojnie i kilka załóg nas wyprzedziło. Jesteśmy w tej chwili na miejscu 4. ale jeszcze dużo kilometrów przed nami  - komentował przejazd pierwszego odcinka specjalnego Rafał Płuciennik, pilot i szef RMF 4RACING Team.

Po piątkowych i sobotnich problemach, które napotkali dziś na trasie Krzysztof Biegun i Tomasz Dołhan, duet ukończył pierwszy oes z ulgą i radością.

Zaczęliśmy bardzo dobrze, bo wyprzedziliśmy aż 4 załogi.  Jechaliśmy swoim tempem i było super, ale najpierw złapaliśmy jednego "kapcia", po kilku kilometrach znów się zatrzymaliśmy, bo nie wytrzymała druga opona. Później przestała działać wycieraczka pilota, Tomek musiał nawigować moimi oczami, mówiłem mu gdzie jesteśmy. Zgubiliśmy też część osłony z dołu. Przyjechaliśmy bardzo zmęczeni, ale też szczęśliwi, że daliśmy sobie z tym wszystkim radę - opowiadał po pierwszym oesie Krzysztof Biegun, kierowca RMF 4RACING Team.

Tego szczęścia niestety zabrakło Aleksandrowi "Faziemu" Szandrowskiemu i Rafałowi Płuciennikowi, dla których ważą się dalsze losy na Baja Poland.

Za nami bardzo długi dzień rajdowo, bo dwa odcinki specjalne po 216 km. Pierwszy przejechaliśmy płynnie, dynamicznie, byliśmy na 4. miejscu i gdyby sezon skończył się w tym momencie mielibyśmy tytuł Mistrzów Polski. To piękny sport, który jednak nie wybacza błędów i na drugim odcinku taki błąd nam się przytrafił. Przy jednym ze skrzyżowań pojawiła się jama, bardzo głęboka i nieopisana. W tym miejscu polecieliśmy, uderzyliśmy kołem w przeciwskarpę, wyrwaliśmy koło, złamaliśmy most w rajdówce. Będziemy dzisiaj w nocy próbować naprawić samochód i jechać dalej, chociaż wiemy, że rewelacyjnego wyniku już nie osiągniemy. Chcielibyśmy rajd ukończyć, żeby w klasyfikacji sezonu móc jeszcze powalczyć o to Mistrzostwo Polski - mówi Rafał Płuciennik, szef RMF 4RACING Team i dodaje - w chwili obecnej walczymy o to, aby jutro wystartować w kolejnych odcinkach.

Sobotnie zmagania okazały się bardziej łaskawe dla drugiego duetu RMF 4RACING Team - Krzysztofa Bieguna i Tomasza Dołhana, którzy na ten moment zajmują 4. miejsce w grupie TH.

To był dla nas dobry dzień, pomimo naprawdę wielu problemów i awarii. Na dziesięć załóg w grupie TH tylko trzy ukończyły rajd w określonym czasie, pozostałe nie dojechały lub dostały karę za przekroczenie limitu czasu, więc to pokazuje jaki ten rajd jest - komentuje sobotnie zmagania Tomasz Dołhan, pilot RMF 4RACING Team.

(mn)