Popularność potajemnego nagrywania przysparza pracy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Rośnie liczba instytucji, które żądają kontroli antypodsłuchowych - donosi "Rzeczpospolita".

Rośnie liczba instytucji, które żądają kontroli antypodsłuchowych - donosi "Rzeczpospolita" /Andrzej Wiktor/Archiwum /PAP

Jak pisze gazeta, po wybuchu afery taśmowej w kolejce do ABW ustawiają się politycy, urzędnicy i instytucje. Wszyscy żądają szukania podsłuchów. O ile w całym 2014 roku takich przeszukiwań było 137, o tyle tylko do marca tego roku - już 92. W ubiegłym roku ABW skontrolowała 23 instytucje państwowe i samorządowe, a do końca sierpnia tego roku - już 22.

W spisie kontroli są miejsca urzędowania najważniejszych ludzi w państwie, m.in. kancelaria premiera i rządowa willa przy ul. Parkowej w Warszawie. Sprawdzane były także Belweder, rezydencja w Juracie i samoloty, którymi latają kluczowi ludzie w państwie. Dużo było też kontroli w spółkach energetycznych.

Kilka kontroli - jak zauważa "Rzeczpospolita" - zaskakuje, w tym szukanie podsłuchów w ministerstwie kultury, Krajowym Zarządzie Gospodarski Wodnej, a także w Okręgowym Inspektoracie Pracy w Bydgoszczy.

Badania realizowane są w dwóch trybach. W ramach profilaktyki kontrwywiadowczej oraz w ramach ochrony informacji niejawnych - wyjaśnia w rozmowie z dziennikiem rzecznik ABW płk Maciej Karczyński.

(edbie)