​Wisła Płock zremisowała z Sandecją 2:20. W przedostatnim meczu tego roku faworytem byli gospodarze, którzy po czterech z rzędu listopadowych porażkach zdołali się podnieść i wygrali dwa kolejne pojedynki, w 18. kolejce z Arką Gdynia 2:0 i w 19. z Wisłą w Krakowie 1:0. Goście grali w piątek z Jagiellonią Białystok, przegrali 0:1, ale mieli dwa dni więcej na przygotowanie do meczu, na odbudowanie zawodników i dojście do pełnej dyspozycji.

Zawodnik Wisły Płock Damian Rasak i Wojciech Trochim z Sandecji Nowy Sącz /Marcin Bednarski /PAP

Wisła ostatni raz przegrała z drużyną z Nowego Sącza 2:4 w 2009 roku w rozgrywkach 1. ligi. Najwyższy wynik to 6:1 w 2011 roku. W 5. kolejce, czyli w pierwszym meczu w tym sezonie, wygrała 1:0.

Sandecja zaatakowała już w drugiej minucie. Po akcji Patrika Mraza z lewej strony, piłka poszybowała do Aleksandyra Kolewa, który z bliska pokonał Seweryna Kiełpina.

Na wyrównanie kibice nie czekali zbyt długo. W 27. min, po podaniu Semira Stilica, piłka minęła Mraza i Adriana Danka, a z sześciu metrów piłkę wpakował do siatki Giorgi Merebaszwili. Na trybunach jeszcze trwała radość po zdobyciu wyrównującego gola, a w 30. min strzałem z woleja podwyższył wynik Damian Szymański korzystając z zamieszania na polu karnym rywali.

Wisła atakowała, ale goście swoim zwyczajem nie odpuszczali i w 37. min, sytuację wykorzystał Adrian Danek, strzelając z 11. m przy słupku, ustalając wynik do przerwy.

W drugiej części gra nieco siadła, dopiero w 55. min Wojciech Trochim oddał pierwszy groźny strzał na bramkę gospodarzy. W 70., po rzucie rożnym, po drugiej stronie boiska szansę miał Adam Dźwigała, którego uruchomił Nico Varela. Jednak strzał z pięciu metrów był niecelny. Dwie minuty później z rzutu wolnego dośrodkował Semir Stilic, Kante strzelił z 15 m głową, ale futbolówka minęła o centymetry słupek. W 85. min, w ogromnym zamieszaniu pod bramką Michała Gliwy, mocnym strzałem popisał się Damian Szymański, ale trafił prosto w bramkarza Sandecji.

Końcówka spotkania to kilka groźnych sytuacji stworzonych przez Wisłę, których nie miał kto wykończyć i wynik się nie zmienił. Bardzo groźną i piękną akcję zmarnował Szymański w doliczonym czasie, piłka ponownie minimalnie minęła słupek.

(az)