"Przegraliśmy pierwszy mecz z Bytomiem, z Nowym Targiem - dwa mecze przegrane. Mamy jeszcze w lidze niewyjaśnione sprawy" - mówi RMF FM napastnik GKS-u Tychy Mateusz Bepierszcz. Pytany o spotkanie z Coventry Blaze w Pucharze Kontynentalnym, które zadecydowało o awansie tyskiej drużyny do trzeciej rundy rozgrywek, odpowiada: "Byliśmy strasznie zmotywowani przed tym meczem. Radość była niesamowita".

Zawodnicy GKS-u Tychy Mateusz Bepierszcz i Adam Bagiński /Andrzej Grygiel /PAP

Edyta Bieńczak: Po Waszym awansie do trzeciej rundy Pucharu Kontynentalnego klub napisał na Facebooku, że "radość po awansie można porównać do mistrzostwa Polski!". A trzeba zaznaczyć, że Tychy czekały na to mistrzostwo dekadę...

Mateusz Bepierszcz: Radość po meczu była niesamowita. Ja nie wiem jeszcze niestety, jak smakuje mistrzostwo Polski, ale radość była niesamowita. Wiemy, jak mecz się potoczył. Przegrywaliśmy dwiema bramkami, w ostatnich piętnastu minutach udało się strzelić pierwszą bramkę, kontaktową, później bramkę na remis i tę zwycięską. Tę trzecią bramkę, która dała nam zwycięstwo i awans, zdobyliśmy przed samym końcem spotkania.

To był nasz najważniejszy mecz. Dwa pierwsze to była raczej pewna wygrana - wiadomo, że nie wolno tak podchodzić do żadnego spotkania, ale wszyscy znają wyniki. Ten trzeci mecz był najcięższy.

Właśnie w tym spotkaniu, z Coventry Blaze, przegrywaliście już 0:2, tę drugą bramkę straciliście w pierwszej minucie trzeciej tercji, a mimo to nastroje nie siadły, byliście w stanie się zmobilizować i wydźwignąć ten mecz.

Byliśmy strasznie zmotywowani przed tym spotkaniem. Podeszliśmy z pełnym szacunkiem do przeciwnika. Wiedzieliśmy, że przyjechał w okrojonym składzie - i mieliśmy taką nadzieję, że w ostatnich minutach meczu, w ostatniej tercji, jak przeciwnik straci trochę sił, będziemy w stanie podgonić wynik. Niestety straciliśmy drugą bramkę tak... niepotrzebnie, kilkadziesiąt sekund po rozpoczęciu trzeciej tercji. Ale udało nam się zmotywować i strzelić trzy. Trzy, które dały nam zwycięstwo.

Wcześniej graliście z zespołem z Rumunii. Dunareę Gałacz pokonaliście 8:3 i ten mecz rozstrzygnęliście w zasadzie w pierwszej tercji. Tu nie było ciężkiej przeprawy.

Nie, tych dwóch meczów nie można porównywać. To spotkanie - można powiedzieć - było na luzie, wiedzieliśmy, że przeciwnik jest dużo słabszy niż Anglicy. W pierwszej tercji udało nam się strzelić cztery bramki i tak naprawdę było już po meczu. Byliśmy już spokojni o końcowy wynik. Wtedy mogliśmy już myśleć o ostatnim spotkaniu.

Zostaje nam jeszcze spotkanie numer 1, czyli rekord Pucharu Kontynentalnego - 26:0 z Partizanem Belgrad. Zastanawiam się, jak gra się mecz, w którym spiker nie nadąża z wyczytywaniem nazwisk strzelców bramek...

Pierwszy raz na takim poziomie grałem mecz, który skończył się takim wynikiem. Zawsze szanuje się przeciwnika, ale tym razem przeciwnik był na tyle słaby, że... Nie byliśmy jakoś mega spięci, żeby strzelać te kolejne, dwudziestą pierwszą, dwudziestą drugą, czwartą i tak dalej bramki... ale to przychodziło samo z siebie.

Teraz wracacie na moment do ligi, która za chwilę podzieli się na grupę mocniejszą i słabszą. Jak oceniasz ten system rozgrywek?

Wydaje mi się, że podział jest dobrym pomysłem. Szkoda, że na tym pierwszym etapie mamy tak mało meczów - zagramy 22 i będzie podział na te dwie grupy, więc tak naprawdę z innymi drużynami tylko dwa razy widzieliśmy się w lidze.

Z drugiej strony - oczywiście dla każdego przeciwnika trzeba mieć szacunek, każdy może zaskoczyć - ale generalnie na przynajmniej połowę tych meczów, które w tej chwili gracie, taka drużyna jak GKS Tychy wychodzi w zasadzie jak na trudniejszy sparing.

Na każdy mecz trzeba wyjść zmobilizowanym, żeby wygrać. Spotkania z tymi słabszymi drużynami - nie chcę powiedzieć, że są "na luzie", ale są dużo łatwiejsze niż z drużynami z pierwszej szóstki. Ciężkie mecze... teraz z Bytomiem będziemy grać. Przegraliśmy pierwszy mecz, ale uważam, że byliśmy lepszą drużyną - mam nadzieję, że udowodnimy to teraz, w piątkowym spotkaniu. Wiadomo, jakie są mecze z Cracovią, walczymy z nimi o pierwszą pozycję w tabeli. Z Nowym Targiem - tak samo ciężko. Dwa mecze przegrane. Tak że mamy jeszcze w lidze niewyjaśnione niektóre sprawy.

Po podziale ligi będzie okazja, żeby przygotować się lepiej do mistrzostw świata, bo i wytrzymałościowo, i psychicznie to będzie trudniejszy okres.

Dokładnie. Mamy teraz zgrupowanie kadry, trzeba dobrze przygotować się do mistrzostw. Mam nadzieję, że pokażemy, że jesteśmy w stanie powalczyć o najwyższą lokatę. Fajnie byłoby dostać się do składu, co w tamtym roku mi się niestety nie udało. Mam nadzieję, że w tym roku będzie inaczej.

Trener Jacek Płachta dał Ci szansę. Co obiecujesz sobie po najbliższym zgrupowaniu i turnieju Euro Ice Hockey Challenge w Katowicach?

Trener ma szeroką kadrę, ma około 60 zawodników i powołuje raz tych, raz tych. Więc nie mogę nastawiać się tak, że trener na mnie postawił. Jest wielu zawodników w lidze, którzy prezentują naprawdę dobry poziom. Taki był teraz wybór trenera, wybrał teraz 26 zawodników. Najważniejsze jest przygotowanie się przed samymi mistrzostwami. Wtedy trener ma czas, żeby wypróbować wszystkich zawodników i poukładać sobie drużynę według własnej koncepcji.

Ten najbliższy turniej, na początku listopada w Katowicach, będzie mocno obsadzony. Przyjeżdżają Słowenia i Austria, które spadły właśnie z Elity, i Korea, która awansowała do naszej grupy.

Będzie to bardzo ciężki turniej. Nie miałem jeszcze przyjemności grać z takimi drużynami. Wiemy, że Austria i Słowenia mają bardzo mocny skład, ale nie wiadomo też, jakim składem przyjadą - czy przyjadą pierwszym składem, czy jak u nas trener ma szeroką kadrę i będzie wybierał i próbował sprawdzić zawodników. Zobaczymy na turnieju. Ale na pewno będą to bardzo ciężkie mecze. Podejrzewam, że będzie to jeden z cięższych tego typu turniejów, jakie reprezentacja Polski do tej pory rozgrywała.