Każdy inny wynik, niż zwycięstwo Legii Warszawa będzie szokiem. Nawet bez Miroslava Radovicia i Michała Kucharczyka.

Piłkarze Legii Warszawa /Bartłomiej Zborowski /PAP

Kiedy Legia Warszawa w poprzednim sezonie przegrała z Borussią Dortmund 4:8 i odpadła z Ligi Mistrzów, trener Jacek Magiera powiedział: Wrócimy silniejsi, mocniejsi, aby grać jak równy z równym z takimi przeciwnikami. W środowy wieczór Legia rozpoczyna długą i żmudną drogę do upragnionej fazy grupowej Champions League.

Pierwszy przystanek - Mariehamn, stolica Alandów, archipelagu leżącego na samym środku Morza Bałtyckiego. Wyspy (a jest ich prawie 7000) formalnie należą do Finlandii, ale działają jako samodzielna i niezależna jednostka. Alandy mają własny parlament, rząd, system edukacji, a językiem urzędowym jest szwedzki. Kiedy turyści pytają się miejscowych "skąd jesteś?", za każdym razem odpowiadają "z Wysp", a nie z "z Finlandii". Raj dla samotników, który w poprzednim sezonie oszalał z radości sensacyjnie zdobywając mistrzostwo Finlandii. IFK Mariehamn o trzy punkty wyprzedził HJK Helsinki i o cztery Seinäjoen Jalkapallokerho.

IFK do tej pory dwa razy uczestniczył w europejskich pucharach. Nie wygrał ani jednego meczu.

Między IFK, a Legią jest przepaść. Różnice są olbrzymie zarówno jeśli chodzi o doświadczenie na boisku, jak i organizację w klubowych gabinetach. Budżet mistrza Finlandii wynosi niewiele ponad milion euro, a w samej administracji pracują trzy osoby. Kameralny stadion w czasie meczu z Legią ma być jednak zapełniony do ostatniego miejsca (5647 miejsc).

W Warszawie nie przejmują się jednak rywalami i patrzą na siebie. Każdy wynik niż wygrana warszawskiego klubu będzie sensacją, a brak Michała Kucharczyka, oraz Miroslava Radovicia (dochodzą do siebie po kontuzji) nie powinien być większym problemem.

W wyjściowym składzie powinniśmy więc zobaczyć tych samych piłkarzy, co w piątek kiedy Legia mierzyła się o Superpuchar Polski z Arką Gdynia. Choć kilka dni temu warszawianie przegrali po rzutach karnych, kibice nie wyobrażają sobie, że mogą być ponownie świadkami niemiłej niespodzianki. Czekają cały czas na debiut Krzysztofa Mączyńskiego i pierwsze zwycięstwo w sezonie 2017/2018.

(az)