Premier Turcji Ahmet Davutoglu oświadczył, że tylko dwa z 57 ataków rosyjskiego lotnictwa w Syrii były wymierzone w Państwo Islamskie. Oświadczył też, że nie będzie "żadnych ustępstw" jeśli chodzi o naruszanie tureckiej przestrzeni powietrznej przez Rosję.

Rosyjskie samoloty w ciągu weekendu dwukrotnie naruszyły turecką przestrzeń powietrzną przy granicy z Syrią /RUSSIAN DEFENCE MINISTRY PRESS SERVICE /PAP/EPA

Według Davutoglu celem zdecydowanej większości rosyjskich nalotów, rozpoczętych 30 września, były oddziały umiarkowanej opozycji - jedynych sił walczących z Państwem Islamskim (IS) w północno-zachodniej Syrii.

Szef rządu podkreślił także, że nie może być "żadnych ustępstw" jeśli chodzi o bezpieczeństwo tureckich granic lub przestrzeni powietrznej.

Zaznaczył zarazem, że nie chciałby, by konflikt w Syrii przekształcił się w kryzys między Rosją a NATO czy spór turecko-rosyjski.

Resort dyplomacji w Ankarze poinformował, że dzień wcześniej rosyjski ambasador w Turcji został ponownie wezwany do tureckiego MSZ i ostrzeżony w związku z naruszaniem przez rosyjskie lotnictwo tureckiej przestrzeni powietrznej.

MSZ zapewniło, że Turcja jest otwarta na możliwość spotkania z przedstawicielami rosyjskich sił zbrojnych w Ankarze w celu rozmów o zapobieżeniu kolejnym naruszeniom.

Rosyjskie samoloty w ciągu weekendu dwukrotnie naruszyły turecką przestrzeń powietrzną przy granicy z Syrią. Ponadto turecka armia przekazała, że MiG-29 nieznanego pochodzenia w poniedziałek zakłócił lot patrolowy tureckich myśliwców F-16.

Rzecznik rządzącej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) Omer Celik powiedział, że strona turecka pozytywnie odbiera wniosek Rosji o spotkanie w sprawie ostatnich incydentów. Rosja jest przyjacielem, ale jeśli naruszenia będą się powtarzać, będziemy to traktować jako zagrożenie, a nie zachowanie przyjazne - ostrzegł Celik.

(abs)