Ukraińska organizacja „Słuszna Sprawa” alarmuje, że rosyjski konwój z pomocą humanitarną dla Ukraińców może zostać ostrzelany rakietami typu Grad. W ciężarówkach mają być ukryte nadajniki radiowe. Liczący 280 pomalowanych na biało pojazdów konwój wyjechał z Woroneża do Biełgorodu. Na granicy rosyjsko-ukraińskiej jest oczekiwany wieczorem.

Rosyjski konwój z pomocą humanitarną ma zostać ostrzelany rakietami Grad, a oskarżona o to ma zostać ukraińska armia - alarmuje Dmytro Snegyriow z Obywatelskiej Inicjatywy "Słuszna Sprawa". Jego zdaniem, w ładunku pomocy humanitarnej umieszczono nadajniki radiowe, które pozwolą skutecznie ostrzelać konwój. To dlatego też Rosjanie nie zgodzili się na przeładowanie na granicy pomocy humanitarnej na ciężarówki Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża.

Do prowokacji ma dojść w okolicy Ługańska. Konwój mają ostrzelać rakietami żołnierze Specnazu. Snegyriow powołuje się na przecieki od rosyjskich separatystów. 12 sierpnia w Krasnodonie miała odbyć się narada, podczas której omawiano prowokację wspólnie z oficerem GRU o pseudonimie Nikołaj.

Przerażeni mieszkańcy Ługańska (x-news)

Realna pomoc czy prowokacja służb?

W pierwszym dniu rosyjski konwój pokonał 550 km. Noc spędził w Woroneżu, na terytorium jednej z tamtejszych jednostek wojskowych. Dziś ma do przejechania również około 550 km.

W skład kolumny wchodzi 280 ciężarówek marki Kamaz, które wiozą dwa tys. ton wsparcia dla mieszkańców obwodów donieckiego i ługańskiego na wschodzie Ukrainy. Jest to m.in. 69 agregatów prądotwórczych różnej mocy, a także 400 ton różnych odmian kaszy, 340 ton konserw mięsnych, 30 ton soli, 100 ton cukru, 60 ton konserw mlecznych, 0,8 tony herbaty, 679,5 tys. butelek wody, 62,4 ton odżywek dla dzieci, 54 tony sprzętu medycznego i lekarstw, 12,3 tys. śpiworów.

Towary te pochodzą ze składów Federalnej Agencji Rezerw Państwowych (Rosrezerw), Ministerstwa ds. sytuacji nadzwyczajnych i innych resortów federalnych. Konwój jest całkowicie autonomiczny - dysponuje nawet własnymi cysternami z paliwem.

Zgodnie z ustaleniami ze stroną ukraińską, ładunek ma trafić na przejście graniczne Szebiekino-Pletniowka, na granicy między obwodem biełgorodzkim i obwodem charkowskim. Ukraina chciała, żeby tam konwój został przejęty przez Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża (MKCK).

Zdaniem władz Ukrainy i Zachodu "biały konwój" może być przykrywką dla interwencji wojskowej Rosji. Cytowaneprzez dziennik "Wiedomosti" źródło w Ministerstwie Obrony Federacji Rosyjskiej oznajmiło, że "kampania informacyjna na temat rosyjskiej interwencji wojskowej pod osłoną pomocy humanitarnej została zainicjowana przez ukraińskie władze w celu ukrycia katastrofy humanitarnej w Ługańsku i Doniecku, którą dotąd negowały".

"Fakt, że strona ukraińska mówi o dostarczeniu pomocy tylko do Ługańska, a nie również do Doniecka, można uważać za pośrednie potwierdzenie, że w najbliższym czasie planowany jest szturm Doniecka" - dodał rozmówca rosyjskiej gazety.

"Wiedomosti" podają, że w Ługańsku od 10 dni nie ma energii elektrycznej i wody, występują zakłócenia w zaopatrywaniu mieszkańców w żywność. W mieście przebywa wciąż 200 tys. - 250 tys. osób.