W ubiegłotygodniowych przelotach rosyjskich samolotów wojskowych przez europejską przestrzeń powietrzną brały udział większe ich formacje, używające bardziej "prowokacyjnych" niż zwykle tras - oświadczył naczelny dowódca sił NATO w Europie.

Putin nie ma raka. Kreml dementuje

Kreml zdementował pogłoski na temat problemów ze zdrowiem prezydenta Rosji Władimira Putina. W zeszłym tygodniu w amerykańskim dzienniku "New York Post" pojawiły się informacje, jakoby szef rosyjskiego państwa cierpiał na raka. czytaj więcej

Istotne jest to, że z perspektywy historycznej większości tych wtargnięć dokonywały bardzo małe zespoły samolotów, lecących czasami pojedynczo lub co najwyżej po dwa. Tym, co widziano w ubiegłym tygodniu, były większe, bardziej złożone formacje samolotów, które poruszały się po sięgających nieco głębiej i - rzekłbym - nieco bardziej prowokacyjnych trasach - powiedział na briefingu w Pentagonie amerykański generał Philip Breedlove.

W ubiegły wtorek i środę samoloty NATO były kilkukrotnie podrywane z ziemi w związku z prowadzonymi - jak to określono - na "niespotykaną skalę" działaniami lotnictwa wojskowego Rosji w europejskiej przestrzeni powietrznej.

Według NATO, co najmniej 19 rosyjskich samolotów wojskowych - bombowców strategicznych Tu-95, latających cystern Ił-78 i myśliwców MiG-31 - odbyło loty w przestrzeni powietrznej nad Morzem Bałtyckim, Północnym i Czarnym oraz nad Oceanem Atlantyckim. Rosyjskie maszyny nie przekazały swoich planów lotu ani nie nawiązały kontaktu radiowego z cywilną kontrolą ruchu powietrznego, co mogło stanowić potencjalne zagrożenie dla cywilnej komunikacji lotniczej.

W odpowiedzi Sojusz poderwał myśliwce należące do sił powietrznych Norwegii, Wielkiej Brytanii, Portugalii, Niemiec i Turcji.

Stosunki między NATO i Rosją pozostają napięte od czasu marcowej aneksji przez Rosję należącego do Ukrainy Półwyspu Krymskiego.


PRZECZYTAJCIE RÓWNIEŻ:

Siemoniak: Trudno wytłumaczyć zachowanie Rosjan. To może być test dla systemów NATO


(edbie)