Śledztwo w sprawie zaginionej obrączki jednej z ofiar katastrofy smoleńskiej zostało kolejny raz umorzone. Warszawska prokuratura nie znalazła dowodów na to, że należąca do byłego wiceministra kultury Tomasza Merty złota obrączka została ukradziona. Obrączkę znaleziono na miejscu katastrofy, nie było jej jednak wśród rzeczy przekazanych rodzinie Tomasza Merty.

Zaklęty krąg w MSZ-ecie wokół zaginionej obrączki Merty

Ambasador polski w Moskwie Jerzy Bahr był w czwartek przesłuchiwany w sprawie zaginięcia obrączki Tomasza Merty - ujawnia mecenas Bartosz Kownacki. Pełnomocnik kilku rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej zaznacza, że nie może mówić o szczegółach, ale zeznania ambasadora oddają obraz kompletnego... czytaj więcej

Śledztwo w sprawie zaginionej biżuterii warszawska Prokuratura Okręgowa prowadziła już kolejny raz. W maju skończyło się podobnym postanowieniem o umorzeniu ze względu na brak dowodów na to, że jej zniknięcie związane było z popełnieniem czynu zabronionego.

Od majowego postanowienia odwołał się pełnomocnik rodziny ofiary i śledztwo wszczęto kolejny raz. W jego toku przesłuchano między innymi ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, byłego ambasadora Jerzego Bahra i szereg innych urzędników, stykających się ze znalezionymi na miejscu katastrofy rzeczy. Obrączka znajdowała się prawdopodobnie wśród rzeczy przekazanych do MSZ a następnie zniszczonych. Wśród nich znajdował się też częściowo zniszczony dowód osobisty Tomasza Merty.

Postanowieniem z 16 września prokurator umorzył śledztwo z braku dowodów kradzieży kolejny raz. Uzasadnienie decyzji trafi niebawem do rodziny i jej pełnomocnika.