Dla Manchesteru City to pierwszy taki mecz. Dla Realu coś naturalnego. Wieczorem w pierwszym półfinale Ligi Mistrzów „The Citizens” podejmą Real Madryt. Piłkarze obu klubów wyceniani są na blisko 1,2 mld euro. To będzie prawdziwe starcie europejskich gigantów, choć tylko jeden z nich ma wielką historię i gablotę pełną międzynarodowych trofeów. Początek spotkania o 20.45.

Dla Manchesteru City to pierwszy taki mecz. Dla Realu coś naturalnego. Wieczorem w pierwszym półfinale Ligi Mistrzów „The Citizens” podejmą Real Madryt /PETER POWELL /PAP/EPA

To oczywiście Real Madryt, który Ligę Mistrzów wygrywał już 10-krotnie i chce zrobić to po raz 11. "Królewscy" mają na koncie także 32 tytuły mistrzów Hiszpanii, czy 19 triumfów w Pucharze Króla. Dorobek Manchesteru City na tym tle wygląda niezwykle blado: 4 tytuły mistrza Anglii czy 5 Pucharów Anglii - to na pewno nie budzi wielkiego respektu u kibiców Realu. Wieczorny mecz to więc starcie wieloletniej piłkarskiej tradycji z klubem, który awans do europejskiej czołówki zawdzięcza wielkim pieniądzom swoich arabskich właścicieli. Dla części kibiców to także mecz starego i nowego piłkarskiego porządku.

A kto jest faworytem? Można wskazać wiele argumentów za Realem, a w Manchesterze pracuje człowiek, który bardzo chce udowodnić swoją klasę w Madrycie. To trener Manuel Pellegrini, który pracował w Realu w sezonie 2009/2010. Chilijczyk został zwolniony po roku pracy, choć Real nie spisywał się źle. Wicemistrzostwo trzy punkty za Barceloną uznano jednak za porażkę i podziękowano trenerowi. Co więcej Pellegrini chce utrzeć nosa także swoim obecnym pracodawcom. W końcu już od kilku miesięcy wiemy, że w kolejnym sezonie zastąpi go Pep Guardiola. Trener Manchesteru City pewnie chce nieco skomplikować sytuację zdobywając Puchar Mistrzów. Na razie jednak trzeba uporać się z Realem, w którym świetnie spisuje się ostatnio Gareth Bale. Walijczyk od miesiąca każdy występ w lidze hiszpańskiej wieńczy bramką lub asystą. Reszta ofensywnego trio "BBC" stanowi jednak problem Realu. Karim Benzema może w ogóle nie zagrać. Cristiano Ronaldo też narzekał na zdrowie i ego występ w wieczornym meczu także jest zagrożony.

Oba kluby mają na głowie jeszcze jedno zmartwienie - czyli rodzime, ligowe rozgrywki. "The Citizens" muszą walczyć o miejsce na podium Premier League. Tracą już 5 punktów do drugiego Tottenhamu, ale mają tyle samo punktów co czwarty Arsenal. Bardzo skomplikowana jest sytuacji w hiszpańskiej Primera Division. Real traci punkt do FC Barcelony i Atletico Madryt, które okupują dwa czołowe miejsca. Dla obu klubów, które powalczą wieczorem w półfinale najbliższe kilkanaście dni będzie więc kluczowe jeśli chodzi o ocenę całego sezonu.


(j.)