Trzech świadków z MSZ zeznawało w procesie Tomasza Arabskiego i innych za niedopełnienie obowiązków przy organizacji wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 10 kwietnia 2010 r. Na liście zawnioskowanych świadków jest Donald Tusk; nie ma jeszcze decyzji sądu o jego wezwaniu.

Donald Tusk /VASSIL DONEV /PAP/EPA

We wtorek Sąd Okręgowy w Warszawie weryfikował m.in. stanowisko stron ws. przesłuchania jednego z doradców Tuska jako ówczesnego premiera. Prokurator Przemysław Ścibisz wskazał, że na temat potrzeby przesłuchania tego doradcy wypowie się po decyzji sądu w sprawie wniosku z prywatnego aktu oskarżenia o wezwanie na świadka Tuska i jego ewentualnym przesłuchaniu. Prokuratura Okręgowa w Warszawie uczestniczy w procesie jako "strażnik praworządności".

Ścibisz wyjaśnił dziennikarzom, że Tusk jest na liście świadków, o których przesłuchanie wnoszą w prywatnym akcie oskarżenia bliscy kilkunastu ofiar katastrofy (m.in. Anny Walentynowicz, Janusza Kochanowskiego, Andrzeja Przewoźnika, Władysława Stasiaka, Sławomira Skrzypka i Zbigniewa Wassermanna).

Prokurator dodał, że będzie chciał pytać Tuska o przygotowania zarówno do jego wizyty w Smoleńsku (7 kwietnia 2010 r. - PAP), jak i wizyty Lecha Kaczyńskiego z 10 kwietnia - w zakresie, jakiego dotyczą zarzuty aktu oskarżenia.

Jeden z obrońców, mec. Krzysztof Stępiński, powiedział PAP, że będzie wnosił o wideokonferencję z Brukselą.

Ówczesny naczelnik wydziału rosyjskiego w departamencie wschodnim MSZ Dariusz G. zeznał, że w marcu 2010 r. był w grupie dokonującej rekonesansu miejsc pobytu prezydenta w Smoleńsku, ale - jak powiedział - "nie było zgody Rosjan na wjazd na lotnisko". Wiedzieliśmy, że to lotnisko nie jest użytkowane, a strona rosyjska zadeklarowała, że będzie ono czynne na kwietniowe wizyty - zeznał G. Informacje ws. lotniska były przekazywane do kancelarii premiera - dodał. Według świadka, Federalna Służba Ochrony zapewniała, że lotnisko będzie "jednakowo przygotowane na obie wizyty"(Tuska i Kaczyńskiego). G. dodał, że nie rozważano lądowania prezydenta na innym lotnisku.

Według Dariusza G., uzyskaniem zgody na przelot zajmowała się ambasada RP w Moskwie. 8 kwietnia otrzymałem informację, że lotnisko w Smoleńsku nie otrzymało numeru zgody na przelot - zeznał. Dodał, że następnego dnia odpowiednia nota trafiła do ambasady w Moskwie. Według G., oskarżony pracownik ambasady w Moskwie Grzegorz C. sygnalizował mu trudności, głównie ws. programu wizyty L. Kaczyńskiego.

Pytany, czy od jesieni 2009 r. można mówić o wspólnej wizycie prezydenta i premiera na 70-lecie zbrodni katyńskiej, G. zeznał, że  "było zrozumiałe, iż szczebel będzie najwyższy". Dodał, że  kwestia, czy będzie jedna wizyta czy dwie, do niego "nie docierała". G. mówił, że pierwszą informację o tym, że prezydent Kaczyński chce się udać w kwietniu do Katynia, MSZ dostało od Kancelarii Prezydenta RP 27 stycznia 2010 r. Strona rosyjska podawała, że zapewni godne przyjęcie tej wizyty - dodał G. Jego zdaniem, to, że będą dwie wizyty, stało się jasne po rozmowie telefonicznej premiera Władimira Putina z Tuskiem z lutego 2010 r. G. przyznał, że nota o wizycie prezydenta w Katyniu wyszła z MSZ do Rosji "dość późno"; nie znał tego powodów.

10 kwietnia G. był obecny na lotnisku w grupie czekających na przylot Lecha Kaczyńskiego, gdzie - jak zeznał - widział kolumnę aut dla prezydenta i członków delegacji. Pogoda była fatalna, która się pogarszała, była gęsta mgła; tam dość często była taka pogoda - dodał.

W zeznaniach ze śledztwa G. mówił, że ok. godz. 10.00 czasu lokalnego jeden z czekających Rosjan - Paweł Kozłow z Federalnej Służby Ochrony, będący w kontakcie ze służbami lotniska, powiedział mu, że "samolot będzie robił próbne podejście, ale prawdopodobnie zostanie skierowany do Moskwy, żeby przeczekać mgłę". Niedługo potem Kozłow powiedział Dariuszowi G., że kontrolerzy przekazali mu, że samolot będzie lecieć do Mińska, a następnie zapowiedział, że jednak będzie "próbne podejście".

Zaraz potem G. usłyszał ryk silników, a następnie głośny huk. Oczekujący pojechali w tamto miejsce, gdzie wśród drzew świadek zobaczył odwrócone do góry koła samolotu; widać było też płomienie. Według G., służby ratunkowe pojawiły się "momentalnie". G. zadzwonił z informacją o katastrofie do swego przełożonego w MSZ oraz do jednego z dziennikarzy.

Według G., po półgodzinie ktoś ze służb ratunkowych powiedział mu, że "niestety nikt nie przeżył". Krótko potem Tomasz Turowski z ambasady powiedział zaś G., że funkcjonariusz Federalnej Służby Ochrony przekazał mu, że "trzy osoby przeżyły i zostały w stanie ciężkim przewiezione do szpitala". G. zapytał o to Kozłowa, który odparł, że polecił sprawdzić wszystkie szpitale. Informacja ta się nie potwierdziła - dodał G.

Świadek Jarosław B., ówczesny dyrektor departamentu wschodniego MSZ, zeznał, że wizytą prezydenta "zajmował się w stopniu minimalnym, bo nie była to wizyta dyplomatyczna". Wyjaśnił, że taka wizyta ma miejsce wtedy, gdy się odbywają rozmowy dyplomatyczne z przedstawicielami władz danego kraju. Pytany, jaki charakter miała ta wizyta, odparł, że nie była to ani wizyta robocza, ani prywatna; był to element obchodów 70-lecia zbrodni katyńskiej. To była pielgrzymka - dodał B.

Według niego, ambasador Rosji przyznawał, że lotnisko w Smoleńsku jest zamknięte, a jego otwarcie może być trudne. Mój departament miał charakter polityczny - dodał świadek, podkreślając że w rozmowie z ambasadorem uczestniczył wiceszef MSZ Andrzej Kremer, a inne komórki MSZ zapewne zasięgały informacji o lotnisku. Pytany, czy była mu znana instrukcja HEAD, B. odparł: "A co to za instrukcja?".

Zdaniem świadka, do końca 2009 r. Lech Kaczyński nie sygnalizował chęci wizyty w Katyniu. 27 stycznia 2010 r. kancelaria prezydenta przekazała MSZ, że prezydent wybiera się w kwietniu do Katynia, a 3 lutego w rozmowie telefonicznej Putin zaprosił na kwiecień do Katynia Tuska. Siłą rzeczy pojawiły się dwa programy obchodów - zeznawał B.

Inny świadek z MSZ, Tadeusz S. z protokołu dyplomatycznego, zeznał, że wizytę prezydenta przygotowywał od strony protokolarnej. Zajmował się tym, gdzie kto ma siedzieć podczas uroczystości w Katyniu i kto ma jechać którym samochodem. Pytany, czy zabiegał o informacje o lotnisku w Smoleńsku, S. odparł, że nie było to w jego obowiązkach.

W śledztwie S. zeznawał, że na podstawie informacji od kancelarii prezydenta, we współpracy z ambasadą, opracowywał szczegółowy program, m.in. co do rozmieszczenia poszczególnych osób, np. przypisania miejsc w samolocie według ich rangi. Kancelaria prezydenta przekazywała mejlowo ambasadzie swe sugestie i oczekiwania - mówił S. Według niego, "strona rosyjska była bardzo zaangażowana w prawidłowe i godne zaplanowanie tej wizyty" i nie "było żadnych obaw co do organizacji obchodów".

S. 8 kwietnia 2010 r. dokonał, wraz z innymi urzędnikami z Polski i Rosji, rekonesansu miejsc pobytu prezydenta w Katyniu. 9 kwietnia wieczorem z Jackiem Sasinem z kancelarii prezydenta i ambasadorem Jerzym Bahrem omówił cały program. Nie było kwestii spornych pod względem protokolarnym - zeznał.

Prywatny akt oskarżenia złożono w 2014 r. - po tym, gdy cywilna prokuratura umorzyła prawomocnie śledztwo ws. organizacji lotów prezydenta i premiera do Smoleńska. Podsądni nie przyznają się do zarzutów. Pozostali oskarżeni to urzędnicy Kancelarii Prezesa Rady Ministrów - Monika B. i Miłosław K. - oraz ambasady RP w Moskwie - Justyna G. i Grzegorz C. Grozi im do 3 lat więzienia. Podsądni nie przychodzą na rozprawy - udział w procesie jest prawem, a nie obowiązkiem oskarżonego.

Na następnej rozprawie 11 kwietnia ma zostać przesłuchany były szef MSZ Radosław Sikorski.

(ph)