"Najnowsza polska ekspertyza dotycząca ofiar smoleńskiej katastrofy to dowód na to że, Rosjanie dopuścili się obrzydliwego kłamstwa i prowokacji" - tak o wynikach badań, które wykluczyły obecność alkoholu we krwi generała Andrzeja Błasika mówi w rozmowie z reporterem RMF FM Mariuszem Piekarskim pełnomocnik wdowy po dowódcy sił powietrznych Bartosz Kownacki. "Bardzo silny argument został dany w ręce polskie. Tak druzgocący, tak miażdżący dla strony rosyjskiej, że oni by się nie obronili przed jakąkolwiek instytucją międzynarodową" - dodaje poseł PiS.

Zarówno gen. Andrzej Błasik, jak i załoga Tu-154M, personel pokładowy i funkcjonariusze BOR byli trzeźwi w momencie katastrofy smoleńskiej. Takie są wnioski z opinii biegłych, której wyniki ujawniła Naczelna Prokuratura Wojskowa. czytaj więcej

Mariusz Piekarski: Informacja o alkoholu we krwi gen. Andrzeja Błasika jest zawarta w raporcie złożonym przez MAK do ICAO (Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego - przyp. red.). Czy my, mając własne wyniki badań, na ich podstawie moglibyśmy pokusić się w ogóle o zmianę rosyjskiego raportu i wykreślenie z niego zapisu o alkoholu we krwi gen. Błasika?

Bartosz Kownacki: Moim zdaniem strona polska po prostu powinna zażądać tego wykreślenia, bo to jest oczywiste kłamstwo. Teraz mamy na to dowód, natomiast czy do ICAO? Tutaj miałbym wątpliwość, bo jak najbardziej - to jest podstawa do wszelkiego rodzaju podważania dokumentu rosyjskiego. Jednak problem w tym, że ICAO ze względu na zaniedbania rządu polskiego nie jest w tej sprawie jednostką właściwą i ona umywa ręce. Natomiast do arbitrażu międzynarodowego w tej sprawie jak najbardziej to jest podstawa i ja oczekuję jakiegoś kroku ze strony rządu polskiego. Bardzo silny argument został dany w ręce polskie i jeszcze raz podkreślam - jakbyście państwo przeczytali tę opinie, to ona jest tak druzgocąca, tak miażdżąca dla strony rosyjskiej, że oni by się nie obronili przed jakąkolwiek instytucją międzynarodową w tym zakresie.

Tam są wypunktowane błędy podczas badań rosyjskich?

Dokładnie tak. Bardzo jasno powiedziane, dlaczego nie należało takich wniosków wyciągać.

W takim razie arbitraż przed jaką instytucją?

Panie redaktorze, trzeba było wystąpić z żądaniem do strony rosyjskiej powołania wspólnej międzynarodowej komisji. Dlatego że ze względu na zaniedbania, które miały miejsce i na błędne zastosowanie przepisów prawa, polski rząd oddał wszelkie narzędzia stronie rosyjskiej i tak naprawdę nie ma dzisiaj, nie spisano procedury, która mogłaby być dzisiaj procedurą odwoławczą. To jest wina rządu polskiego. Dlaczego takiej procedury wtedy nie spisano? Tak naprawdę dzisiaj po prostu trzeba byłoby wystąpić po pierwsze - z żądaniem sprostowania tego raportu i po drugie - komisji, która by rozważyła ten raport rosyjski, zweryfikowała go, rozważyła inne wątpliwości, które są. Ta dotycząca alkoholu we krwi jest jedną z wielu.

A ostateczność to jakiś arbitraż międzynarodowy?

Tak, tylko że na taki arbitraż musiałaby zgodę wyrazić strona rosyjska. Nie sądzę, żeby strona rosyjska była zainteresowana dzisiaj jakimkolwiek arbitrażem, po prostu ona zostałaby tam skompromitowana. Błędy strony rosyjskiej byłyby tak wypunktowane, że prawdopodobnie już nikt nigdy nie chciałby latać samolotem nad terytorium Federacji Rosyjskiej.

(MRod)