Spontaniczność i otwartość papieża były wyzwaniem dla funkcjonariuszy BOR, byliśmy jednak na to przygotowani - mówi wiceszef BOR płk Jacek Lipski. Dodaje, że podczas wizyty Franciszka w czasie Światowych Dni Młodzieży nie doszło do żadnego incydentu, który zagroziłby jego bezpieczeństwu.

Papież Franciszek w papamobile przejeżdża między wiernymi zgromadzonymi na Jasnej Górze /Radek Pietruszka /PAP

Ojciec święty - jeśli chodzi o ochronę - jest osobą wysoce niestandardową. Ludzie kochają papieża Franciszka m.in. za to, że jest tak bardzo otwarty. Oczywiście braliśmy to wszystko pod uwagę, dlatego tak ogromne siły i środki zaangażowano i taka ogromna praca została włożona w to, by zapewnić ojcu świętemu bezpieczeństwo - powiedział Lipski.

Przyznał, że wyzwaniem było każde spontaniczne zachowanie papieża. Oprócz przyjętego rygoru i dyscypliny w realizacji zadań ochronnych, musieliśmy być również do pewnego stopnia elastyczni. Dostosowywaliśmy więc metody działania do zaistniałych sytuacji - wyjaśnił.

Najważniejsze dla nas było bezpieczeństwo papieża Franciszka. Zdarzały się sytuacje niezaplanowane. To wymagało zaangażowania dodatkowych sił i środków - dodał wiceszef BOR.

Pytany o incydenty związane z tym, że m.in. niektórzy wierni próbowali podbiegać do papamobile, Lipski powiedział, że takie sytuacje się zdarzały, ale żadna z nich nie zagroziła bezpieczeństwu papieża. Wszystko było pod kontrolą służb. Trzeba pamiętać też, że BOR nie działał sam i dostaliśmy mocne wsparcie ze strony policji i innych służb, w tym również służb specjalnych - powiedział.

Osoby, które próbowały podbiec do papieża - po ujęciu - BOR przekazywał policji. Takie sytuacje zdarzały się też podczas poprzednich wizyt papieskich w Polsce. Większość to działania pod wpływem dużych emocji, niestwarzające bezpośredniego zagrożenia dla osoby ochranianej. Oczywiście, te osoby były następnie wnikliwie sprawdzane - dodał.

(mpw)