Choć Boruc w reprezentacji Polski miał pseudonim „Lala” (wymyślił to Michał Żewłakow, kiedy nasz bramkarz miał fryzurę z wygolonymi bokami), był postrzegany jako bezkompromisowy twardziel. Potrafił do pionu postawić Lee Naylora tylko dlatego „bo się nie starał” oraz pobić rasistów ze Szkocji, którzy zaczepiali ciężarną Polkę. Powtarzał, że w piłkę będzie grał do trzydziestki, ale zaznacza że mówił to „przed trzydziestką”. Wieczorem odbędzie się ostatni mecz Artura Boruca z orzełkiem na piersi. Bramkarz grał w smutnych czasach dla naszej drużyny narodowej oraz w tych przepełnionych glorią i chwałą. Kariera bramkarza przypominała jazdę na kolejce górskiej – było wiele sukcesów, jak i barwnych upadków. Jedni go uwielbiali, inni nie lubili, ale wszyscy szanowali. Dziś kończy się pewna epoka, która trwała ponad dekadę.

Artur Boruc /Bartłomiej Zborowski /PAP

28 kwietnia 2004

Debiut Artura Boruca w narodowych barwach. Nasza drużyna mierzyła się w Bydgoszczy z Irlandią i zremisowała 0:0. Bramkarz Legii pojawił się na boisku w 60. minucie zmieniając Jerzego Dudka.

Maj 2006

Artur Boruc jedzie na mundial i zostaje nowym "numerem jeden". Obserwatorzy są zszokowani, że zawodnik Legii Warszawa wygryzł ze składu Jerzego Dudka - zawodnika, który rok wcześniej został bohaterem finału Ligi Mistrzów. Zaskoczenia nie krył nawet Michał Olszański, który prowadził ceremonię ogłoszenia składu na mundial (od 2'10 min.):

Boruc zmienił Legię Warszawa na renomowany wówczas Celtic i od razu stał się ulubieńcem trybun. Głównie ze względu na prowokacyjne gesty religijne, ale też dzięki znakomitej grze. Jego przydomek "Holy Goalie" (czyli święty bramkarz) nie był przypadkowy.

Same mistrzostwa świata w Niemczech zakończyły się dla naszej reprezentacji kompromitacją, ale w pamięci kibiców na długo zostaną interwencje w meczu z Niemcami (przegranym 0:1). Mimo rewelacyjnej postawy w bramce, Boruc całe mistrzostwa skomentował w swoim stylu: "Mundial jest raz na cztery lata, a my go spieprzyliśmy". Nasz bramkarz przyznał później w wywiadzie dla "Playboya", że po spotkaniu z naszymi zachodnimi sąsiadami uronił w szatni kilka łez.

2008 - Leo Beenhakker i powtórka z rozrywki

Polska po raz kolejny awansowała na duży turniej i po raz kolejny wróciła do kraju na tarczy. Jeśli kibice mieli doszukiwać się pozytywów, to ponownie był to występ Artura Boruca. Nasz bramkarz dwoił się i troił... ale kończyło się jak zwykle.

Afera lwowska

To była jedna z największych afer alkoholowych w naszej reprezentacji od czasów słynnej afery na Okęciu z 1980 roku. Po przegranym meczu we Lwowie do prasy wyciekły informacje o zakrapianej imprezie - piłkarze mieli niszczyć meble, wszczynać awantury i składać erotyczne propozycje tłumaczce. Boruc został wyrzucony z kadry, razem z Radosławem Majewskim i Dariuszem Dudką.

Samobój w Belfaście

Kiedy Boruc został przywrócony do kadry, od razu zajął miejsce w pierwszym składzie. Niestety eliminacje do mundialu w 2010 roku były katastrofalne w wykonaniu naszego zespołu. Gwoździem do trumny było spotkanie z Irlandią Północną w Belfaście.

Boruc nie ukrywa, że mocno przeżył tamtą porażkę. Byłem zmiażdżony niesamowicie. Od samego początku na mnie gwizdali, wyzywali mnie, ale sądziłem, że przez pięć lat gry w Celticu przyzwyczaiłem się do tego. Sądziłem, że mam mocny łeb. A zabolało niesamowicie - mówił. Nasz bramkarz przyznał jednak, że tamten mecz był jego... największym sukcesem. To wtedy zdałem sobie, co jest ważne, a co ważniejsze. Wyparłem już ten mecz z pamięci, ale cieszę się, że potrafiłem się z tego podnieść - tłumaczył Boruc na konferencji.

Stracone Euro w Polsce

Arturowi Borucowi nie było nigdy po drodze z Franciszkiem Smudą. Zarówno nasz bramkarz, jak i selekcjoner nie przepadali za sobą. Podczas lotu z Chicago do Warszawy w 2010 roku Boruc miał wypić kilka lampek wina, a to rozwścieczyło Smudę. Trener wyrzucił naszego bramkarza z reprezentacji i ten nie zagrał na Euro 2012. Historia do dziś jest owiana tajemnicą i nie wiadomo do końca, co się stało na pokładzie feralnego samolotu. Boruc podkreśla, że to była "afera-wydmuszka", a w głośnym z wywiadów stwierdził że Franciszek Smuda jest "Dyzmą". Panowie do dziś się nie pogodzili i nie podali sobie rąk.

Zakończenie kariery reprezentacyjnej

Za kadencji Adama Nawałki Artur Boruc nie zagrał w ani jednym meczu o punkty. Bramkarz automatycznie stał się "numerem trzy" (za Fabiańskim i Szczęsnym). Wykonał swoją robotę najlepiej, jak tylko mógł. Był łącznikiem międzypokoleniowym. Autorytetem. Idolem dla większości naszych zawodników (warto zaznaczyć, że kiedy Boruc debiutował w kadrze, Robert Lewandowski miał 16 lat i grał w Varsovii). Teraz naszego bramkarza czeka oglądanie meczów z loży VIP.

(mpw)