Amerykańska celebrytka Kim Kardashian została napadnięta przez pięciu zamaskowanych bandytów w Paryżu. Jak poinformowało policyjne źródło, na które powołuje się agencja Reutera, Kardashian do zdarzenia doszło w luksusowej rezydencji. Wcześniej media twierdziły, że napad miał miejsce w hotelu. Mąż celebrytki, Kanye West w związku z tym napadem odwołał koncert w Nowym Jorku.

Na zdjęciu Kanye West, Kim Kardashian, jej siostra Kourtney Kardashian i matka Kris Jenner /CAROLINE BLUMBERG /PAP/EPA

Do rezydencji, w której nocowała Kim Kardashian, wdarło się nie dwóch, jak wcześniej informowano, ale pięciu uzbrojonych mężczyzn przebranych za policjantów.

Jak piszą media, bandyci trzymali celebrytkę na muszce, potem związali i zamknęli w toalecie, a następnie obrabowali. W czasie napadu nikomu nic się nie stało.

Według francuskiego radio France-Info złodzieje skradli biżuterię wartości 16 milionów dolarów.

Rezydencja, w której doszło do napaści, to miejsce uchodzące za gwarantujące dyskrecję. Często zatrzymują się tam bogate osobistości. Sama Kardashian przebywała w niej co najmniej raz, w 2014 roku.

Jak poinformowała paryska policja, w trakcie napadu nikt nie odniósł obrażeń.

Do napaści doszło o 3:00 w nocy w Paryżu. Kim Kardashian przyjechała do stolicy Francji, żeby wziąć udział w paryskich pokazach mody Fashion Week.

Jej przedstawiciel powiedział CNN i AP, że Kim jest "w ciężkim szoku", ale cała i zdrowa.

Mąż celebrytki raper Kanye West, gdy tylko dowiedział się o napaści, przerwał występ w Nowym Jorku. Przepraszam, przykro mi. Nagłe problemy rodzinne. Muszę przerwać przedstawienie - powiedział Kanye West do wyraźnie rozczarowanych fanów.

(j.)