Masowe protesty w Stanach Zjednoczonych. Boston, Nowy Jork, Seattle, Portland, Filadelfia, Chicago. Wszędzie słychać "Donald Trump to nie nasz prezydent". W ten sposób mieszkańcy wyrażają swoje niezadowolenie z wyników wyborów prezydenckich.

Tłumy zgromadziły się przed Trump Tower w Nowym Jorku /PAP/EPA/PETER FOLEY /PAP/EPA

Około tysiąca ludzi zebrało się pod "Trump International Hotel and Tower" w centrum Chicago. Demonstranci skandują między innymi: "Donald Trump nie jest naszym prezydentem".

W co najmniej siedmiu amerykańskich miastach, między innymi w Nowym Jorku, Bostonie i Portland ludzie wyszli na ulice sprzeciwiając się w ten sposób wygranej Trumpa w wyborach prezydenckich.

W Seattle sytuacja wymknęła się spod kontroli, doszło tam do strzelaniny. Co najmniej 5 osób zostało rannych. Nie wiadomo jednak, kto oddał strzały.

Protesty trwają w wielu miastach USA, w Nowym Jorku zamknięto okolice Trump Tower, gdzie mieszka Donald Trump. Na ulice amerykańskich miast wychodzą tysiące ludzi niezadowolonych z tego, że prezydentem Stanów Zjednoczonych został miliarder.

Na ulicach Waszyngtonu coraz więcej ludzi protestujących przeciwko Donaldowi Trumpowi. Wznoszą hasło: "Miliarder precz od Białego Domu". Policja zamknęła ulice wokół rezydencji prezydenta.

Młodzi Amerykanie zapowiadają, że będą w najbliższych dniach protestować w całych Stanach Zjednoczonych. Uważają, że to, że prezydentem Stanów Zjednoczonych został Donald Trump jest dramatem dla tego kraju.

Protestujący apelują, aby do demonstracji przyłączali się kolejni niezadowoleni z wyników wczorajszych wyborów w USA.

(łł)