​Kandydatka Zielonych w wyborach prezydenckich USA Jill Stein wycofała wniosek o ponowne przeliczenie głosów w Pensylwanii, gdy sąd stanowy zażądał od jej sztabu kaucji 1 mln dolarów. Stein zapewnia, że walkę będzie kontynuować w sądzie federalnym. "Ludzie, którzy przyłączyli się do petycji (o ponowne przeliczenie głosów) to zwykli obywatele o ograniczonych środkach, których nie stać na zapłacenie 1 miliona dolarów, czego domaga się sąd" - wyjaśniono w uzasadnieniu wycofania wniosku.

Donald Trump - prezydent elekt Stanów Zjednoczonych //MARK LYONS /PAP/EPA

"(Jill) Stein będzie kontynuować wysiłki na rzecz ponownego przeliczenia głosów w stanie Pensylwania" - przekazał w oświadczeniu doradca kandydatki Zielonych, Jonathan Abady. Jak dodał, "stanowy wymiar sprawiedliwości nie jest przygotowany do zajęcia się tym problemem", więc zespół Stein "będzie zabiegać o interwencję sądu federalnego".

Sztab kandydatki Zielonych zapowiedział, że w poniedziałek złoży w sądzie federalnym wniosek o przyznanie pomocy w nagłych wypadkach, by sfinansować starania o liczenie głosów w Pensylwanii, powołując się przy tym na "względy konstytucyjne".

Wczoraj wieczorem sąd stanowy zażądał od sztabu Stein zapłacenia kaucji w wysokości 1 mln dolarów do godz. 17 w poniedziałek (czasu miejscowego); zastrzegł, że sumę tę można zmienić, jeśli będzie to uzasadnione. Stein w odpowiedzi wycofała wniosek.

"Ludzie, którzy przyłączyli się do petycji (o ponowne przeliczenie głosów) to zwykli obywatele o ograniczonych środkach, których nie stać na zapłacenie 1 miliona dolarów, czego domaga się sąd" - wyjaśniono w uzasadnieniu wycofania wniosku.

Brytyjski dziennik "The Guardian" podał, że według zaktualizowanych w piątek wyników głosowania w Pensylwanii przewaga zwycięskiego kandydata Republikanów Donalda Trumpa nad pokonaną kandydatką Demokratów Hillary Clinton zmalała z 71 tys. do 49 tys. głosów na 6 mln oddanych w tym stanie głosów, czyli z 1 proc. do 0,8 proc. Przy różnicy 0,5 proc. w Pensylwanii automatycznie zarządzane jest ponowne liczenie głosów.

Stein zainicjowała przeliczanie głosów w trzech tzw. stanach wahadłowych - Pensylwanii, Wisconsin i Michigan, argumentując, że trzeba sprawdzić, czy doszło tam do ataków hakerskich na system głosowania.
We wszystkich tych stanach wygrał Trump, nieznacznie pokonując Clinton. Gdyby po przeliczeniu okazało się, że we wszystkich trzech stanach wygrała Clinton, to ona wygrałaby też całe wybory, jednak większość komentatorów, a nawet ludzie z jej sztabu uważają, że przeliczanie nie podważy zwycięstwa Trumpa.

Przeliczanie głosów jest bardzo kosztowne. Prawo nakazuje, by koszty pokrył kandydat wnioskujący o ponowne liczenie. Stein udało się w tym celu zebrać kilka milionów dolarów.

Na Clinton w skali kraju zagłosowało więcej osób niż na Trumpa, ale zgodnie z obowiązującą w większości stanów zasadą "zwycięzca bierze wszystko" nawet przy niewielkiej przewadze głosów wyborców zwycięski kandydat dostaje wszystkie głosy przypadających na dany stan elektorów. Ostatecznego wyboru prezydenta dokonują właśnie elektorzy, którzy są zobowiązani do głosowania zgodnie z wynikiem stanowym. Kolegium Elektorskie odbędzie się 15 grudnia.

(abs)