"Japonia musi się jeszcze liczyć ze wstrząsami wtórnymi, które powiększą dzieło zniszczenia" - przyznał w rozmowie z reporterem RMF FM Tomaszem Fenske sejsmolog, Andrzej Sadurski. Specjalista przestrzega, że zanim ziemia się uspokoi i odzyska równowagę, prawdopodobnie wystąpią jeszcze trzęsienia o sile kilku stopni w skali Richtera.

"Kolejne wstrząsy mogą pojawić się po kilku dniach"

Tomasz Fenske: Japonia musi się jeszcze liczyć ze wstrząsami wtórnymi?

Andrzej Sadurski Nic nie wiadomo na temat wstrząsów potomnych. One mogą się nawet pojawić po kilku dniach, ale na pewno mogą generować dalsze zagrożenie i katastrofy.

Tomasz Fenske: Z czego wynikają te wstrząsy? Wydawałoby się, że potężna energia została wyzwolona i powinno już być spokojnie.

Andrzej Sadurski: Część energii została wyzwolona, ta energia została przekazana masom wody i one spowodowały zniszczenie. Ale to jest strefa, w której ścierają się płyta kontynentalna euroazjatycka i płyta Oceanu Spokojnego. W tej strefie zawsze dochodzi do bardzo poważnych naprężeń, które rozładowywane są gwałtownie i manifestują się później kolejnymi wstrząsami tektonicznymi.

Tomasz Fenske: Czyli nie można mówić, że już jest po wszystkim.

Andrzej Sadurski: Nie. Musimy odczekać jeszcze kilka dni. Pamiętamy, niedawno w Chile wstrząsy potomne pojawiły się po trzech, czterech dniach.

Tomasz Fenske: W tym regionie chyba długo nie było takiego trzęsienia.

"Takie trzęsienia w skali globu pojawiają się raz na 10 lat"

Andrzej Sadurski: Takie wstrząsy pojawiają się średnio raz na dziesięć lat. Ostatnie mieliśmy w Indonezji, to z 2004 roku, tam zginęło ponad 100 tysięcy ludzi. Ostatnie o tej sile w Japonii było około 140 lat temu.

Tomasz Fenske: W skali historii to dawno?

Andrzej Sadurski: W skali geologicznej to jest bardzo krótki okres czasu, ale w skali globalnej średnio to od pięciu do dziesięciu lat pojawia się taki wstrząs.

Tomasz Fenske: Czyli stosunkowo szybko nastąpiło kilka silnych trzęsień.

Andrzej Sadurski: W tym rejonie świata mieliśmy nie tak dawno właśnie w Chile, przypomina się również Jamajka, w związku z tym w ostatnich latach takie potężne trzęsienia ziemi występowały częściej. Ale potem możemy mieć okres spokoju, który może liczyć nawet 20-30 lat. Trudno nam w tej chwili wyrokować, czy zwiększa nam się częstotliwość tych katastrofalnych trzęsień ziemi, czy nie.

Tomasz Fenske: Wracając do Japonii, ofiar będzie więcej?

"Ofiar będzie więcej"

Andrzej Sadurski: Tak, dlatego że Japonia jest silnie zabudowana i ma potężną infrastrukturę. W przypadku trzęsienia zniszczeniu ulegają gazociągi, naftociągi, linie energetyczne... bardzo często dochodzi do pożarów, do eksplozji np. gazu. W związku z tym należy się spodziewać, że w głębi lądu wiele osób mogło zginąć w trakcie katastrof związanych z infrastrukturą i zawalaniem się budynków, a nie tylko na wybrzeżu, gdzie fala tsunami wdarła się na ląd. W Kobe w 1995 roku trzęsienie również było powyżej 8, niektórzy twierdzą, że 8,5 i wówczas również zanotowano bardzo poważne zniszczenia, tylko że na sąsiedniej wyspie.

Tomasz Fenske: Wspominał pan o tsunami. Jaki zasięg mają takie fale, dokąd mogą dotrzeć?

"Fala może pędzić z prędkością kilkuset kilometrów"

Andrzej Sadurski: To są fale, które rozchodzą się po całym oceanie, ich prędkość to kilkaset kilometrów na godzinę, nawet do dziewięciuset. Tam gdzie miały spowodować zniszczenia to już na pewno wystąpiły. Skutki dla Japonii, która była najbliższej, są dramatyczne i katastrofalne. Natomiast na innych wybrzeżach, np. Ameryki Północnej, Kanady może to być już fala o bardzo niewielkiej amplitudzie rzędu kilkudziesięciu centymetrów.

Tomasz Fenske: Fala mogła być miejscami znacznie wyższa niż 10 metrów, o których mowa.

Andrzej Sadurski: Mogła skumulować się na brzegu. W przypadku uderzenia o ląd następuje kumulacja energii, kulminacja tej fali i miejscami może ona przekraczać te 10 metrów. Wtedy dochodzi do zniszczeń nawet kilkadziesiąt metrów powyżej średniego stanu morza.

Tomasz Fenske: Mówi się, że jeżeli ktoś jest przygotowany na trzęsienie ziemi, to Japończycy.

"Takie trzęsienie to katastrofa"

Andrzej Sadurski: Tak, dlatego że wznoszą swoje budynki według specjalnych projektów, tak samo budują drogi, które są bardzo wytrzymałe. Ale możemy się obronić czy przygotować na wstrząsy słabsze, w granicach 6-7 w skali Richtera. Tam gdzie jest 9 w skali Richtera, to już jest trzęsienie katastrofalne i trudno w tej chwili nawet zaprojektować budynek, który byłby bezpieczny.

Tomasz Fenske: Jak wyglądają takie budynki, które mają wytrzymać choćby te słabsze trzęsienia?

Andrzej Sadurski: Musi to być bardzo sztywna konstrukcja o specjalnych fundamentach. Niektóre umożliwiają nawet przemieszczanie się konstrukcji. Natomiast konstrukcja musi się zachowywać tak jak sztywna klatka. Najgroźniejsze jest zawalanie się stropów.

Tomasz Fenske: Projektowane są budynki zawierające np. wahadło wewnątrz.

Andrzej Sadurski: Różne są te rozwiązania, ale wszystkie mogą co najwyżej minimalizować wpływ wstrząsów. W przypadku "dziewiątek" czy "dwunastek" w skali MCS (Mercalliego-Cancaniego-Sieberga) to przyśpieszenie punktu materialnego liczone jest już w dziesiątkach i setkach metrów na sekundę do kwadratu. Przy tak dużej energii żadna konstrukcja nie jest w stanie zachować się w stanie nienaruszonym. Tego typu wstrząsy mogą już zmieniać koryta rzek i konfiguracje lądów.