Z powodu "braku danych potwierdzających popełnienie przestępstwa" Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo ws. lądowania rządowego Jaka-40 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku, krótko przed katastrofą Tu-154.

Na wniosek europosłów Platformy Obywatelskiej w ostatecznym dokumencie rezolucji PE nie znalazł się zapis wzywający do międzynarodowego śledztwa w sprawie katastrofy w Smoleńsku. Korespondentka RMF FM w Brukseli ujawnia kulisy negocjacji ws. rezolucji, w której znalazło się wezwanie Rosji do... czytaj więcej

Postanowienie o umorzeniu prokurator wydał 2 marca, o czym wtedy nie informowano. Dzisiaj rzecznik WPO płk Ryszard Filipowicz potwierdził tę informację. Postanowienie jest nieprawomocne i rozpoczęło się jego doręczanie osobom ustanowionym w śledztwie jako pokrzywdzeni: załodze, pasażerom, w tym dziennikarzom, oraz Dowódcy Generalnemu Sił Zbrojnych, który jest następcą prawnym Dowódcy Sił Powietrznych, będącego właścicielem samolotu - wyjaśnił płk Filipowicz.

Jak dodał, po przesłuchaniu świadków i zapoznaniu się z nagraniami rozmów z kokpitu Jaka-40 oraz wieży na lotnisku Smoleńsk Północ, prokurator uznał, że brak jest danych potwierdzających popełnienie przestępstwa "nieumyślnego sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym, jakim był manewr podejścia do lądowania na tym lotnisku".

Jak-40 z dziennikarzami na pokładzie wylądował w Smoleńsku na kilkadziesiąt minut przed katastrofą polskiego Tu-154M. W chwili lądowania warunki na lotnisku były już bardzo trudne.

Zawiadomienie do prokuratury w tej sprawie skierował w lutym 2011 roku ówczesny dowódca Sił Powietrznych gen. Lech Majewski. Jak wtedy mówił, samolot wylądował "przy podstawie chmur 60 metrów i widzialności poniżej kilometra".

(MRod)