Bez względu na to, czy wybory prezydenckie w USA wygra Hillary Clinton czy Donald Trump, stosunki rosyjsko-amerykańskie zasadniczo się nie zmienią - oceniają we wtorkowej prasie rosyjscy politolodzy. Zdaniem niektórych, Kreml szykuje się na wygraną Clinton. Są również głosy, że demokratka przyjęłaby w stosunku do Moskwy znacznie twardszą postawę niż Barack Obama czy Donald Trump.

Ekonomiczny dziennik "Wiedomosti" zauważa, że władze Rosji żywią pewną nadzieję, że "z nowym prezydentem będzie można budować stosunki jakby od zera" i "spróbować zawrzeć korzystną transakcję", w której Rosja uzyskałaby zniesienie czy złagodzenie sankcji. Amerykański system polityczny nie jest personalistyczny, ale dla Kremla nie istnieją systemy niepersonalistyczne - wskazuje gazeta.

Cytowany przez dziennik politolog Fiodor Łukjanow z wpływowej Rady ds. Polityki Zagranicznej i Obronnej ocenia, że wygrana żadnego z kandydatów nie zmieni zasadniczo stosunków rosyjsko-amerykańskich. Według niego, Kreml zdaje sobie sprawę, że sankcje USA nie zostaną cofnięte ani w 2017, ani w 2018 roku i kampania prezydencka w Rosji (wybory powinny planowo odbyć się w marcu 2018) będzie toczyć się w sytuacji, gdy obowiązywać będą przynajmniej amerykańskie sankcje wobec Moskwy.

Dyrektor Rosyjskiej Rady Spraw Międzynarodowych Andriej Kortunow prognozuje natomiast, że Hillary Clinton będzie działać bardziej twardo w relacjach z Rosją niż odchodzący prezydent Barack Obama, a także niż Donald Trump. Przed Europą stoją wybory, pejzaż polityczny zmienia się i jedność w sprawie sankcji stopniowo się rozmywa. Clinton będzie bardziej twarda w budowaniu stosunków z Rosją niż Obama i bez wątpienia bardziej niż Trump, ale nie jest oczywiste, że uda się jej całkowicie powstrzymać stanowiska Europy - ocenia Kortunow.

"Niezawisimaja Gazieta" cytuje z kolei raport agencji analitycznej Polityka Zagraniczna, którego autorzy oceniają, że ton dialogu pomiędzy Waszyngtonem a Moskwą zależeć będzie nie tylko od osobowości gospodarza Białego Domu, ale także w znacznym stopniu od bieżących wydarzeń. Eksperci nie są przekonani, że relacje z USA mogą się znacznie poprawić w razie zwycięstwa Trumpa. Mimo życzliwej publicznej retoryki Trump nie zaproponował nic konkretnego w celu polepszenia stosunków w Rosją - wskazują eksperci.

Ekonomista Jakow Mirkin w rządowej "Rossijskiej Gaziecie" ocenia, że ktokolwiek wygra wybory w USA, kraj ten będzie szedł drogą wzrostu gospodarczego, choć nieco słabszego w razie wygranej Clinton. Mirkin zwraca uwagę na "niekończące się spory między kandydatami, czyj program doprowadzi do większej potęgi gospodarki USA". W Rosji "rozpaczliwie brakuje takich debat" - przyznaje ekspert i zauważa, że takie posunięcia jak niski poziom inwestycji czy wzrost obciążenia administracyjnego "to prosta droga do ekonomicznej klęski Rosji w konkurencji z USA".

Politolog Stanisław Biełkowski, którego cytuje "Moskowskij Komsomolec", uważa z kolei, że są dane wskazujące na to, że Kreml szykuje się na wygraną Clinton. Główny argument jest taki, że czymkolwiek zakończą się święte wybory, elity amerykańskie nie uznają zwycięstwa Trumpa (...). Innymi słowy, przenoszona jest na Amerykę rosyjska logika polityki wewnętrznej. Czy nie nauczyliśmy się, że nigdzie nie ma prawdziwej demokracji, a budowanie władzy jest zawsze rezultatem założonych z góry cynicznych manipulacji elit? - pisze Biełkowski.

Drugim argumentem świadczącym o tym, że Moskwa oczekuje zwycięstwa Clinton, jest - zdaniem politologa - zasada, że "przewidywalny oponent jest zawsze lepszy niż nieprzewidywalny przyjaciel".

(e)