"Jadłodajnia u Stasi"

Podobno powstała jeszcze przed wojną. Podobno jada tam sam Jan Nowicki. Podobno serwują tam najlepsze pierogi w Krakowie. Jadłodajnia u Stasi. O lokalu na rogu Mikołajskiej i Św. Krzyża krakowianie mówią, że jest kultowy.

U Stasi najlepsze są pierogi - twierdzą studenci Krakowa

Chodzimy do Jadłodajni u Stasi od dawna. Przyciąga przede wszystkim specyficzny klimat. Jadają tu bardzo różni ludzie. Ceny są niewysokie, a jedzenie pyszne - mówią studenci, z którymi rozmawiał nasz reporter. Wszyscy powtarzają, że znakiem rozpoznawczym Jadłodajni u Stasi są pierogi: wszelkiego rodzaju - ruskie, z mięsem, z serem, z borówkami… zmieniają się sezonowo. Studenci cenią też sobie możliwość robienia zestawów, w których miesza się różne składniki. Na miejscu komponujemy to, co chcemy zjeść - mówią.

To miejsce jest fantastyczne pod względem ekonomii, to znaczy, że jest dokładnie takie, jakie powinno być, żeby działać. Nie ma niczego, co nie byłoby potrzebne. Od sposobu płacenia i obsługi, przez ilość stolików, po tempo i ilość jedzenia. Wszystko jest tu dopasowane i od wielu lat na centymetry rozmierzone jest to funkcjonowanie - podsumowuje student ekonomii.

Ja tu przychodzę od 30 lat. Jedzenie smakuje jak u mamy, którego w domu się z reguły nie robi, bo nie ma na to czasu. Jest wspaniała sztuka mięsa, barszcz, ale przede wszystkim pierogi - rewelacja - wylicza jedna z klientek lokalu.

Przychodzę, zamawiam pierogi - są pyszne i błyskawicznie podane. Nie znalazłam lokalu na Rynku, w którym porcję pierogów zjem za 6 złotych - mówi z kolei Monika, studentka.

Tu chodzi o to, żeby szybko zjeść, a nie czekać. Przychodzi się, siada i jedzenie już jest gotowe - wyjaśnia filozofię lokalu właściciel, pan Maciej.

U Stasi nawet płaci się inaczej niż wszędzie, choć tak samo od 85 lat. Klient przy wyjściu mówi, co zamówił, i za to płaci. Wierzę mu na słowo. Dawno nie spotkałem się z próbą oszustwa - opowiada pan Maciej.

Jadłodajnia powstała w 1925 roku. To pamiątka po mojej mamie Stanisławie - wspomina. Jasiu Nowicki jada u nas od ponad 50 lat. Odwiedza nas pan minister Klich, czy pan wojewoda Kracik - dodaje.

Zapiekanki z Placu Nowego

Krakowski Kazimierz - kiedyś odrębne miasto, dziś jedna z dzielnic Krakowa. Każdego dnia swoim niepowtarzalnym klimatem i oryginalnymi zabytkami przyciąga tysiące ludzi. Wieczorem mekką dla krakowian i turystów staje się Plac Nowy, a to przez zapiekanki, których zapach nie pozwala przejść obok obojętnie.

Studentka: Są duże, smaczne i na studencką kieszeń

Dlaczego zapiekanki z Placu Nowego zasłużyły na miano kultowych? Są najlepsze na świecie. W dodatku są duże, smaczne i niedrogie - na studencką kieszeń - zachwyca się studentka Marta. Bo są właśnie na Kazimierzu, są w fajnym miejscu, jest ciekawy klimat i bardzo duży wybór zapiekanek - dodaje jej kolega.

W nocy zapiekanki z Placu Nowego to jedyna możliwość spożycia czegokolwiek. Te zapiekanki stały się fenomenem - nawet wśród turystów są popularne - mówi stojąca w kolejce po zapiekankę kobieta. Miłośników największego przysmaku Kazimierza nie odstraszają nawet te kolejki. Wiedzą, że warto czekać.

Tawerna Stary Port

Collegium Portum - tak studenci Uniwersytetu Jagiellońskiego nazywają tawernę żeglarską Stary Port, położoną w pobliżu Collegium Novum. Chodzą słuchy, że to jeden z najciekawiej zaaranżowanych lokali w Krakowie, tawerna żeglarska z prawdziwego zdarzenia.

Wszystkie elementy wystroju są autentyczne - zapewniają właściciele tawerny

Obaj jesteśmy żeglarzami - mówią panowie Krzysztof i Janusz, właściciele lokalu. Zawsze stawialiśmy na autentyczność i rodzinną, przyjacielską atmosferę. W Starym Porcie nie ma atrap, nie ma plastiku, ławy są z drewna. Kawałki żagli, masztów są autentyczne. Liny okrętowe są linami znalezionymi przez nas nad morzem. Wszystkie lampy, które tu wiszą są prawdziwymi lampami okrętowymi. Na ścianach są sieci, które dostaliśmy od rybaków. Są kotwice, jest kilkunastoletnia dłubanka (łódka wykonana z pnia drzewa - przyp. RMF FM). To takie małe muzeum żeglarstwa. W Starym Porcie wisi nawet żebro wieloryba, które dostaliśmy od kapitana morskiego pływającego po Grenlandii - tłumaczą, skąd bierze się niepowtarzalny klimat tawerny.

Muzyka - naturalnie - również nawiązuje do żeglarskich klimatów. W Starym Porcie można usłyszeć szanty, jazz, folk irlandzki i blues. W piątki i soboty organizujemy koncerty. Wstęp zawsze jest wolny. W ciągu 8 lat zagraliśmy ponad 800 koncertów. W czwartki regularnie organizujemy wieczory śpiewane. Można wypożyczyć u nas gitarę i grać - mówią panowie Krzysztof i Janusz.

Do tawerny masowo zaglądają studenci. Jesteśmy dla nich otwarci. Jeśli chcą, żeby zestawić kilka stołów - nie robimy problemów. Jeśli przychodzą się uczyć, wyłączamy muzykę. Mieliśmy taką sytuację, kiedy w czasie jednej godziny przyszły do nas trzy grupy studentów - odbywały się tu regularne zajęcia. Ochrzcili już naszą tawernę imieniem Collegium Portum - opowiadają właściciele.

Tu przychodzą ludzie, którzy mają specyficzne zainteresowania - żeglarstwo, nurkowanie. Takich miejsc nie ma na północy kraju ani na Mazurach. Spotykamy ludzi, z którymi można pośpiewać. Często ludzie przynoszą tu instrumenty - grają na gitarach, bębnach. Wystrój jest jak najbardziej żeglarski. Mapy, zdjęcia robione pod wodą, stary akwalung, sieci rybackie, stare płetwy - tworzą niezwykły nastrój. Mnie przyciągnęły koncerty, które odbywają się w piątki i soboty - mówi były student UJ. Z kolei Natalia najbardziej lubi weekendy: wtedy bierzemy śpiewnik i śpiewamy szanty na żywo. Jestem żeglarzem i przychodzę tu, by przypomnieć sobie wakacje na Mazurach, powspominać miłe chwile i zrelaksować się. Rozwieszone sieci, lampy żeglarskie, makiety statków tworzą niesamowity nastrój - dodaje Szymon.

Centrum Kultury Rotunda

Nie ma w Krakowie studenta, który nie wiedziałby, czym jest Rotunda. W skrócie: to miejsce, w którym odbyły się tysiące koncertów, festiwali i imprez. W Rotundzie każdy znajdzie coś dla siebie - od mocnego rocka po kabaret i poezję śpiewaną. To tam swoją karierę zaczynały największe gwiazdy polskiej sceny muzycznej, m.in. Maryla Rodowicz, Marek Grechuta, Jacek Kaczmarski, Tomasz Stańko, Maanam, Grzegorz Turnau, czy Leszek Możdżer.

Nie ma w Polsce kabaretu, który nie zaczynałby w Rotundzie - mówi dyrektor CK

Rotunda powstała 30 lat temu. Zorganizowaliśmy wiele imprez kulturalnych, m.in. Krakowskie Reminiscencje Teatralne, Jazz Juniors, Etiuda i Anima, Przegląd Kapel Studenckich. Jesteśmy współorganizatorem przeglądu kabaretowego PAKA. Odbywa się u nas festiwal piosenki żeglarskiej Shanties. Odwiedziły nas niemal wszystkie polskie zespoły - wylicza dyrektor programowa Rotundy Małgorzata Frankowska. Staramy się pokazać studentom, jak wygląda zagraniczny rynek muzyczny. Z tego powodu zaprosiliśmy m.in. Steve'a Hogarth'a, czy zespół New Model Army. Dajemy studentom do wyboru różną stylistykę i gwiazdy wielu formatów - dodaje.

Siłą Centrum Kultury Rotunda jest otwartość. Wiele imprez odbywa się tam z inspiracji studentów. Bardzo serdecznie zapraszamy wszystkich, którzy chcieliby się włączyć w życie Rotundy, do napisania swojego pomysłu na adres mailowy: gosia@rotunda.pl albo rotunda@rotunda.pl - zachęca pani Małgorzata.

Czekamy również na sygnały od Was! Swoje propozycje, zdjęcia, filmy z kultowych studenckich miejsc możecie wysyłać na Gorącą Linię RMF FM lub umieszczać w naszym profilu na Facebooku.