Ministerstwo Spraw Wewnętrznych poinformowało, że poszukiwany jest islamski terrorysta, który może przygotowywać kolejny zamach. W Pałacu Elizejskim zakończyła się nadzwyczajna narada Rady Obrony Narodowej po wczorajszym ataku terrorystycznym w Paryżu. Muzułmański ekstremista zastrzelił policjanta i ranił dwóch innych funkcjonariuszy. Został zabity. Do ataku przyznało się Państwo Islamskie. Według tej organizacji napastnik nazywał się Abu Yussef al-Belgiki. W komunikacie nazywany jest w skrócie „Belgiem”. Natomiast według francuskich mediów, napastnik urodził się w imigranckim getcie pod Paryżem i miał 39 lat. Już 16 lat temu ciężko ranił w czasie strzelaniny trzech policjantów. Został za to skazany na wiele lat więzienia.

Do ataku doszło w pobliżu Pól Elizejskich /IAN LANGSDON /PAP/EPA


Wielu paryskich komentatorów podkreśla, że Państwo Islamskie chciało zadać cios w samo serce francuskiej demokracji. Już kilka dni wcześniej schwytano dwóch innych muzułmańskich terrorystów, którzy - według źródeł w służbach specjalnych - mogli planować ataki na kandydatów startujących w wyborach prezydenckich.

Wielu obserwatorów sugeruje, że atak terrorystyczny przeprowadzony tuż przed wyborami może doprowadzić do zwycięstwa szefowej skrajnie Prawicowego Frontu Narodowego Marine le Pen, która zapowiada najostrzejszą walkę z islamskimi ekstremistami we Francji.

Teraz wyszło na jaw, że sprawca został aresztowany dwa miesiące temu, bo groził w internecie, że będzie atakował policjantów. Groźby te nie zostały jednak potraktowane poważnie i został wypuszczony na wolność. Nie znajdował się nawet pod obserwacją służb specjalnych, które wiedziały, iż stał się muzułmańskim ekstremistą.

Według francuskich źródeł policyjnych, terrorysta nazywał się Karim C., urodził się w imigranckim getcie w Saint-Denis pod Paryżem i miał francuskie obywatelstwo. Komentatorzy zastanawiają się, czy Państwo Islamskie się pomyliło, czy też może podane zostało imię terrorysty, które było używane przez niego w szeregach tej organizacji. Być może ekstremista przez jakiś czas rezydował w Belgii, a być może było dwóch napastników - i jeden -Abu Youssef uciekł - choć tej wersji nie potwierdza francuskie MSW. 

Do strzelaniny doszło w czwartek późnym wieczorem w samym centrum Paryża w pobliżu Pól Elizejskich.

Odpowiedzialność za atak wzięło na siebie za pośrednictwem propagandowej agencji Amak Państwo Islamskie. W oświadczeniu dżihadystyczna organizacja podała, że sprawcą strzelaniny jest osoba o pseudonimie Abu Yusuf al-Beljiki, obywatel Belgii.

Jak poinformowała agencję Associated Press rzeczniczka paryskiej policji Johanna Primevert, napastnik otworzył ogień z broni automatycznej do policjantów, którzy patrolowali obszar w pobliżu stacji metra Franklin D. Roosevelt, znajdującej się przy jednej z najpopularniejszych wśród turystów ulic handlowych.

Mężczyzna wysiadł z samochodu i zaczął strzelać w radiowóz, zabijając siedzącego tam policjanta. Dwóch innych funkcjonariuszy zostało ciężko rannych.

Prokuratura poinformowała, że wciąż trwają ustalenia, czy napastnik miał wspólników.

Do ataku doszło na trzy dni przed pierwszą turą wyborów prezydenckich we Francji. W związku ze strzelaniną dwójka kandydatów - Francois Fillon i Marine Le Pen - odwołała planowane na piątek spotkania przedwyborcze.

Prezydent Francji Francois Hollande, który jeszcze przed przyznaniem się IS do dokonania ataku przekazał, że wszystko wskazuje na to, iż wydarzenie miało charakter terrorystyczny, poinformował w telewizyjnym oświadczeniu o planowanym na piątek nadzwyczajnym spotkaniu najwyższych rangą urzędników ds. bezpieczeństwa, obrony i wywiadu. Zachowamy najwyższą czujność, zwłaszcza w związku z nadchodzącymi wyborami - zapewnił Hollande.

Agencje informowały, że nieco godzinę po pierwszej strzelaninie w pobliżu Pól Elizejskich doszło także do kolejnej. Dotąd nie podano jednak dokładnych informacji na jej temat.


(j.)