Ministerstwo Zdrowia otwiera nowy front na wojnie z substancjami psychoaktywnymi. Karani mają być nie tylko ich dystrybutorzy, ale także posiadacze. I to surowo. Pod tym względem kar, nielegalne środki zostaną zrównane z narkotykami – donosi w poniedziałek Dziennik Gazeta Prawna. Stworzony ma też zostać specjalny rejestr spowodowanych przez dopalacze zgonów i zatruć.

Ministerstwo Zdrowia otwiera nowy front na wojnie z substancjami psychoaktywnymi /Marcin Bielecki /PAP

Za samo posiadanie Mocarza, Kosiora czy Cherry kokolino w "najlepszym" przypadku grozić będzie grzywna, a w najgorszym (gdy będą to znaczne ilości substancji) pozbawienie wolności do trzech lat. Wynika tak z projektu nowelizacji ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii, przygotowanego przez resort Konstantego Radziwiłła.

Jak podkreśla Dziennik Gazeta Prawna, projekt zrównuje pod względem prawnym dopalacze z narkotykami. Ministerstwo Zdrowia chce też znacznie surowiej niż teraz karać za sprzedawanie zakazanych substancji psychoaktywnych. Grozić ma za to do 12 lat więzienia.

Za nakłanianie małoletniego do spożycia takiej substancji będzie można trafić za kratki na osiem lat, a jeśli zrobi się to w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, kara urośnie do 10 lat.

Jest szansa, ze wreszcie uda się doprowadzić do likwidacji sklepów z dopalaczami. W Polsce jest ich około stu, co daje nam jedno z czołowych miejsc w Europie - tłumaczy w rozmowie z Dziennikiem Gazetą Prawną Artur Malczewski, kierownik Centrum Informacji o Narkotykach i Narkomanii w Krajowym Biurze ds. Przeciwdziałania Narkomanii.

Teraz obowiązujące przepisy przewidują za handel dopalaczami jedynie kary finansowe.

(ug)

Dziennik Gazeta Prawna