Polskie piłkarki ręczne przegrały w duńskim Herning z Rumunkami 22:31 (8:15) w meczu o brązowy medal mistrzostw świata. W finale Norweżki wygrały z Holenderkami.

Polka Patrycja Kulwińska (C)oraz Rumunki: Gabriella Ibolya Szucs (L), Oana Manea (P) oraz Gabriela Perianu (w tle) w meczu o 3. miejsce mistrzostw świata piłkarek ręcznych /PAP/Marcin Bielecki /PAP

Polska - Rumunia. Zapis relacji na żywo!

Polska: Weronika Gawlik, Anna Wysokińska - Monika Kobylińska 3, Monika Stachowska, Iwona Niedźwiedź 2, Joanna Gadzina 1, Agnieszka Kocela, Karolina Kudłacz-Gloc 4, Klaudia Pielesz, Aleksandra Zych 1, Aneta Łabuda, Karolina Zalewska 2, Hanna Sądej 2, Patrycja Kulwińska 1, Kinga Achruk 6.

Rumunia: Ionica Munteanu, Paula Ungureanu - Gabriella Iboya Szucs 1, Crina Pintea, Adriana Nechita 2, Cristina Neagu 10, Aurelia Bradeanu, Gabriela Perianu 1, Luciana Marin 1, Valentina Ardean Elisei 3, Oana Manea 4, Ana Maria Tanasie 1, Melinda Geiger 3, Eliza Buceschi 2, Paticia Vizitiu 3, Laura Chiper.

Obie drużyny swoją obecnością w czołowej czwórce sprawiły sporą niespodziankę, zwłaszcza że podczas rywalizacji w grupie spisywały się dość słabo. Polki w pierwszej połowie niedzielnego pojedynku nawiązały do swojej postawy z początku MŚ i w tym okresie gry straciły praktycznie szanse na medal.

Spotkanie rozpoczęło się od trafienia największej gwiazdy w ekipie rywalek, jednej z najlepszych rozgrywających świata Cristiny Neagu. Jak się potem okazało, była ona główną bohaterką meczu, raz po raz umieszczając precyzyjnymi rzutami piłkę w polskiej bramce.

Rumunki na początku popełniły kilka technicznych błędów, za to Polki nie wykorzystały stuprocentowych sytuacji, m.in. sam na sam Kinga Achruk.

Przeciwniczki szybciej opanowały nerwy i już w szóstej minucie, przy stanie 1:4, trener biało-czerwonych Kim Rasmussen poprosił o czas.

Zgodnie z przewidywaniami rumuńska defensywa grała twardo i nie pozwalała na wyrobienie dogodnej pozycji do rzutu. W dodatku Karolina Kudłacz-Gloc nie wykorzystała karnego i na drugie trafienie Polek trzeba było czekać aż do 10. minuty (2:5).

Rywalki powiększały przewagę i gdy wygrywały w 17. min 10:4 Rasmussen ponownie zaordynował minutę na przekazanie uwag drużynie, która nie mogła znaleźć luki w szczelnej obronie. A nawet jak znalazła, to nie korzystała z takich okazji, jak rzut karny (tym razem Achruk i Monika Stachowska).

Dlatego Rumunkom udawało się utrzymywać sześciobramkową przewagę, a gdy w końcówce pierwszej połowy miały dwie zawodniczki na dwuminutowych karach to po raz kolejny dała znać o sobie Neagu, która rzutem z drugiej linii w samo okienko ustaliła rezultat do przerwy na 15:8. Był to jej siódmy gol tego dnia.

Po przerwie biało-czerwone nie rezygnowały z poprawienia rezultatu. Zbliżyły się na pięć bramek, ale to wszystko, na co w niedzielę było je stać. Kolejnego karnego nie strzeliła Hanna Sądej, koleżanki obijały słupki i poprzeczkę, a Rumunia uciekała coraz bardziej, prowadząc w 43. min 23:14.

Gdy przewaga urosła do 10 goli (25:15), a do końca pozostało niewiele ponad 10 minut trudno było uwierzyć w cud. Do ostatniego gwizdka sędzi nic się już nie zmieniło - rumuńska bramka była jak zaczarowana i to rywalki mogły cieszyć się z brązowego medalu.

W piątek Polki walczyły z Holenderkami o wejście do finału turnieju. Przegrały 25:30.