Ukrainiec Andrij Szewczenko, który niedawno zakończył karierę piłkarską, do tego stopnia zaangażował się w działalność polityczną, że - jak twierdzi - wydał już milion euro na kampanię wyborczą popieranej przez siebie partii.

"Definitywnie kończę piłkarską karierę" - ogłosił napastnik Dynama Kijów i reprezentacji Ukrainy, Andrij Szewczenko. "Może zdziwię niektóre osoby, ale moja przyszłość nie jest związana z piłką, lecz z polityką" - dodał. czytaj więcej

Od momentu, gdy ogłosił swój akces do partii "Naprzód Ukraino!", Szewczenko stał się obiektem ataków internautów, zarzucających mu, że wszedł do polityki dla pieniędzy.

Były piłkarz twierdzi, że jest odwrotnie. Wydałem już dziesięć milionów hrywien (około miliona euro) - powiedział francuskiej agencji prasowej AFP.

Rozumiem, że w internecie pisze się wiele różnych rzeczy, ale dla mnie najważniejsze są spotkania z ludźmi. Przejechałem już połowę kraju i przekonałem się, że ludzie popierają moją decyzję wejścia do polityki - podkreślił.

Szewczenko przystąpił do partii "Naprzód, Ukraino!" Natalii Korolewskiej, niegdyś sojuszniczki przywódczyni opozycji Julii Tymoszenko, a dziś uważanej przez znawców ukraińskiej polityki za związaną z rządzącą Partią Regionów prezydenta Wiktora Janukowycza. W październikowych wyborach parlamentarnych ma odegrać rolę, kontrolowanej przez władze, opozycji.

Według niektórych komentatorów Szewczenko, angażując się w politykę, spłaca dług wdzięczności, zaciągnięty u Hryhorija Surkisa, związanego z Janukowyczem oligarchy i szefa Federacji Piłki Nożnej Ukrainy, który swego czasu pomógł mu przejść do AC Milan.

Szewczenko sportową karierę rozpoczął w Dynamie Kijów. W 1999 roku przeszedł do Milanu, gdzie spędził siedem lat. Wystąpił w 208 meczach i strzelił 127 bramek. Później trzy lata grał w Chelsea Londyn i na koniec wrócił do Dynama. W 2003 roku otrzymał "Złotą Piłkę" magazynu "France Football", przyznawaną najlepszemu piłkarzowi Europy.

35-letni napastnik zakończył karierę w czerwcu w trakcie mistrzostw Europy w Polsce i na Ukrainie. Swoją decyzję ogłosił, gdy reprezentacja, której był kapitanem, po porażce z Anglią (0:1) nie awansowała do ćwierćfinału.