​"Za nic nie chcemy tam wrócić. Białorusini traktowali nas bardzo źle, bili nas, zabrali nam wszystkie rzeczy i pieniądze" - mówią trzej Syryjczycy, którzy znaleźli się w pułapce: bez możliwości powrotu na Białoruś i bez prawa przebywania na terytorium Polski. Kilka dni temu przeszli przez kolczasty drut dzielący Polskę i Białoruś. Mówią, że drut rozcięli białoruscy pogranicznicy.

Jak wygląda sytuacja na pograniczu? Czy w lasach faktycznie chronią się osoby, które nielegalnie przekroczyły granicę z Białorusią? Żeby odpowiedzieć na te pytania, dołączyliśmy do nocnej interwencji zorganizowanej przez grupę Granica, prowadzonej tuż przy granicy strefy objętej stanem wyjątkowym. 

Kilkadziesiąt minut przed rozpoczęciem akcji dostaliśmy pinezkę z lokalizacją, dotarliśmy na wyznaczone miejsce, niedaleko Narewki i ruszyliśmy w stronę lasu. Ciemność rozświetlały latarki i światła kamer. Nasza przewodniczka miała kolejną pinezkę - z dokładną lokalizacją.

Nierówności, grząski teren, a nawet rów wypełniony wodą - takie przeszkody musieliśmy pokonać, żeby dotrzeć na miejsce. W prowizorycznym obozowisku czekali trzej mężczyźni. Na miejscu był tłumacz i ludzie z organizacji pomocowych.

Trzej mężczyźni opowiedzieli swoje historie. Kilkanaście dni temu przylecieli do Mińska, zachęceni wpisami w mediach społecznościowych i relacjami znajomych, którym udało się dostać na teren UE. 

To, co nas zszokowało, że uciekając z Syrii znaleźliśmy się w tak złej sytuacji - mówi jeden z przebywających w lesie mężczyzn. Nie spodziewaliśmy się, że uciekając z kraju zniszczonego wojną, spotkają nas takie katastrofy również tutaj - dodaje. 

Tydzień spędzili po białoruskiej stronie, bez jedzenia i picia. 

Nasza sytuacja była bardzo zła. Podchodziliśmy do drutu kolczastego na granicy i polscy żołnierze oraz strażnicy przekazywali nam jedzenie i picie - mówią migranci. Żołnierze białoruscy rozcięli nam drut kolczasty, żebyśmy mogli przejść - dodają. 

W Polsce udało im się otrzymać pomoc od ludzi z grupy Granica. Dostali prowiant, wodę, namiot i śpiwory.

Otrzymali też pomoc prawną. Na wniosek Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wydał decyzje o zastosowaniu wobec obywateli Syrii środków tymczasowych - tzw. interim measures. W związku z tym do czasu rozstrzygnięcia wniosków o azyl, mężczyźni nie mogą zostać wydaleni z Polski.

Syryjczycy podkreślają, że boją się złego traktowania, które już ich dotknęło - żołnierze białoruscy ich bili, zabrali niektóre ich rzeczy oraz pieniądze.

Mamy nadzieję i życzmy sobie, że władze polskie rozważą naszą sytuację i znajdziemy tutaj schronienie i bezpieczeństwo - mówią.

Jechaliśmy do Polski, bo to wolny kraj UE, w którym możemy żyć w pokoju - podkreślają. 

Trudna sytuacja na granicy

Sytuacja przy polsko-białoruskiej granicy zaostrzyła się 8 listopada. Wtedy grupa co najmniej kilkuset osób zebrała się przy granicy, część próbowała siłą ją przekroczyć. Terytorium Polski chronią zmobilizowane siły wojska, straży granicznej i policji.

Na granicy trwa ogłoszony przez władze stan wyjątkowy, przedłużony 1 października o kolejne 60 dni.  Do strefy nie mają wstępu nie tylko media, lecz także grupy pomocowe - organizacje humanitarne, aktywiści, medycy, prawnicy.

Opracowanie: