​Status obywateli Unii Europejskiej mieszkających w Wielkiej Brytanii na pierwszym miejscu listy negocjacyjnej brytyjskiego rządu - to zapewnienia Davida Davisa, ministra odpowiedzialnego za Brexit. Złożył je dziś w wywiadzie dla BBC. Po czwartkowych wyborach, w których rządzący konserwatyści utracili większość w Izbie Gmin, pojawia się na Wyspach coraz więcej głosów wzywających do złagodzenia warunków wyjścia z Unii.

Zdj. ilustracyjne /DANIEL LEAL-OLIVAS /PAP/EPA

Premier Szkocji Nicola Sturgeon zaproponowała, by wstrzymać procedurę brexitową i w oparciu o międzypartyjne konsultację, stworzyć nowa wizję wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Również wielu polityków Partii Pracy uważa, że wynik najnowszych wyborów jest dowodem braku społecznej aprobaty dla rządowej wizji Brexitu. Jego twarda odmiana - forsowana dotychczas przez premier Theresę May - staje się coraz mniej atrakcyjna. Zakłada opuszczenie wspólnego rynku, unii celnej i jurysdykcji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości. Na Wyspach zaczęto otwarcie mówić o modelu norweskim: Norwegia nie jest we Wspólnocie, ale korzysta w pełnego dostępu do wspólnego rynku, zezwalając jednocześnie na swobodny przepływ ludzi z krajów Unii Europejskiej.

Wciąż twardy Brexit?

Minister Davis uparcie podtrzymuje dotychczasowa wizje Brexitu . Brytyjczycy zagłosowali za przywróceniem kontroli na granicach, kontrolą przepływu kapitału i wyjściem z unijnego prawodawstwa - powiedział w wywiadzie dla BBC. Ale nawet on nie zdaje się wykluczać złagodzenia stanowiska rządu w tym względzie. Wynik ostatnich wyborów parlamentarnych był poważnym ciosem dla rządzących Konserwatystów. Zostały zwołane w celu wzmocnienia ich pozycji w Izbie Gmin przed rozpoczęciem negocjacji z Brukselą. W rzeczywistości partia premier Theresy May utraciła większość parlamentarną i nie może samodzielnie rządzić. Trwają rozmowy z północnoirlandzką partią demokratycznych unionistów, którzy mieliby wesprzeć Torysów podczas kluczowych glosowań. Nie chodzi o stworzenie koalicji, lecz zawiązanie nieformalnej współpracy.

Za wszelką cenę

Te plany Theresy May spotkały się z ostrą krytyką. Brytyjski rząd jest bowiem mediatorem w północnoirlandzkim procesie pokojowym. Położył on kres wieloletnim walkom miedzy protestantami i katolikami. Zacieśnianie w ten sposób związków z jedna ze stron, w celu uzyskanie większości parlamentarnej, jest  - zdaniem niektórych krytyków - niweczeniem zdobyczy Wielkopiątkowego Porozumienia i potencjalnie stawia Ulster niebezpiecznej sytuacji. To dramatyczna próba ratowania sytuacji po fatalnych wynikach wyborów.

Negocjacje z Brukselą

W przyszłym tygodniu mają rozpocząć się negocjacje w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Według obserwatorów strona brytyjska weźmie w nich udział wyraźnie osłabiona po czwartkowych wyborach. Premier Theresa May już w najbliższy poniedziałek ma przedstawić w parlamencie plany legislacyjne mniejszościowego rządu. Jeśli zostaną odrzucone, jej polityczna przyszłość stanie pod znakiem zapytania. Wówczas Wielką Brytanię czeka próba utworzenia rządu przez opozycyjną Partie Pracy, co z uwagi na wyborczą arytmetykę, nie będzie łatwe. Jeśli partii Jeremiego Corbyna się to nie powiedzie, możliwe że Wielką Brytanię jeszcze w tym roku czekają następne wybory.