"Ukraina samodzielnie nie poradzi sobie z wtargnięciem rosyjskiego konwoju humanitarnego. Prosimy Zachód o wsparcie" - mówi w rozmowie z dziennikarzem RMF FM wiceminister spraw zagranicznych Ukrainy Daniło Lubkiwski. Po pierwsze Ukraina poprosiła już dziś inne kraje o to, żeby wspólnie oskarżyć Rosję o naruszenie traktatów międzynarodowych. W końcu rosyjska kolumna samochodów - ponoć z pomocą humanitarną - w większości niekontrolowana przez nikogo siłą wtargnęła na terytorium Ukrainy. Po drugie Kijów prosi inne kraje o zwiększenie presji na Moskwę choćby przez nowe sankcje.

Pierwsze ciężarówki z rosyjskiego konwoju humanitarnego dotarły do Ługańska we wschodniej Ukrainie. Do tej pory ukraińską granicę przekroczyło 145 kamazów. Straż Graniczna podała, że Rosjanie nie zezwolili Ukraińcom na skontrolowanie większości pojazdów. Kolumna nie ma eskorty Międzynarodowego... czytaj więcej

Krzysztof Berenda: Panie ministrze, jak nazywacie to, co stało się dziś rano? Wjazd rosyjskiego konwoju to dla Was inwazja czy "jedynie" złamanie międzynarodowego prawa?

Daniło Lubkiwski, Wiceminister Spraw Zagranicznych Ukrainy: To jest brutalne naruszenie międzynarodowego prawa i to pod płaszczykiem pomocy humanitarnej. Tak więc Federacja Rosyjska łamie podstawowe zasady stosunków międzynarodowych. Co więcej Rosjanie pogwałcili nasze wspólne uzgodnienia dotyczące wsparcia dla ludności cywilnej.

Czy macie w tej chwili jakikolwiek kontakt ze stroną rosyjską?

Próbowaliśmy nawiązać dziś z nimi taki kontakt. Głównie po to, żeby omówić ten problem na wszystkich możliwych poziomach, w tym ministrów spraw zagranicznych. Cały czas działamy.

Czy jest jakakolwiek szansa, żeby Ukraina samotnie rozwiązała ten problem? Czy też potrzebujecie wsparcia międzynarodowego?

Tak, zdecydowanie potrzebujemy międzynarodowej pomocy. Właśnie dlatego już rozmawialiśmy o całej sprawie ze wszystkimi naszymi zagranicznymi partnerami. Poinformowaliśmy ich jaka jest sytuacja. Pracujemy także z przedstawicielami Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Ale cały czas rozmawiacie o pomocy dyplomatycznej, nie militarnej, prawda?

Zdecydowanie. Jestem dyplomatą, dlatego mówię o rozmowach. Bylibyśmy bardzo szczęśliwi, gdyby udało się to rozwiązać środkami pokojowymi i dyplomatycznymi. Na tym się skupiamy. Mam nadzieję, tak jak to ujął nasz prezydent Petro Poroszenko, sytuacja wróci do cywilizowanych, zgodnych z prawem ram. Z drugiej jednak strony nie będziemy tolerować jakiegokolwiek naruszenia naszej suwerenności, bo bronimy naszego bezpieczeństwa i niepodległości.

A czy w stosunku do tego konwoju jesteście w stanie użyć siły, czy też boicie się prowokacji?

Naszym zdaniem dzisiejsze wydarzenia to brutalna i cyniczna prowokacja. Dlatego musimy działać rozsądnie. W związku z tym w pierwszej kolejności szukamy rozwiązania dyplomatycznego, ale oczywiście jesteśmy gotowi, żeby bronić ojczyzny.

W ten weekend, z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy do Kijowa przyjeżdża niemiecka kanclerz Angela Merkel. Czy jej wizyta może pomóc w tej sytuacji?

Spodziewamy się, że ta wizyta będzie silną manifestacją solidarności z Ukrainą. Wierzymy, że silna międzynarodowa reprezentacja naszych gości pomoże obronić nasz kraj, ale także wzmocni bezpieczeństwo w całej Europie. Że to ochroni nasze wspólne wartości, dlatego mam nadzieję, że wizyta pani kanclerz bardzo nam pomoże.